Przez cały zeszły tydzień budynek szkoły w Starej Krobi i jego okolice tętniły życiem. Powodem tej dość nietypowej, jak na środek lata, sytuacji był Tabor Wielkopolski, który przyciągnął na Biskupiznę ponad 130 osób spragnionych kontaktu z tamtejszą kulturą i tradycją.
Tabor Wielkopolski zawitał do Starej Krobi już po raz trzeci. Niezwykle bogata i różnorodna oferta warsztatów dla dorosłych i dzieci sprawiła, że na Biskupiznę zjechało łącznie ponad 130 osób z całej Polski, chcących zgłębić tamtejszy folklor i zwyczaje. Szczególnie cieszy fakt, że frekwencja wśród dzieci i młodzieży była nadspodziewanie wysoka. - Spodziewaliśmy się, że to będą dwie grupki, a były silne trzy – mówi Grzegorz Ajdacki, prezes Stowarzyszenia „Dom Tańca”, będącego organizatorem wydarzenia.
Tabor Wielkopolski został pomyślany w taki sposób, aby poszczególnie warsztaty ściśle się ze sobą łączyły, integrując uczestników wokół jednego tematu i umożliwiając im interakcję. - Staramy się to zrobić tak, żeby ludzie, którzy chodzą na warsztaty śpiewacze, byli w stanie zaśpiewać przed kapelą. Kapela warsztatowa też uczy się tych kawałków, a grupy taneczne uczą się tańców, które będą grane – wyjaśnia Grzegorz Ajdacki. Analogiczna sytuacja miała miejsce w przypadku odbywającego się równolegle „Małego Taboru” dla dzieci – podczas warsztatów „Zrób se lalkę” uczestnicy tworzyli lalki, które później brały udział w przedstawieniach, oraz małe figurki na potrzeby filmu poklatkowego, realizowanego przez uczestników warsztatów filmowych. Wspólnym mianownikiem tych działań były z kolei bajki wielkopolskie, także biskupiańskie, które opowiadano dzieciom.
Na tegorocznej edycji taboru pojawili się goście specjalni – muzycy z Estonii. Tamtejsze tańce i przyśpiewki wzbudziły ogromne zainteresowanie uczestników, którzy praktykowali je z niezwykłym zapałem. Pojęcia takie jak „nuda” i „monotonia” podczas Taboru zupełnie tracą rację bytu, dlatego prezes Stowarzyszenia „Dom Tańca” o przyszłe losy tego przedsięwzięcia jest spokojny. - Myślę, że to się będzie rozwijało, że jeszcze nam bardzo daleko do taborów, które są na Węgrzech i w Siedmiogrodzie, gdzie z reguły przestaje liczyć ich liczbę, jak dojdę do siedemdziesięciu – mówi Grzegorz Ajdacki. Choć założyciele Stowarzyszenia „Dom Tańca” inspirację zaczerpnęli z ruchów zagranicznych, sposób realizacji jest na wskroś polski. - To, co tutaj robimy, ma tylko węgierską nazwę „tabor”. To jest też nazwą cygańską i odpowiada temu, co się tu dzieje. Pojawiamy się na tydzień, znikamy, i ludzie się zastanawiają, czy to była w ogóle prawda – śmieje się Grzegorz Ajdacki.
Wiele osób zapewne zadaje sobie pytanie: dlaczego akurat Biskupizna? Odpowiedź będzie dla Biskupian powodem do dumy. - Jeżdżę po Polsce i bywam w różnych regionach, ale powiem szczerze, że nigdzie nie spotkałem się z tak dużą integracją kultury muzyczno-śpiewaczo-tanecznej – podkreśla Grzegorz Ajdacki. Innymi słowy, to co na Biskupiźnie żyje i ma się całkiem dobrze, w wielu regionach naszego kraju stało się zaledwie bladym wspomnieniem. - Ogólnie rzecz biorąc, kapela gra swoje, ludzie potrafią albo i nie potrafią tańczyć, a tutaj jest tak, że to jest zintegrowane. Kapela nie zagra, jak ktoś im nie zaśpiewa. Jest to element bardzo, ale to bardzo zwarty. Polecam, żeby tego doznać – zachęca prezes „Domu Tańca”. - I jeszcze jedna ważna rzecz – to nie jest do oglądania, to nie jest do słuchania. To jest do uczestnictwa, do doświadczania. Trzeba w tym być. (...) To jest wersja w stu procentach użytkowa – dodaje.
JK
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz