Mieszkańcy Domachowa i okolic zebrali się w świetlicy wiejskiej i... darli pierze. Przypomnieli w ten sposób zanikającą już tradycję piyrzoka. Nie obyło się bez wspomnień, wspólnych przyśpiewek, wiejskiego poczęstunku, muzyki i tańców. Zainscenizowano też winiec - obrzęd kończący darcie pierza.
Biskupianie z Zespołu Folklorystycznego z Domachowa i Okolic a także Młodzieżowy Zespół Biskupiański „Młodzi Biskupianie" działający przy szkole w Starej Krobi odtworzyli obrzęd piyrzoka. Organizatorzy zaznaczali wcześniej, że gospodynie naprawdę będą darły pierze. Stąd poproszono gości o odpowiedni dobór stroju na imprezę i rezerwację miejsc siedzących przez osoby, które chciały wziąć czynny udział w imprezie. Pamiętały o tym seniorki z gostyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, które uczestniczyły w piyrzoku w ochronnych szpitalnych kitlach i czepkach.
Dawniej kobiety schodziły się do jednej izby i darły pierze, a mężczyźni w tym czasie grali w karty w innym pomieszczeniu przy butelce czegoś mocniejszego. Tak było i tym razem. Salę umownie podzielono na część żeńską i męską. W jednej pilnie pracowano, w drugiej biesiadowano.
Anna Chuda opowiedziała, jak za jej młodych lat wyglądało darcie pierza. - Jak matka miała ze sto tych gysi, bo jak miała z piyńć córów, to musiała tyle chować, to jak my zaczyli w listopadzie to piyrze drzyć, to my skłyńczyli dopiyro przed Wielkiym Tygodniym na Wielkanoc – mówi Anna Chuda. Zapytana o to, jak się powinno drzeć pierze, odpowiada - Trzymo się za koniuszek do góry i z obu strun się obdziyro. To łobdarte idzie na poduchy i pierzyny, a środek sie wywolo – tłumaczy.
Podczas piyrzoka nie zabrakło wspólnych przyśpiewek i... psot. Mężczyźni niespodziewanie wypuścili ukrytego pod marynarką gołębia prosto w pierze, które wzniosło się w powietrze i wylądowało na włosach, ubraniach i podłodze. Śmiechu było co niemiara. Na koniec pokazano też winiec - obrzęd kończący darcie pierze, przygotowany przez młodych Biskupian. Młodzież pod okiem mistrzów specjalnie na tę okazję nauczyła się dawnych tańców z figurami i przyśpiewek biskupiańskich. Znalazły się wśród nich „ceglorz”, „szewc” i „idź sobie”. Zaprezentowano także znanego już „mietlorza” i wiwata.
To nie koniec folklorystyczno-ludowych atrakcji w tym roku. - Piyrzok jest jedną z imprez tematycznych organizowanych w ramach projektu „Biskupiański rok obrzędowy". W tym roku był już podkoziołek, wesele biskupiańskie, dożynki, dzisiaj piyrzo. Będą jeszcze katarzynki – informuje Agnieszka Wujek, dyrektor GCKiR w Krobi.
RŚ
0 0
A potem poszły i kupiły poduszki silikonowe w sklepie ha ha
0 0
tak się bawi klasa uprzywilejowana; brak obciążeń podatkowo-ubezpieczeniowych i z nudów wymysla sie takie dziwactwa
0 0
do orkch !!!! Lepsze takie , jak Ty to nazywasz ,, dziwactwa " , od towarzystwa nawalonych z butlą piwska (...).
0 0
Następca starego biesiadnika już biesiaduje a jeszcze nie jest wybrany
0 0
I co z tym piyrzym teroz, dla odchodzącej ekipy na pamiatkę pierzyny, poduszki i jaśki?
0 0
Świetny pomysł, powrót do tradycji i wspólnie spędzanego czasu. Z niecierpliwością oczekuję kolejnych takich wydarzeń.
0 0
Myślicie co za bzdury piszecie? Folklor to nasza tożsamość , a ci co myślą inaczej, lepiej żeby nie zajmowali głosu!!!!!!!!!!! Każdy lubi coś innego i niech się tym zajmie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz