Wiadomości

Zamknij

Miodowe lata Weroniki Wasiak

08:28, 29.04.2017 Aktualizacja: 03:33, 17.10.2025
10 Miodowe lata Weroniki Wasiak

Wybrała studia w Wielkiej Brytanii, by udowodnić samej sobie, że zdolna jest zrobić coś nieprzeciętnego. Potem nie zawahała się podjąć wyzwania rocznego pobytu w Chinach, gdzie uczyła języka angielskiego. Po powrocie do kraju szukała przestrzeni, by działać z misją. Znalazła ją bliżej niż sądziła. Od kilku miesięcy zgłębia fascynujący świat pszczół, będąc szczęśliwą właścicielką kilku uli. A wszystko po to, by przyczynić się do ratowania zagrożonych wyginięciem owadów. Propagatorka naturalnego miodu pod każdą postacią – Weronika Wasiak z Krobi.

Weronika przyznaje, że w szkole średniej niczym się nie wyróżniała. - Byłam przeciętna, ale nie przeszkodziło mi to w tym, by udowodnić, że pomimo mojej przeciętności jestem w stanie zrobić coś nieprzeciętnego – mówi Weronika Wasiak. Właśnie dlatego, gdy pojawiła się chęć pogłębienia znajomości języków obcych, nie zastanawiała się długo i pomimo braku kontaktów zdecydowała się wyjechać na studia za granicę. Jako miejsce swojej czteroletniej edukacji wybrała Uniwersytet Aberystwyth w Wielkiej Brytanii. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że będzie to początek fascynacji kulturą innych krajów i pasji podróżniczej, która ostatecznie zaprowadzi ją bardzo blisko natury ...

Francuski po angielsku
Weronika zdecydowała się studiować zarządzanie turystyką, choć wybrany przez nią kierunek powiązany był też z językiem francuskim. - Na uczelni uczyłam się języka francuskiego w języku angielskim. To było niesamowite wyzwanie. Żeby przez to przebrnąć, trzeba było czerpać z tego ogromną satysfakcję i przyjemność. Miałam międzynarodowe towarzystwo, które rozbudziło we mnie chęć podróżowania i poznawania nowych kultur – wyznaje Weronika. Właśnie dlatego chętnie podejmowała wynikające ze studiów staże, a jednym z nich był trzymiesięczny staż we Francji, podczas którego miała okazję szlifować języki w biurze turystycznym w Bordeaux. - Pomagałam pracującym tam Francuzom w języku angielskim, a oni mi w języku francuskim. Francja zrobiła na mnie ogromne wrażenie, głównie za sprawą tego, że mogłam obserwować Francuzów od strony ich życia rodzinnego. Najpiękniejszą rzeczą dla osoby chcącej nauczyć się języka obcego jest pobyt w kraju, gdzie nikt nie rozmawia w twoim języku ojczystym. Zewsząd otoczona byłam Francją i pamiętam jak w rozmowie telefonicznej z mamą żartowałam sobie, że już nawet śnię po francusku – przyznaje z uśmiechem mieszkanka Krobi. Po czterech latach studiów w Wielkiej Brytanii Weronika nieoczekiwanie dla siebie postanowiła zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem. Odpowiedziała na uczelnianą propozycję wyjazdu do Chin, gdzie przez rok uczyć miała języka angielskiego. - Nigdy aż tak bardzo nie fascynowałam się Wschodem, ale to było silniejsze ode mnie. W Chinach ludzie zupełnie inaczej postrzegają świat, życie, pracę i samych siebie. To było niezwykłe doświadczenie – wspomina.

Przemycić odrobinę polskości
W Chinach Weronikę spotkało wiele zaskoczeń. W centralnej prowincji, gdzie mieszkała, zadziwiło ją to, że życie toczy się tam na ulicach. - Garaże w ciągu nocy stają się sypialniami, a w dzień miejscem, gdzie odbywa się handel owocami i warzywami. Ulice w ciągu dnia zamieniają się w wielkie targowiska, na których ludzie spędzają całe dnie, czym wprawiają w zadziwienie zagranicznych turystów – wspomina Weronika, która nie ukrywa, że podczas prowadzonych przez nią zajęć z języka angielskiego, starała się przemycić trochę polskości, pokazując, że taki kraj jak Polska istnieje. - Ci bardziej zainteresowani historią wiedzieli, że jesteśmy tuż obok Niemiec, że w czasie wojny mieliśmy taką, a nie inną historię, ale są i tacy, którzy zamknięci są tylko w swoim kraju i niewiele więcej wiedzą, a każdy biały turysta to dla nich Amerykanin – wyjaśnia. Tymczasem Chiny nie przestawały jej zadziwiać. - O nieznanym miasteczku, w którym mieszkałam, trudno cokolwiek znaleźć choćby w Internecie, a mieszka tam ponad milion mieszkańców. Z kolei jakikolwiek wyjazd poza prowincję nie dość, że wiązał się z wielogodzinną podróżą koleją to był niczym przeniesienie się do innego kraju, tak bardzo prowincje różnią się od siebie - opowiada. Dla Weroniki pobyt w Chinach był również okazją do nauki języka chińskiego, gdyż w miasteczkach chińskich, gdzie niewielu rozmawia po angielsku, by przetrwać, obcokrajowiec musi nauczyć się lokalnego języka. Jednak poza językiem, kontakt z rzeczywistością chińską był dla mieszkanki Krobi okazją do wielu przemyśleń. - Czas spędzony w Chinach pozwolił mi na zastanowienie się nad wieloma pytaniami, na przykład nad tym, czy dobre jest dla nas to, że żyjemy w ciągłym zgiełku i dużo pracujemy? Gdy się doświadczy pobytu w obcym kraju przez długi czas, człowiek daleki jest od negatywnego oceniania ludzi i tego w jakich warunkach czy okolicznościach żyją. Docenia się natomiast ich wartości i to, że są im wierni – kontynuuje. Właśnie dlatego Weronice udało się zawiązać trwające po dziś dzień znajomości z Chińczykami. Jedna z takich dobrych koleżanek w czasie pobytu Weroniki w Chinach zaprosiła ją do swojej rodzinnej miejscowości, co jak się potem okazało, było doświadczeniem trudnym do zapomnienia. - Ostrzegała mnie, że to będzie daleko i że trasa będzie niekomfortowa. Autobusy zmieniałyśmy kilka razy. Szokiem było dla mnie, że autobus zatrzymuje się i zabiera ludzi nawet, gdy nie ma już miejsc. Ale im dziwniejsze i bardziej ekstremalne sytuacje, tym bardziej mnie fascynują. To była jedna z niewielu wiosek, do których nie dotarły japońskie bombardowania dzięki czemu przetrwała tam tradycyjna chińska architektura. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś podobnego. Z drugiej strony, czas się tam zatrzymał. Nie dotarł tam pęd i zgiełk szybkiego życia. Ludzie wciąż jeszcze piorą w rzekach. Handlują między sobą tym, co zbiorą na poletkach, bo towar z większym zaopatrzeniem przyjeżdża z miasta tylko raz w tygodniu - wyjaśnia Weronika.

Pszczelarstwo to misja
Pomimo silnej pokusy, by zostać, po pięciu latach zagranicznego życia chęć powrotu do rodziny i bycia znów jej częścią, okazała się silniejsza. Weronika wróciła do rodzinnej miejscowości i już w Polsce podjęła studia na kierunku communication management. Szukając przestrzeni, w której mogłaby się angażować całą sobą, a jednocześnie robić coś z misją, Weronika postanowiła docenić dobrodziejstwo miodu, którego produkcją od lat zajmuje się jej tata, a wcześniej również pradziadek. - Zrozumiałam, że mam przy sobie coś, czego dotąd nie doceniałam. Mój tato od lat zajmuje się pszczelarstwem, podobnie jak wcześniej jego dziadek. Postanowiłam docenić dobrodziejstwo miodu Wasiaka. Zaczęłam od promocji nazwy, a z czasem temat miodu stał się dla mnie tak fascynujący, że czułam potrzebę, by zgłębiać go coraz bardziej i dzielić się tym z innymi. Tak powstała strona „Miód Wasiaka” na Facebooku i coraz więcej pomysłów rodzi się w mojej głowie – mówi. - Miód zawsze był na naszym stole i radował nas swoją cudownością, ale poza tym, że jest zdrowy, nie wiedziałam o nim więcej. Gdy zaczęłam wnikać w jego właściwości odkryłam, że miód jest tematem wciągającym i skrywającym wiele tajemnic. Tak narodziła się fascynacja pszczołami – opowiada. A może była w niej zawsze, tylko Weronika nie była jej świadoma? Wyrosła przecież w atmosferze miodobrania. - U nas w wybieranie miodu zaangażowana była zawsze cała rodzina. To czas, gdy w sadzie możemy odciąć się od cywilizacji i ucząc się od siebie możemy czerpać z dobrodziejstwa natury. Pszczelarstwo to wielka misja – mówi. Właśnie dlatego Weronika chce czerpać z doświadczenia starszych pszczelarzy, a ich wiedzę łączyć z młodym duchem. Idąc za ciosem odkupiła od jednego z pszczelarzy swoje pierwsze ule, by z pomocą taty, który jest jej pszczelarskim guru, uczyć się i rozwijać w tym zakresie. A wszystko po to, by wnieść swój mały wkład w ratowanie pszczół. Dlaczego to takie ważne? - Pszczoła jest z jednym z najbardziej efektywnych zapylaczy, dzięki którym pochodzi jedna trzecia naszego jedzenia. Co trzecia łyżka pokarmu, który spożywamy, zależy od aktywności owadów zapylających. To owadom zapylającym zawdzięczamy warzywa, takie jak pomidory czy cukinia, owoce – na przykład jabłka, a także orzechy – na przykład migdały, czy zioła służące nam za przyprawy. Pszczoły to niezwykłe owady. Żeby wyprodukować 0,3 kg miodu, muszą przelecieć 88 500 km i usiąść na 2 mln kwiatów. Przeciętny zasięg lotu pszczół wynosi 3 km, a maksymalny może wynieść 10 km i więcej. Pszczoły muszą odwiedzić około 4 milionów kwiatów, aby zebrać nektar na 1 kg miodu. To naprawdę niewiarygodne! - opowiada. Sezon miodny zaczyna się wraz z pojawieniem pierwszych pąków i co ciekawe, w sezonie miodnym w ulu znajdować się może nawet do 80 000 pszczół. W czasie pożytkowym, czyli w okresie intensywnego kwitnienia roślin miododajnych, dostawia się tzw. miodnie, do których pszczoły noszą nektar i przerabiają go na miód. Po odebraniu miodu rodzinom pszczelarz musi z kolei dać w zamian pokarm, aby mogły przeżyć zimę. Poza pracami w pasiece ważne jest też przygotowanie do sezonu elementów uli, ramek. Czy słusznie większość z nas obawia się ataków pszczół? - Pszczoły same z siebie nie atakują człowieka, jeśli nie mają powodu. Dowodem na to jest fakt, że te małe stworzenia żądląc nas wyrywają sobie zbiorniczek jadowy z odwłoku i umierają po kilku godzinach. Więc nie robią tego dla przyjemności tylko w ostateczności. Dzięki opiece pszczelarzy większa liczba pszczół może przetrwać w obecnym środowisku. Właśnie dlatego śmierć pszczół to nasz ludzki problem, bo nasze życie zależy od ich istnienia – kończy Weronika.

Tekst: Honorata Jankowiak
Foto: archiwum Weronika Wasiak

Tekst: Honorata Jankowiak
Foto: archiwum Weronika Wasiak

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (10)

PGSPGS

0 0

Ja też podróżuję i byłem w Chinach,Japonii i wielu innych krajach,ale się nie chwalę. Za dużo w tym propagandy i reklamy.

11:35, 29.04.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

JakubJakub

0 0

A to co zrobiłes to nie chwalenie się? Może powinienes na stałe zostać w chinach bo tam zrozumiesz co znaczy słowo propaganda a w japonii co reklama, bo o jednym i drugim pojęcia nie masz. Pozdrowienia dla Weroniki

13:08, 29.04.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

olaola

0 0

Co za wszechstronna istota!

15:43, 29.04.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

AnkaAnka

0 0

Brawo Werka!! :)

15:48, 29.04.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

akiaki

0 0

PGS ma żal że nikt o nim nie napisał, ale wiocha :)

15:56, 29.04.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

PolaPola

0 0

Przecież tu nikt o nikim nie napisał tylko sama Wasiak o sobie.

16:57, 29.04.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

PszczółkaPszczółka

0 0

Warto przypominać rolnikom i wszystkim ludziom, którzy stosują środki ochrony roślin, że nie wolno robić oprysku za dnia. To zabija pszczoły:( Pani Weroniko ma pani ważne zadanie - edukować, przypominać. W poprzednich latach, przez bezmyślnie stosowane opryski zginęły całe rodziny Pszczół :( Powodzenia w realizacji pszczelej pasji.

07:51, 30.04.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Ben Ben

0 0

A najlepszy miód jest akacjowy

12:03, 30.04.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

YwhYwh

0 0

Może opisać ty też pszczelarzy którzy kupują tony cukru w Tesco i robią super eko miód

16:32, 30.04.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Pszczółka Pszczółka

0 0

Pszczelarzy u nas w regionie mamy bardzo dowiadczonych,którzy mogliby więcej powiedzieć o swojej pracy .

13:08, 01.05.2017
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%