Ostatnie w tym roku rozgrywki Wielkopolskiej Ligi Kadetów za nami. W niedzielnym spotkaniu, przed własną publicznością w sali sportowej gostyńskiej „piątki”, Kadeci UKS Kaniasiatka w meczu 11 kolejki podejmowali lidera Grupy 1 - MUKS Amber Kalisz. Zdecydowanym faworytem byli zawodnicy z Kalisza, którzy w dotychczasowych meczach zanotowali dziewięć zwycięstw i jedną porażkę. Podobnie jak w pierwszym pojedynku, tym razem także lepsi okazali się przeciwnicy gostynian.
Już od początku spotkania goście wysoko postawili poprzeczkę gostyńskim Kadetom i - jak na lidera przystało - od początku pokazywali swoją mistrzowską formę. Pierwszy i drugi set rozegrali podobnie - po wyrównanym wyniku punktowym w początkowych fazach setów goście zyskiwali kilka punktów przewago, co pozwoliło im kontrolować przebieg spotkania. W grze Kaniasiatki widoczna była duża ilość niewymuszonych błędów własnych, takich jak: autowe ataki, zepsute zagrywki czy też błędy w przyjęciu. Jedynie w trzecim secie podopieczni trenera Migdalskiego zmobilizowali się i wykorzystali słabszy okres gry przeciwników oraz zmiany dokonane przez kaliski sztab trenerski. Po wyrównanym początku, gostynianie stracili trzy punkty i tym samym goście prowadzili 11:8. Na tym etapie partii Kadeci poprawili swoją zagrywkę i blok, co przełożyło się na wynik 18:13. Pomimo błędów gostynian i powrotu do dobrej gry kaliszan, Kaniasiatka do końca kontrolowała poczynania na parkiecie. Trzeciego, wygranego przez gospodarzy seta, atakiem z lewego skrzydła skończył Kamil Kulczak.
Czwartą - ostatnią partię, goście rozpoczęli od mocnego uderzenia, które dało im prowadzenie. Kaniasiatka wyrównała wynik, jednak remis utrzymywał się bardzo krótko, ponieważ w poczynania gostyńskich siatkarzy wkradły się nerwy, które przełożyły się na dalszy jej przebieg. Kaliszanie sukcesywnie powiększali swoje prowadzenie, kończąc partię z wynikiem 25:17, wygrywając tym samym cały mecz 3:1.
Zgodnie z przewidywaniami, zespół z Kalisza okazał się drużyną zdecydowanie mocniejszą i przewyższającą gostynian warunkami fizycznymi, co miało niebagatelny wpływ na wydarzenia na boisku. Kadeci Kaniasiatki, mający bardzo krótką ławę rezerwowych, nie mieli zbyt dużo argumentów, aby przeciwstawić się solidnie grającej drużynie z Kalisza. - Dzisiejszy mecz pomimo niekorzystnego wyniku nie był najgorszy w naszym wykonaniu. Cieszy nas zaangażowanie i przebłyski woli walki, które szczególnie widać było w wygranym przez gospodarzy secie trzecim. Szczególnie w dwóch pierwszych setach dzięki dobremu przyjęciu mogliśmy wyprowadzić kilka fajnych akcji. Poprawnie funkcjonował blok, którym zdobyliśmy kilka punktów. Stosunkowo mało błędów własnych w porównaniu z poprzednimi meczami. Niestety nie wystarczyło do wygrania meczu, przeciwnik grał bardzo równo, cierpliwie i nie popełniał błędów. Trochę niepewnie zgraliśmy w obronie i w tym elemencie wyraźnie ustępowaliśmy rywalom - podkreślił po spotkaniu trener Kaniasiatki Tomasz Migdalski.
Kolejny ligowy pojedynek podopieczni trenera Migdalskiego rozegrają już w nowym roku, 4 stycznia, kiedy to w meczu wyjazdowym zmierzą się z Kangurami z Nowego Tomyśla.
MD, foto: Tomasz Biernat
Już od początku spotkania, stroną przeważającą byli goście, którzy, jak na lidera przystało, postawili bardzo wysoko poprzeczkę gostyńskim Kadetom. Po wyrównanych początkowych fazach pierwszych dwóch setów, goście odskakiwali na kilka punktów, spokojnie kontrolując przebieg spotkania. W grze Kaniasiatki pokutowała duża ilość niewymuszonych błędów własnych, takich jak autowe ataki, zepsute zagrywki czy też błędy w przyjęciu. Jedynie w trzecim secie podopieczni trenera Migdalskiego zmobilizowali się i wykorzystali zarówno słabszy okres gry przeciwników, jak i zmiany dokonane przez kaliski sztab trenerski. Po wyrównanym początku, gostynianie w prosty sposób stracili trzy punkty i tym samym goście prowadzili 11:8. Na tym etapie partii Kadeci zagrali bardzo dobrze w bloku i odrzucającą zagrywką, co zdecydowanie przełożyło się na wynik 18:13. Pomimo błędów i powrotu do dobrej gry kaliszan, Kaniasiatka do końca kontrolowała poczynania na parkiecie. Trzeciego, wygranego przez gospodarzy seta, atakiem z lewego skrzydła skończył Kamil Kulczak.
Czwartą i ostatnią partię od mocnego uderzenia i prowadzenia rozpoczęli goście. Po dobrym okresie gry, Kaniasiatka wyrównała, jednak w poczynania gostyńskich siatkarzy wkradły się nerwy, które przełożyły się na dalszy jej przebieg. Kaliszanie po poprawnym przyjęciu, przekładającym się na dobre wybory w rozegraniu i bardzo intensywnej grze na siatce, sukcesywnie powiększali prowadzenie, aby zakończyć partię wynikiem 25:17 i cały mecz 3:1.
Zgodnie z przewidywaniami, zespół z Kalisza okazał się drużyną zdecydowanie mocniejszą i przewyższającą gostynian warunkami fizycznymi, co miało niebagatelny wpływ na wydarzenia na boisku. Kadeci Kaniasiatki, mający bardzo krótką ławę rezerwowych, nie mieli zbyt dużo argumentów, aby przeciwstawić się solidnie grającej drużynie z Kalisza. - Dzisiejszy mecz pomimo niekorzystnego wyniku nie był najgorszy w naszym wykonaniu. Cieszy nas zaangażowanie i przebłyski woli walki, które szczególnie widać było w wygranym przez gospodarzy secie trzecim. Szczególnie w dwóch pierwszych setach dzięki dobremu przyjęciu mogliśmy wyprowadzić kilka fajnych akcji. Poprawnie funkcjonował blok, którym zdobyliśmy kilka punktów. Stosunkowo mało błędów własnych w porównaniu z poprzednimi meczami. Niestety nie wystarczyło do wygrania meczu, przeciwnik grał bardzo równo, cierpliwie i nie popełniał błędów. Trochę niepewnie zgraliśmy w obronie i w tym elemencie wyraźnie ustępowaliśmy rywalom - podkreślił po spotkaniu trener Kaniasiatki Tomasz Migdalski.
Kolejny ligowy pojedynek podopieczni trenera Migdalskiego rozegrają już w nowym roku, 4 stycznia, kiedy to w meczu wyjazdowym zmierzą się z Kangurami z Nowego Tomyśla.
MD, foto: Tomasz BiernaJuż od początku spotkania, stroną przeważającą byli goście, którzy, jak na lidera przystało, postawili bardzo wysoko poprzeczkę gostyńskim Kadetom. Po wyrównanych początkowych fazach pierwszych dwóch setów, goście odskakiwali na kilka punktów, spokojnie kontrolując przebieg spotkania. W grze Kaniasiatki pokutowała duża ilość niewymuszonych błędów własnych, takich jak autowe ataki, zepsute zagrywki czy też błędy w przyjęciu. Jedynie w trzecim secie podopieczni trenera Migdalskiego zmobilizowali się i wykorzystali zarówno słabszy okres gry przeciwników, jak i zmiany dokonane przez kaliski sztab trenerski. Po wyrównanym początku, gostynianie w prosty sposób stracili trzy punkty i tym samym goście prowadzili 11:8. Na tym etapie partii Kadeci zagrali bardzo dobrze w bloku i odrzucającą zagrywką, co zdecydowanie przełożyło się na wynik 18:13. Pomimo błędów i powrotu do dobrej gry kaliszan, Kaniasiatka do końca kontrolowała poczynania na parkiecie. Trzeciego, wygranego przez gospodarzy seta, atakiem z lewego skrzydła skończył Kamil Kulczak. Czwartą i ostatnią partię od mocnego uderzenia i prowadzenia rozpoczęli goście. Po dobrym okresie gry, Kaniasiatka wyrównała, jednak w poczynania gostyńskich siatkarzy wkradły się nerwy, które przełożyły się na dalszy jej przebieg. Kaliszanie po poprawnym przyjęciu, przekładającym się na dobre wybory w rozegraniu i bardzo intensywnej grze na siatce, sukcesywnie powiększali prowadzenie, aby zakończyć partię wynikiem 25:17 i cały mecz 3:1.Zgodnie z przewidywaniami, zespół z Kalisza okazał się drużyną zdecydowanie mocniejszą i przewyższającą gostynian warunkami fizycznymi, co miało niebagatelny wpływ na wydarzenia na boisku. Kadeci Kaniasiatki, mający bardzo krótką ławę rezerwowych, nie mieli zbyt dużo argumentów, aby przeciwstawić się solidnie grającej drużynie z Kalisza. - Dzisiejszy mecz pomimo niekorzystnego wyniku nie był najgorszy w naszym wykonaniu. Cieszy nas zaangażowanie i przebłyski woli walki, które szczególnie widać było w wygranym przez gospodarzy secie trzecim. Szczególnie w dwóch pierwszych setach dzięki dobremu przyjęciu mogliśmy wyprowadzić kilka fajnych akcji. Poprawnie funkcjonował blok, którym zdobyliśmy kilka punktów. Stosunkowo mało błędów własnych w porównaniu z poprzednimi meczami. Niestety nie wystarczyło do wygrania meczu, przeciwnik grał bardzo równo, cierpliwie i nie popełniał błędów. Trochę niepewnie zgraliśmy w obronie i w tym elemencie wyraźnie ustępowaliśmy rywalom - podkreślił po spotkaniu trener Kaniasiatki Tomasz Migdalski.Kolejny ligowy pojedynek podopieczni trenera Migdalskiego rozegrają już w nowym roku, 4 stycznia, kiedy to w meczu wyjazdowym zmierzą się z Kangurami z Nowego Tomyśla. MD, foto: Tomasz Biernat
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz