Zamknij
REKLAMA

Nie jechała "po śmierć" Tego dnia serce nie wytrzymało. Mało kto wiedział, że...

11:16, 08.01.2020 | MiS
REKLAMA
Foto: rodzina

Jej życie zgasło nagle. Auto, którym kierowała zderzyło się czołowo z ciężarówką, jednak wiele wskazuje na to, że Marta już wtedy nie żyła. To efekt ciężkiej choroby, z którą zmagała się od najmłodszych lat. Nie jechała "po śmierć" jak twierdzą niektórzy, kochała życie, kochała swojego synka i chwile spędzone z najbliższymi, którzy dziś cierpią słysząc plotki na jej temat. Dlatego zdecydowali się powiedzieć to, o czym wielu nie miało pojęcia.

Śmierć bliskiej osoby zawsze jest ciosem dla bliskich. Nie można się na nią przygotować, nawet gdy ma się świadomość, że trzeba to zrobić. Marta Dylak (28l.), która 30 grudnia 2019 zginęła w tragicznym wypadku samochodowym na trasie Kąkolewo-Leszno, od najmłodszych lat zmagała się z chorobami. Zaczęło się od nowotworu oka, potem pojawiły się poważne problemy z sercem. - Marta z uwagi na chorobę od najmłodszych lat nie mogła ćwiczyć. Jej klatka piersiowa zamykała się, przez co konieczne była operacja wstawienia specjalnej szyny. Do tego przeżyła cztery ablacje serca, ostatnią kilka miesięcy temu - mówił Przemysław Dylak, brat Marty. - Jej serce obumierało i kwalifikowało się do przeszczepu. Była w toku załatwiania wszystkich spraw z tym związanych. W kwietniu miała wyjechać do sanatorium...Jeszcze mówiła, ze będzie jej tak ciężko bo nie może wziąć Oliwiera – swojego ukochanego synka... - dodaje.

Mimo tak wielu przeciwności losu związanych ze zdrowiem, Marta nigdy się nie poddała i starała żyć normalnie. - Zrzekła się grupy inwalidzkiej, by żyć i pracować jak każdy inny młody człowiek. Nigdy nie potrafiła usiedzieć w miejscu, chciała żyć pełnią życia, a szans na życie nie dawali jej już przecież w wieku 8 lat...Tylko bliskie jej osoby wiedziały o chorobie, choć często cierpienie ukrywała za uśmiechem i mówiła "wszystko w porządku, jest dobrze"... - mówił Przemysław Dylak. - Urodziła synka Oliwiera, choć było to dla niej śmiertelne niebezpieczeństwo. Pragnienie dziecka było jednak silniejsze, tym bardziej, że wcześniej przeżyła już śmierć córeczki - dodaje nasz rozmówca.

W dniu wypadku Marta miała umówioną konsultację z kolejnym specjalistą w Lesznie. Gdy wracała doszło do czołowego zderzenia z ciężarówką. Z wydanego przez lekarza aktu zgonu wynika, że doszło do pęknięcia aorty zstępującej. - Mama wspomina, że wyszła z domu, tak jakby miała wrócić za chwilę...Nie wróciła...My byliśmy świadomi, że życie Marty było zagrożone już od najmłodszych lat, ale nikt nie sądził, że zgaśnie w taki sposób - mówi Paweł Dylak, drugi brat Marty.

Po śmierci 28-latki z Piasków w jej rodzinnej miejscowości i nie tylko pojawiły się plotki, które do dziś nie dają rodzinie spokojnie przeżyć żałoby. - Kto znał Martę wiedział, że walczyła o zdrowie i życie od najmłodszych lat. Niestety, są tacy którzy dopisują własną historię, z niewiadomych dla nas przyczyn mówią, że popełniła samobójstwo. - mówi Przemysław Dylak. - Zdarzały się jej zasłabnięcia, ale jak powiedział lekarz przeprowadzający sekcję tym razem serce po prostu nie wytrzymało. Choroba okazała się silniejsza... - kontynuuje Przemysław Dylak. - Kto nie znał historii choroby Marty mam nadzieję, że teraz dwa razy się zastanowi zanim będzie przekazywał dalej plotki. Prosiłbym o uszanowanie spokoju Marty. Wiele się w życiu nacierpiała. Niejeden człowiek poddałby się...Ona walczyła do samego końca...Wola życia była w niej ogromna... - dodaje.

(MiS)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA
REKLAMA
© gostyn24.pl | Prawa zastrzeżone