Blisko dwie godziny trwała trzecia rozprawa w głośnej sprawie tzw. afery mlecznej, która ponownie odbyła się w gostyńskim kinie. Tym razem sąd przesłuchiwał kolejnych oskarżonych, głównie byłych kierowców cystern odbierających mleko od rolników. Ich wyjaśnienia koncentrowały się wokół procedur obowiązujących w Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu oraz systemów kontroli jakości mleka. Interesujący moment rozprawy nastąpił pod jej koniec. Jeden z obrońców złożył pewien wniosek dowodowy.
Sprawa dotyczy wydarzeń z lat 2015-2019. Według aktu oskarżenia część kierowców i dostawców miała uczestniczyć w procederze zawyżania ilości odbieranego mleka oraz innych nieprawidłowościach związanych z jego skupem. Na ławie oskarżonych zasiada ponad 80 osób. Podczas czwartkowej rozprawy 18 czerwca, sąd wysłuchał wyjaśnień kolejnych oskarżonych. W zdecydowanej większości odmawiali oni składania szczegółowych wyjaśnień lub odpowiadania na pytania, podtrzymując wcześniejsze stanowisko o swojej niewinności.
- Nie, nie przyznaję się - odpowiadali kolejni oskarżeni na pytania sądu.
Część z nich szczegółowo opisywała jednak procedury odbioru mleka. Z ich relacji wynikało, że kierowcy przed wyjazdem na trasę pobierali kasety do próbek, pojazdy były ważone, plombowane, a po powrocie sprawdzano zarówno plomby, jak i zgodność próbek z dokumentacją.
- Przed wyjazdem na trasę podjeżdżaliśmy pod laboratorium i pobieraliśmy kasetę do poboru próbek. Następnie podjeżdżaliśmy na wagę, gdzie byliśmy ważeni na pustym aucie i w obecności ochrony byliśmy plombowani - wyjaśniał jeden z oskarżonych.
Byli kierowcy przekonywali, że samochody były zabezpieczone przed ingerencją w system odbioru mleka. Mówili o plombach, czujnikach, kamerach oraz automatycznym poborze próbek.
- Nie było takiej możliwości. W moim przypadku auto było wyposażone w czujniki, czyli jakakolwiek ingerencja, otwarcie zaworu czy drzwiczek, była od razu widoczna - tłumaczył jeden z przesłuchiwanych.
Podobnie wypowiadał się inny oskarżony, który podkreślał, że próba zbiorcza była pobierana automatycznie.
- Próba zbiorcza odbywała się automatycznie. Nie było możliwości ingerencji - mówił.
W trakcie rozprawy wielokrotnie wracał także wątek Jana S. i Łukasza S. Kilku przesłuchiwanych kierowców wspominało sytuację sprzed lat, gdy w jednej z komór cysterny Łukasza S. miała zostać wykryta woda. Według relacji oskarżonych właśnie to zdarzenie miało stać się jednym z punktów zapalnych całej sprawy.
- Kierownik zakładu i osoby z laboratorium pobierali mu próbę z wszystkich trzech komór. Później wyszło, że wodę miał w którejś komorze - relacjonował jeden z oskarżonych.
Padały również krytyczne opinie dotyczące Jana S.. Część kierowców określała go jako osobę, która nie cieszyła się zaufaniem wśród pracowników i rolników.
- Nie był osobą zaufania. Pożyczał pieniądze od rolników, nie oddawał ich, zamieniał się na trasy, kombinował - mówił jeden z oskarżonych.
Jednym z istotnych wątków była także jakość mleka i możliwość wykrywania ewentualnej wody w surowcu. Jeden z oskarżonych, obecnie pełniący funkcję kierownika zmiany w spółdzielni, przekonywał, że zakład musiałby mieć wiedzę o nadmiernej ilości wody, ponieważ mleko było badane na wielu etapach.
- Spółdzielnia musiałaby mieć wiedzę, jeśli mleko zawierałoby nadmierną ilość wody, gdyż mleko jest badane w wielu etapach: przed, w trakcie i po produkcji - mówił.
Interesujący moment rozprawy nastąpił pod jej koniec. Jeden z obrońców złożył wniosek dowodowy o pozyskanie dzienników odbioru mleka prowadzonych przez Spółdzielnię Mleczarską w Gostyniu w latach objętych aktem oskarżenia. Zdaniem obrony dokumenty mogą pokazać, czy w badaniach rzeczywiście odnotowywano ponadnormatywne ilości wody w mleku i jakie normy obowiązywały wówczas w spółdzielni.
- Moim zdaniem niezbędne jest to, aby te dzienniki ujrzały światło dzienne, abyśmy my, uczestnicy tego procesu, mieli do nich wgląd i ocenili, czy w ciągu czterech lat kiedykolwiek stwierdzono wodę w przewożonym mleku - argumentował obrońca.
Prokuratura nie sprzeciwiła się od razu temu wnioskowi, ale poprosiła o czas na szczegółowe zapoznanie się z jego treścią i zapowiedziała przedstawienie stanowiska na piśmie. Sąd również nie rozstrzygnął sprawy od razu, pozostawiając temat do dalszego rozpoznania.
Na tym etapie postępowania nie zapadły żadne rozstrzygnięcia dotyczące winy oskarżonych. Proces będzie kontynuowany podczas kolejnych terminów wyznaczonych na wrzesień i październik.
::addons{"type":"alert"}
::news{"type":"see-also","item":"92567"}
::news{"type":"see-also","item":"92564"}
::news{"type":"see-also","item":"88784"}
Bauer 13:34, 18.06.2026
Czyli powolutku powolutku sprawa sie rozmywa bo nie było żadnego dolewania wody do mleka to jakieś urojenia tych co dają od krowy po klika litrów
lupa14:16, 18.06.2026
a kierownik laboratorium badajacego próby nic nie wiedział?
Kierownik 14:27, 18.06.2026
Ja nic nie widział
Jeden14:39, 18.06.2026
Jan S. tyle kasy zgarnął ? Koledzy nagrabili i się umywają a teraz Jan S. ma za ich dorobek odsiedzieć bo był rzekomo nielubiany. Parodia
niki15:07, 18.06.2026
jan s. a ciekawe jak sie ma pan jan w. z drzeczewa
Dzienniki15:10, 18.06.2026
Kuźwa skoro dolewali wodę i każdy o tym wiedział to wiadomo że bata na siebie nie kręcili i raczej tego nie wpisywali w dziennik. oMG
Wyborca15:40, 18.06.2026
O tym wszyscy wiedzieli łącznie z zarządem i rada nadzorcza a jak rolnik sie upomniał to zaraz mleko było po zaklasowe cały powiat o tym trąbił a teraz nikt nic nie wie zabrać im cały dorobek
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz