Tuż po narodzinach córki w szpitalu w Śremie 26-letnia mieszkanka Ziółkowa straciła możliwość zabrania dziecka do domu. Dziewczynka została zabezpieczona w zawodowej rodzinie zastępczej, a sprawa trafiła do sądu. Rodzina kobiety nie ukrywa emocji i przekonuje, że doszło do zbyt pochopnej decyzji. Dokumenty pokazują jednak, że za sądowym zabezpieczeniem stały nie tylko wcześniejsze doświadczenia tej rodziny, ale także opinie instytucji i specjalistów, którzy poddali w wątpliwość zdolność matki z niepełnosprawnością do samodzielnej opieki nad niemowlęciem.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Sylwia Kukla, 26-letnia mieszkanka Ziółkowa, urodziła córkę 22 września 2025 roku w szpitalu w Śremie. Dziewczynka otrzymała 10 punktów w skali Apgar. Przez kilka dni po porodzie była przy matce. Potem, na mocy zabezpieczenia wydanego przez sąd, została umieszczona w zawodowej rodzinie zastępczej. Dziś rodzina próbuje ją odzyskać.
Emocji nie ukrywa matka 26-latki, Dominika Kukla, która przekonuje że jej córce nie dano prawdziwej szansy. W rozmowie z redakcją mówi wprost.
- Mojej córce po urodzeniu dziecka odebrano nieprawnie dziecko - i dodaje z rozgoryczeniem. - Wszystko jest do dziecka uszykowane - dodaje.
Rodzina przekonuje, że Sylwia była pod opieką lekarza i położnej, że ciąża była monitorowana, a po powrocie z Warszawy bliscy chcieli pomóc jej stanąć na nogi. Ich zdaniem zamiast natychmiastowego odebrania noworodka należało wdrożyć wsparcie, nadzór i asystenta rodziny. W tych słowach słychać nie tylko złość, ale i bezradność.
- Ja się nie mogę z tym zgodzić, ponieważ to poszło ekspresowym tempie - mówi matka kobiety i dodaje. - Nie można jej było dać szansy? Jak jest niepełnosprawna, to dać asystenta i monitorować.
Tyle że sprawa nie jest tak prosta, jakby się mogło wydawać. W dokumentach rzeczywiście istnieją fragmenty, które pokazują Sylwię Kuklę w korzystnym świetle. W jednym z pism ze szpitala zapisano, że "pacjentka okazywała troskę i miłość wobec dziecka, często przytulała je i uspokajała". Dalej czytamy, że "samodzielnie zajmowała się noworodkiem - karmiła, przewijała”, a także że "mama prezentowała się jako osoba troskliwa i kochająca wobec swojego dziecka”.
Podobny ton ma informacja szpitalnej psycholog, według której "kontakt z pacjentką jest prawidłowy, wypowiedzi są adekwatne do zaistniałej sytuacji”, a sama kobieta "deklaruje wielokrotnie miłość i przywiązanie do dziecka oraz chęć uczestniczenia w wychowaniu”. To właśnie te fragmenty rodzina traktuje jako dowód, że szpital powinien był wesprzeć matkę, a nie doprowadzić do odebrania noworodka.
Ale w tych samych aktach są również zapisy dużo bardziej niepokojące. W piśmie skierowanym do sądu wskazano, że wcześniejsze doświadczenia tej rodziny budziły poważne obawy. Podkreślono, że Sylwii Kukli odebrano już wcześniej starsze dziecko, które było zaniedbane i chore. Kobieta przebywała wówczas w Warszawie. Tam też zaszła w kolejną ciążę. W 5. miesiącu wróciła do Ziółkowa. Opisano też jej sytuację życiową, brak stabilizacji i zależność od rodziny. Znalazły się tam również bardzo cierpkie dla rodziny słowa - "pozostawienie dziecka w środowisku biologicznym stwarza realne zagrożenie dla jego prawidłowego rozwoju i nie gwarantuje bezpieczeństwa ani prawidłowej opieki”.
Najdalej idące wnioski przyniosła opinia III Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów w Lesznie, sporządzona w marcu 2026 roku. To właśnie ona może mieć dla całej sprawy kluczowe znaczenie. Z dokumentu wynika, że więź matki z córką jest słabo ukształtowana, a jej funkcjonowanie opiekuńcze zostało ocenione bardzo nisko.
W opinii zapisano, że Sylwia Kukla„ nie daje żadnej gwarancji prawidłowego rozwoju małoletniej córki”. Specjaliści stwierdzili też, że jej kompetencje wychowawcze "pozostają niskie”, a sama kobieta ma trudności z rozpoznawaniem potrzeb dziecka, przewidywaniem skutków własnych działań i samodzielnym podejmowaniem decyzji.
W jednym z najmocniejszych fragmentów tej opinii czytamy, że istnieją "podstawy do głębokiej ingerencji sądu opiekuńczego”. To właśnie ten język pokazuje, że dla ekspertów nie była to sprawa o wsparcie rodziny na starcie, ale o bezpieczeństwo i rozwój dziecka w dłuższej perspektywie.
Rodzina ten obraz kwestionuje. Dominika Kukla nie ukrywa, że najbardziej zabolały ją nie tylko decyzje instytucji, ale także sposób opisu całej rodziny.
- Ja prowadzę gospodarstwo z moim mężem. Dwoje dzieci wychowałam - mówi, odpierając sugestie, że nie mogłaby pomóc córce w opiece nad wnuczką. I jeszcze jedno zdanie, bardzo ludzkie, bardzo surowe, pokazujące ciężar tej sytuacji. - Ja sobie nie wyobrażam życia teraz.
Po drugiej stronie emocji są jednak fakty, które dla sądu zapewne będą najważniejsze. Sylwia Kukla nie pracuje, ma orzeczenie o niepełnosprawności, nie posiada kwalifikacji zawodowych, a specjaliści uznali, że jej samodzielność życiowa jest ograniczona. Co więcej, dziecko jak wynika z dokumentów wymaga szczególnie uważnej opieki i dalszej diagnostyki, a nawet leczenia. To oznacza, że w tej sprawie nie chodzi wyłącznie o ogólną opiekę nad niemowlęciem, ale o gotowość do reagowania na potrzeby dziecka, które może wymagać większego zaangażowania niż zdrowy noworodek bez obciążeń.
I właśnie tu rozgrywa się sedno tego dramatu. Bo z dokumentów wyłania się matka, która mówi, że kocha swoje dziecko. Ale z tych samych dokumentów można też wyczytać, że ta sama kobieta, zdaniem specjalistów nie powinna tej opieki sprawować samodzielnie. To dwie prawdy, które trudno ze sobą pogodzić. A ostateczną decyzję podejmie sąd.
::addons{"type":"alert"}
::news{"type":"see-also","item":"89619"}
::news{"type":"see-also","item":"89550"}
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
::news{"type":"see-also","item":"89592"}
3 8
Ok dziadkowie chcą pomóc a zrobili cokolwiek by zostać rodziną zastępcą do starszych dzieci Sylwi,
Niepełnosprawnośc nie przekreśla bycia rodzicem ale trzeba tej dziewczynie pomóc jak i odzyskać starsze dzieci
11 2
Chyba żartujesz, starsze dziecko zaniedbała to z tym pewnie będzie tak samo. Powinni tą Panią wysterylizować żeby więcej się nie rozmnażała
0 0
Walczyli i to bardzo !!
6 0
Samymi emocjami i deklaracjami miłości do dziecka niepełnosprawna mama nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa a już tym bardziej odpowiedniego rozwoju dziecka. Skoro babcia nie była w stanie zapobiec takiej sytuacji to powinna pogodzić się z faktem, że tak małe dziecko będzie bezpieczne poza tą rodziną. Tutaj ewidentnie coś nie funkcjonuje dobrze. Taka jest brutalna prawda. Miejmy trochę zaufania dla instytucji, które na codzień zajmują się podobnymi sprawami i widzą problem bo mają ogromne doświadczenie. Tam również pracują ludzie, którzy robią co mogą dla innych a oprócz tego mają własne dzieci.
1 0
👍
4 0
Ile już było takich przypadków, że "bezzasadnie" odebrali matce dziecko, a później się okazywało, że poprzednie dzieci były zaniedbywane.
6 0
A co z ojcem dziecka? A co z poprzednim dzieckiem? A co z ojcem poprzedniego dziecka?
2 0
Teraz to malenstwo ma szanse na normalny kochajacy dom i rodzine,jak mozna by dać matce dziecko skoro wczesniej pierwsze dziecko jej odebrano nie bez powodu za zaniedbania
0 0
Oby jej tego dziecka nie oddali
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz