Przez dziesięciolecia stała na dziedzińcu gostyńskiej fary, narażona na deszcz, mróz, zanieczyszczenia, ptaki i upływ czasu. Dla wielu mieszkańców była po prostu jednym z charakterystycznych elementów otoczenia kościoła farnego. Teraz trudno przejść obok niej obojętnie. Figura Matki Boskiej, znajdująca się przy gostyńskiej farze, przeszła gruntowną konserwację i zyskała zadaszenie.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Największym wyzwaniem było wykonanie zadaszenia, którego wymagał konserwator. Chodziło o to, by figura była lepiej chroniona przed warunkami atmosferycznymi, gałęziami drzew i ptakami, a jednocześnie nie została wizualnie przytłoczona konstrukcją.
- Mieliśmy duży kłopot, żeby znaleźć kogoś, kto chciałby wykonać to zadaszenie - mówi Robert Czub, dyrektor Muzeum w Gostyniu i jest również członkiem Towarzystwa Miłośników Gostyńskiej Fary, które podjęło się finansowania renowacji figury.
Od początku zależało na tym, by zadaszenie nie zasłaniało figury. Najprostszym rozwiązaniem byłaby konstrukcja oparta na czterech słupkach, ale uznano, że taki wariant zbyt mocno ingerowałby w odbiór rzeźby. Dlatego zdecydowano się na trudniejsze technicznie rozwiązanie, oparte na dwóch podporach. Wymagało to obliczeń, odpowiedniego projektu i wykonania elementów w taki sposób, by całość była stabilna, odporna na wiatr i estetyczna.
- Wszyscy mówili, żeby jej nie zasłaniać, żeby była tylko na tych dwóch słupkach. Tylko wyliczenie tego przerastało wielu ludzi. Poproszono więc kogoś, kto ma umiejętności architektoniczne i wyliczał, gdzie jakie ciężary muszą być, żeby konstrukcja była wytrzymała na wiatr - tłumaczy dyrektor muzeum.
Wykonania zadaszenia podjęli się lokalni rzemieślnicy i społecznicy. Jak mówi Robert Czub, wiele prac zrobiono pro publico bono. Towarzystwo pokrywało przede wszystkim koszty materiałów, farb i lakierów. Osoby zaangażowane w prace szukały inspiracji, oglądały zdjęcia podobnych rozwiązań i wybierały formę, która najlepiej pasowałaby do figury i otoczenia fary.
- Wszystko było w czynie społecznym. My płaciliśmy jedynie za materiały, które pochłonęły około 1600 złotych. Rzemieślnicy rozliczali się między sobą, czasem ktoś gdzieś pojechał, ktoś coś wykonał, ktoś pomógł. To był taki krąg złotych rączek i ludzi, którym zależało, żeby to zrobić dobrze - przyznaje dyrektor Robert Czub.
Sama figura również wymagała poważnych prac konserwatorskich. Wykonała firma prof. Niemcewicza z Torunia, z którym Towarzystwo współpracowało już wcześniej przy konserwacji innej rzeźb. Zakres robót obejmował między innymi wstępne wzmocnienie osłabionych partii kamienia, dezynfekcję powierzchni figury środkiem biobójczym, usunięcie przebarwień, podklejenie rozwarstwień w marmurze, uzupełnienie ubytków sztucznym kamieniem na bazie żywicy akrylowej, a także scalenie kolorystyczne uzupełnień z oryginalnym kamieniem. Szczególnie trudna była rekonstrukcja uszkodzonych palców dłoni.
- Miała uszkodzone palce u obu rąk, a przy prawej ręce rzeczywiście dosyć mocno. Profesor gwarantował, że nie zobaczymy różnicy, że te palce były uszkodzone. W marmurze to jest sztuka. Byliśmy kilka razy oglądać, robiliśmy specjalne zdjęcia i powiększenia tych palców, porównywaliśmy ze starymi. Jest to klasa - podkreśla dyrektor Robert Czub.
Uzupełniono także drobne uszkodzenia powstałe między innymi po dawnej koronie lub wieńcu z gwiazd, który kiedyś próbowano osadzić na głowie figury.
Ponadto Figura Matki Boskiej była mocno zabrudzona. Przez lata nie przechodziła profesjonalnego czyszczenia, a jej historia dodatkowo tłumaczy stan, w jakim się znajdowała. Przez pewien czas była przechowywana w Czachorowie pod węglem, co pozostawiło trwałe ślady na powierzchni marmuru.
- Najważniejsze było oczyszczenie z brudu, który praktycznie już się wżarł, bo ona nigdy nie była czyszczona - mówi Robert Czub.
Konserwatorzy użyli specjalistycznych środków przeznaczonych do białego marmuru. Jak zaznacza Robert Czub, już wcześniej prawnuk właściciela włoskiej firmy związanej z kamieniołomem, z którego pochodzi materiał, zwracał uwagę, by figury niczym nie pokrywać, lecz jedynie starannie ją oczyścić.
Koszt samej konserwacji figury wyniósł około 17,5 tysiąca złotych. Do tego doszedł koszt rusztowania, około 1300 złotych, oraz wspomniane wydatki na farby, lakiery i zabezpieczenia do zadaszenia, na razie w wysokości około 1600 złotych. Całość finansowało Towarzystwo Miłośników Gostyńskiej Fary ze środków, które zbiera między innymi z odpisu 1,5 procent podatku. Na zebranie odpowiedniej sumy Towarzystwo czekało około dwóch lat.
Historia figury sięga znacznie dalej niż jej obecność przy gostyńskiej farze. Rzeźba pochodzi z lat 20. XX wieku. Do 1939 roku znajdowała się w Czachorowie. Po wojennych i powojennych losach, w 1954 roku trafiła na dziedziniec kościoła farnego w Gostyniu. Jak wyjaśnia Robert Czub, ówczesny proboszcz sprowadził ją właśnie wtedy w związku ze stuleciem ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Stąd daty widoczne przy figurze - 1854 i 1954.
Ostateczny efekt już teraz zwraca uwagę parafian i przechodniów. Figura jest jaśniejsza, bardziej wyrazista, a detale, które wcześniej ginęły pod warstwą zabrudzeń, znów stały się widoczne.
Foto: Gostyn24

::addons{"type":"alert"}
::news{"type":"see-also","item":"91037"}
::news{"type":"see-also","item":"90998"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::news{"type":"see-also","item":"90867"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz