Plan był prosty: 5 tysięcy złotych i realna ulga dla Julki oraz jej mamy Weroniki. Tyle że ta historia szybko wymknęła się "planom", bo kiedy ludzie naprawdę chcą pomóc, liczby zaczynają rosnąć jak na drożdżach. W skarbonce pojawiły się dziesiątki wpłat, jedne podpisane, inne anonimowe, a kolejną cegiełkę dołożyli nasi partnerzy. I tak z z dziesiątek małych decyzji, podejmowanych ... z serca powstała spora kwota. Ale finał nie kończy się na liczniku, lecz wspólnym spotkaniu przy wigilijnym stole.