W stawie w Bodzewie, położonym przy głównej drodze prowadzącej w stronę Pępowa, kilka dni temu pojawiły się śnięte ryby. Sprawa została zgłoszona do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz na policję. Jak wynika z relacji gminy i przedstawicieli stowarzyszenia opiekującego się akwenem, do zbiornika miała dostać się gnojowica z sąsiednich pól.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Rok temu, staw, o którym mowa staw został wydzierżawiony Stowarzyszeniu Wędkarskiemu "Okoń", które zajmuje się jego utrzymaniem i użytkowaniem. Przez ostatnie lata akwen był regularnie zarybiany i zadbany, a wędkarze mieli wobec tego miejsca dalsze plany.
- Wydzierżawiliśmy staw stowarzyszeniu wędkarskiemu, które w zamian opiekuje się nim i użytkuje go. Przez wiele lat staw zarybiali, tymczasem jakieś działania doprowadziły do katastrofy ekologicznej - mówił Dariusz Naskręt, wójt gminy Piaski.
Jak relacjonuje samorząd, problem ujawnił się w ubiegłym tygodniu. Według wstępnych ustaleń gnojowica mogła spłynąć do stawu z terenów użytkowanych przez spółkę, która dzierżawi pola należące do KOWR.
- Najprawdopodobniej gnojowica wpłynęła do stawu - przekazał wójt Dariusz Naskręt.
Samorząd poinformował o zdarzeniu WIOŚ. Sprawę policji zgłosił również prezes Stowarzyszenia "Okoń" w Bodzewie Piotr Markowski, które opiekuje się zbiornikiem. Jak podkreśla, pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się 10 kwietnia.
- Zauważyliśmy, że woda jest brunatnego koloru. Jak się włoży rękę, to czuć gnojowicę. Przy wietrze też jest taki charakterystyczny zapach. Od 10 kwietnia, za zgodą wójta, strażacy wykonywali akcję natleniania stawu - mówi prezes stowarzyszenia Piotr Markowski.
Do tej pory przeprowadzono już sześć takich akcji. Zdaniem wędkarzy bez natleniania sytuacja mogłaby być jeszcze poważniejsza. Mimo to części ryb i tak nie udało się uratować.
- Głównie padały amury. Pojawiły się też śnięte karpie i drobnica, typu karasie, płotki. Na dziś to jest około 60 kilogramów ryb, ale to są tylko te, które zostały wyłowione. Nie wiemy, ile ryb leży na dnie - zaznacza prezes stowarzyszenia.
I właśnie to budzi dziś największy niepokój. Wędkarze podkreślają, że proces śnięcia ryb może jeszcze trwać, a kolejne sztuki mogą wypływać z dna dopiero po czasie.
- Ta sytuacja trwa już praktycznie dwa tygodnie, więc te ryby się męczą i mogą padać dalej. Mogą jeszcze inne wypływać z dna, więc to się dopiero okaże finalnie za jakiś czas - mówi Piotr Markowski.
Stowarzyszenie ocenia, że samym natlenianiem nie uda się rozwiązać problemu. Konieczne może być zastosowanie specjalnego preparatu biologicznego do oczyszczania wody. To jednak oznacza kolejne koszty.
- Koszt takiej jednorazowej dawki to około 5 tysięcy złotych, ale nie wiemy, czy jedna wystarczy. Przy silnym skażeniu być może będą potrzebne co najmniej dwie aplikacje - wyjaśnia prezes Stowarzyszenia "Okoń".
Przedstawiciele stowarzyszenia nie ukrywają, że będą chcieli dochodzić odpowiedzialności od sprawcy zdarzenia. Jak podkreślają, dla nich nie jest to jedynie strata finansowa, ale przede wszystkim cios w wieloletnią pracę włożoną w odbudowę i utrzymanie stawu.
- Będziemy przede wszystkim chcieli pociągnąć do odpowiedzialności sprawcę tego zdarzenia - zapowiada Piotr Markowski.
Na razie nie ma też mowy o normalnym użytkowaniu akwenu. Wędkarze przyznają wprost, że sezon wędkarski na tym zbiorniku został poważnie zagrożony.
- W tym momencie łowienie jest całkowicie niemożliwe. Woda jest tak zanieczyszczona, że o łowieniu możemy zapomnieć pewnie co najmniej do lipca, ale to są tylko przewidywania - mówi prezes stowarzyszenia Piotr Markowski.
W przyszłości konieczne będzie także ponowne zarybianie stawu, ale stanie się to dopiero wtedy, gdy warunki w zbiorniku pozwolą rybom bezpiecznie przeżyć. Mimo trudnej sytuacji wędkarze nie zamierzają rezygnować z dalszej opieki nad tym miejscem. Jak przypominają, podobny problem zdarzył się już kilka lat temu, ale przez ostatnie pięć–sześć lat staw udało się odbudować.
- Nie będziemy się poddawać. Taka jest nasza idea. Z zewnątrz, jak się na niego patrzy, jest wszystko w porządku, tylko środek niestety ma zanieczyszczony - podsumowuje Piotr Markowski, prezes stowarzyszenia "Okoń".
::addons{"type":"alert"}
::news{"type":"see-also","item":"90504"}
::news{"type":"see-also","item":"90498"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::news{"type":"see-also","item":"90495"}
4 0
To idzie też w wody gruntowe i To samo mamy potem w wodzie pitnej
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz