W małych społecznościach, nazwiska rzadko nie giną w tłumie, twarze są bardziej znajome, a jeden internetowy wpis potrafi wywołać efekt większy niż oficjalne komunikaty z urzędu. Właśnie tak stało się w Krobi, po publikacji posta na nowym profilu „Krobia bez lukru” Tych kilka pytań niemal od razu wywołało mocne emocje i uruchomiło publiczną debatę o granicy między obywatelską kontrolą a internetową insynuacją.
"Krobia bez lukru" to profil, który powstał niedawno i raczej nie stworzył go miłośnik tamtejszego urzędu. Jednym z pierwszych wpisów na nowym profilu był post dotyczący Adriana Toporowicza, pracownika Urzędu Miejskiego w Krobi i zarazem wiceprezesa Spółdzielni Socjalnej ECOSS. Jego autor nie formułował wprost zarzutów, ale zadał serię pytań o bezstronność, możliwy konflikt interesów i mechanizmy kontrolne obowiązujące w takiej sytuacji. To wystarczyło, by sprawa natychmiast zaczęła żyć własnym życiem. Pod postem pojawiły się komentarze broniące urzędnika, w tym głos byłego burmistrza Sebastiana Czwojdy, który wskazał, że ECOSS jest jednostką gminną, a sam pracownik reprezentuje gminę w zarządzie spółdzielni, więc jego zdaniem nie zachodzi tu konflikt interesów. Podobnie wypowiadali się inni komentujący, podkreślając zaangażowanie Adriana Toporowicza, jego rzetelność i brak prywatnych korzyści z pełnionej funkcji.
Do sprawy odniósł się na swoim prywatnym profilu także burmistrz Krobi Łukasz Kubiak. Publikując obszerny wpis, nazwał sytuację bezpodstawnym atakiem na pracownika urzędu. Napisał, że przepisy nie przewidują bezwzględnego zakazu łączenia takich funkcji, jeśli zachowane są odpowiednie warunki organizacyjne i proceduralne, a sama sytuacja była analizowana już kilkanaście lat temu, gdy spółdzielnia powstawała. Burmistrz zaznaczył również, że ani urząd, ani spółdzielnia nie miały w tym zakresie zastrzeżeń podczas wcześniejszych kontroli, a Adrian Toporowicz nie pobierał z tytułu działalności w ECOSS wynagrodzenia. Jednocześnie zapowiedział sprawdzenie, czy publikacja anonimowego wpisu nie naruszyła prawa.
Pod wpisem burmistrza pojawiło się jeszcze więcej komentarzy i to one pokazują, jak bardzo temat dotknął lokalnej wspólnoty. Głos zabrali samorządowcy, urzędnicy, współpracownicy, mieszkańcy, a nawet klub sportowy. Ton większości wypowiedzi był jednoznaczny - założycielowi profilu zarzucano szczucie, insynuacje i próbę zniszczenia reputacji człowieka bez przedstawienia konkretnych dowodów.
Pojawiały się też bardziej wyważone opinie, że pytania o przejrzystość działań samorządu są potrzebne, ale nie powinny przybierać formy anonimowego personalnego uderzenia. I właśnie w tym miejscu zaczyna się sprawa najciekawsza, bo nie chodzi już tylko o jeden urząd, jedno nazwisko czy jeden wpis.
Przypadek z Krobi pokazuje jednak coś dużo szerszego. W internecie bardzo łatwo ukryć osąd pod pozorem pytania. Wystarczy nie napisać wprost, że ktoś zrobił coś niezgodnego z prawem, ale zbudować wokół niego atmosferę podejrzenia. Formalnie to jeszcze nie wyrok, ale społecznie skutek bywa podobny. Zwłaszcza w małej gminie, gdzie nie mówi się o kimś obcym, tylko o człowieku, którego wiele osób zna z pracy, szkoły, boiska, urzędu czy sąsiedztwa. Taki wpis może zaboleć bardziej niż oficjalny zarzut, bo uderza nie tylko w stanowisko, ale też w zwykłą ludzką reputację.
Trzeba jednak zaznaczyć, że samorząd nie jest "świętą krową" nie może być poza pytaniami. Wręcz przeciwnie, przejrzystość życia publicznego jest potrzebna, a mieszkańcy mają pełne prawo pytać o powiązania, funkcje i zasady działania każdej instytucji. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast sprawdzenia faktów pojawia się sugestia, zamiast dokumentu emocja, a zamiast podpisu anonimowość. Wtedy bardzo szybko obywatelska czujność może zamienić się w coś, co bardziej przypomina publiczne stawianie człowieka pod ścianą niż rzetelną kontrolę obywatelską.
Ta historia pokazuje jak jeden post sprawić, że człowiek, niezależnie od późniejszych wyjaśnień, od razu zostanie w pamięci jako ten, wokół którego „coś było”. I może właśnie to jest najważniejsza lekcja z tego zamieszania, że w lokalnej społeczności słowo nie znika od tak. Ono zostaje, krąży, wraca, a czasem też boli bardziej, niż jego autor mógłby chcieć to przyznać.
[ALERT]1773218364660[/ALERT]
[ZT]88820[/ZT]
[ZT]88811[/ZT]
[ZT]88817[/ZT]
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz