W gostyńskiej bibliotece odbyło się spotkanie z Romanem Czejarkiem, dziennikarzem, autorem znanego podcastu "Heweliusz. Prawdziwa historia”. Sala pękała w szwach, co nie zdarza się często podczas autorskich spotkań. Sama rozmowa, trwała blisko trzy godziny, była pełna emocji i dotyczyła nowych wątków związanych z tą tragiczną historią, która wydarzyła się na Bałtyku.
W tym roku minęły 33 lata od tragedii, która rozegrała się na Bałtyku i do dziś zostaje w pamięci wielu rodzin, powracając też czasem w debacie publicznej. Dokładnie 14 stycznia 1993 roku, podczas sztormu zatonął polski prom "Jan Heweliusz”. Roman Czejarek był wówczas młodym reporterem Polskiego Radia w Szczecinie i relacjonował dramat na bieżąco dramat jaki rozegrał się na Bałtyku. Podczas wczorajszego pobytu w Gostyniu, dziennikarz opowiedział mieszkańcom o tym co tak naprawę wydarzyło się ponad trzy dekady temu i czym różnią się fakty od filmowej produkcji Netflixa.
Początkowo Roman Czejarek przekonywał, że odruchowo bronił się przed tym tematem. Nie dlatego, że był nieważny, lecz dlatego, że "zrobienie go solidnie” oznaczało miesiące rozmów i ton dokumentów. Długo wydawało mu się, że ta historia jest już "rozliczona", ale każdy kolejny krok zamiast porządkować, dokładał nowe pytania. Publiczność słyszała o setkach rozmów, o ludziach, którzy odzywali się dopiero po kolejnych odcinkach podcastu, o prywatnych archiwach i teczkach, które po latach zaczęły wypływać z domów, biur i szuflad.
- Wydawało mi się, że ta historia wygląda tak - wypływa prom, jest fatalna pogoda, przewraca się, woda się wlewa, prom tonie. Dramat, ale obliczalny. A potem, jak zacząłem w tym grzebać, okazało się, że w zasadzie nic nie było takie, jak miało być. Wszystko się działo inaczej - mówił w Gostyniu Roman Czejarek.
To "grzebanie” przerodziło się w wielkie dziennikarskie śledztwo. Podcast wystartował pod koniec października 2025 roku, a zainteresowanie nim rosło z odcinka na odcinek. Miesiąc później premierę na Netflixie miał serial "Heweliusz”, a przed podcastem ukazała się książka szczecińskiego dziennikarza Adama Zadwornego "Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku”. Ten splot premier sprawił, że dramat sprzed 33 lat na nowo rozpalił wyobraźnię ludzi. I nie chodzi wyłącznie o sztorm i tragedię, ale o łańcuch decyzji, zaniechań i praktyk, które przez lata miały być zamiatane pod dywan.
Jednym z wątków, który wybrzmiał w gostyńskiej bibliotece, były "nowe fakty” i korekta liczby ofiar. Według najnowszych ustaleń Adama Zadwornego, na "Heweliuszu" życie straciło 56 osób, a nie jak przez lata podawano... 55. osób. Ktoś powie, niewielka różnica, ale właśnie ta jedna osoba oznacza, że nawet podstawowe dane tej tragedii przez dekady nie były domknięte. Czejarek podkreślał zresztą, że w tej sprawie wciąż zgłaszają się do niego nowi ludzie z dokumentami, zdjęciami i relacjami.
- Każda kolejna rozmowa czy każdy kolejny tom dokumentów powodował, że pojawiały się kolejne zagadki. I nawet dzisiaj to trwa. Każdy kolejny krok powoduje, że się przesuwamy dalej - mówił Roman Czejarek.
Jak mocno różni się śledztwo dokumentalne od fikcji serialowej? Czejarek wprost punktował sceny, które choć filmowo nośne z rzeczywistością miały niewiele wspólnego.
- W serialu Netflixa jest tak, że oni czekają, bo ma przyjechać ciężarówka… To jest kompletna fikcja. Prom miał jeszcze wolne miejsce. Załadowany był mniej więcej w dwóch trzecich - podkreślał i od razu dodawał, że realne powody opóźnienia były inne, bardziej prozaiczne, a jednocześnie brzemienne w skutkach.
Opowieść Romana Czejarka o "Heweliuszu” miała trzy warstwy. Pierwsza jest techniczna i tłumaczy, dlaczego prom zatonął. Druga prawna, pokazująca, jak niejasne i chaotyczne były wtedy przepisy. Trzecia psychologiczna dotyczy tego, co dzieje się w głowach ludzi w sytuacji kryzysu. Dlaczego podejmują decyzje, które z boku wyglądają nielogicznie, a w praktyce wynikają z rutyny, strachu, presji, hierarchii oraz wstydu przed przyznaniem się do błędu.
- Z technicznego punktu widzenia wiemy, co się stało. Ale jak zaczyna się wchodzić w prawo i w to, co ludzie mieli w głowach, to nagle okazuje się, że każda decyzja, nawet ta, która wygląda bezsensownie, miała swoje uzasadnienie - tłumaczył Roman Czejarek.
Roman Czejarek mówił m.in. o opóźnionym wypłynięciu promu i oczekiwaniu na ważnego pasażera, sporach wokół prognoz pogody, ale też o praktykach na statku, które w trudnych warunkach mogły mieć fatalne skutki. Zwracał uwagę na wątki związane ze zbiornikami balastowymi, sygnałem Mayday nadanym bez podania pozycji oraz chaosem procedur, w tym braku jasności co do liczby osób na pokładzie. W relacji pojawił się też dramatyczny obraz samej akcji ratunkowej. Z promu miało zejść 36 osób, ale uratowało się tylko dziewięć. O losie ludzi decydować miały m.in. warunki sztormowe, sprzęt ratunkowy i brak praktycznego przygotowania do ewakuacji.
To, co w Gostyniu zrobiło największe wrażenie, to emocjonalny ciężar świadectw, które zbiera Roman Czejarek od ludzi.
- Kiedy puściłem pierwszy odcinek, te parę milionów posłuchało. A tak przy trzecim, czwartym zaczęli się odzywać ci, którzy milczeli. "Niech pan przyjedzie, to my panu coś pokażemy albo coś powiemy’"- relacjonował.
I opowiadał, jak dosłownie "na spotkaniach” ludzie podchodzą z teczkami, kopiami dokumentów, materiałami z dawnych postępowań. W tej historii jak podkreśla nic nie jest zamknięte raz na zawsze, bo wciąż wracają rzeczy, których "oficjalnie nie ma”.
Na koniec Czejarek zostawił słuchaczom myśl, która dobrze pasuje do tego, co działo się w gostyńskiej bibliotece przez niemal trzy godziny, że ta historia, nawet jeśli w wielu miejscach "znana”, dopiero w szczegółach zaczyna pokazywać całą prawdę.
- Na początku wierzyłem pojedynczym dokumentom. Teraz już wiem, że niektóre były nieprawdziwe. Skoro niektóre były nieprawdziwe, to może więcej jest nieprawdziwych - powiedział.
[ALERT]1770412591800[/ALERT]
[ZT]87518[/ZT]
[ZT]87347[/ZT]
[ZT]87320[/ZT]
Roman Czejarek w Gostyniu. Na sali brakowało miejsc!
Widać że ludzie zachwyceni że robią im zdjęcia
Vb
10:28, 2026-02-07
Mówili o tym wszyscy. Tylko radni przemilczeli temat...
Może G24 sprawdzi w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminie i napisze artykuł czy miasto ma obowiązek dostarczyć piasek mieszkańcom.
Bogdan
09:31, 2026-02-07
Mówili o tym wszyscy. Tylko radni przemilczeli temat...
Kiedy portal doda opcję weryfikacji adres e-mail przy dodawaniu komentarzy? Skończy się pisane głupot i obrażanie ludzi 😉
Marzena
08:42, 2026-02-07
Mówili o tym wszyscy. Tylko radni przemilczeli temat...
Wyzywacie, plujecie na radnych że nic nie robią. Pomyślcie czy zgłosiliście radnemu jakiś problem? Czy zadziałał? Czy oni mają czytać w waszyvh myślach co wam chodzi po głowie? Od tego są żeby im zgłaszać problemy i uwagi
Do wszystkich koment
08:21, 2026-02-07
4 0
Widać że ludzie zachwyceni że robią im zdjęcia
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz