Prawdziwy horror zafundowali kibicom piłkarze gostyńskiej Kani. Mecz derbowy ze Zjednoczonymi Pudliszki rozpoczęli od szybko strzelonej bramki, lecz ostateczny wynik rozstrzygnął się w końcowych minutach meczu. - Sprawdza się niestety najgorszy scenariusz, który zakładałem... - powiedział po meczu trener Zbigniew Kordus.
Początek meczu był dla Kani wymarzony. Bardzo dobre dośrodkowanie z prawej strony wykorzystał Hubert Krajka, który pięknym strzałem głową umieścił piłkę w samym okienku Zjednoczonych Pudliszki. Kilka minut później Kania mogła prowadzić już 2:0, lecz piłka po strzale Pakosza uderzyła w poprzeczkę. W kolejnych minutach goście coraz częściej dochodzili do piłki, jednak nie stwarzali większego zagrożenia pod bramką Damiana Wujczaka.
Najlepszą okazję do strzelenia gola piłkarze z Pudliszek mieli tuż przed przerwą, kiedy wykonywali rzut wolny. Bramkarz Kani nie dał się jednak zaskoczyć, a widowisko robiło się coraz ładniejsze. Końcówka pierwszej połowy przyniosła jeszcze więcej emocji. W 44 min. Przewoźny posłał prostopadłą piłkę do Pakosza, lecz ten uderzając z dość ostrego kąta, trafił wprost w bramkarza gości. Zjednoczeni natychmiast wyszli z kontrą. W znakomitej sytuacji znalazł się Remigiusz Jerszyński, jednak strzał obronił dobrze grający Wujczak. Do przerwy Kania prowadziła 1:0.
Druga połowa była piłkarskim horrorem. W 52 min. piłkę wyłuskał Krajka, lecz zamiast podawać do lepiej ustawionego Pakosza, postanowił sam wykończyć akcje. Niestety jego strzał został zablokowany przez obrońcę gości.
Zgodnie z przewidywaniami, największe zagrożenie pod bramką Kani stwarzał Remigiusz Jerszyński. W 65 min. piłkę stracił Pawlaczyk, która po podaniu trafiła Jerszyńskiego, a ten bezwzględnie wykorzystał okazję strzelając na 1:1. Od 68 min. Zjednoczeni grali w osłabieniu. Wydawało się, że Kania zdoła wykorzystać ten fakt i zaatakuje. W 70 min. kibice przeżyli jednak szok. Po kapitalnym uderzeniu z rzutu wolnego „Reniu” nie dał szans Wujczakowi i strzelił na 2:1 dla Zjednoczonych Pudliszki.
Po stracie gola gra nie układała się po myśli zawodników Kani Gostyń, jednak w samej końcówce meczu szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy. Piłkę z wolnego uderzył Pakosz, bramkarz gości popełnił błąd i piłka „wylądowała” w siatce.
Derby powiatu gostyńskiego zakończyły się remisem 2:2 i trzeba powiedzieć, że był to dla Kani bardzo szczęśliwy remis, który przedłużył passę spotkań bez porażki z rzędu do 24. – Sprawdza się niestety najgorszy scenariusz, który zakładałem, czyli fakt, że możemy grać bardzo nierówno. Początek meczu był bardzo obiecujący, lecz w drugiej połowie nasze błędy nawarstwiły się i przeciwnik strzelił dwie bramki. Rzeczywiście szczęśliwie zdobyliśmy punkt, fundując kibicom prawdziwy horror. Mimo tego twierdzę, że remis nie krzywdzi żadnej z drużyn Brakuje w zespole lidera, który w kluczowych momentach pokierowałby drużyną., powiedział po meczu trener Kani, Zbigniew Kordus.
Kania Gostyń – Zjednoczeni Pudliszki 2:2
Bramki zdobywali: 1:0 Hubert Krajka, 1:1 Remigiusz Jerszyński, 1:2 Remigiusz Jerszyński, 2:2 Krzysztof Pakosz.
Skład Kani: Wujczak – Kluczyk (52 Majchrzak), Krzyżostaniak, Muszyński, Gendera, Olejnik, Przewoźny, Piechocki (85 Tarnowski), Pawlaczyk, Pakosz, Krajka (70 Brandys).
Tekst/foto: Damian Woźniak
0 0
Piłkarze Kani kopali piłkę bez pomysłu na grę, ale nie ma się co dziwić, jaki trener taka gra
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz