Sieć, która w ostatnich latach dynamicznie rozwija się w całej Polsce, dziś coraz częściej pojawia się w zupełnie innym kontekście. Obok kolejnych otwarć sklepów i wzmacniania pozycji na rynku, rośnie liczba sygnałów o sporach pracowniczych i napiętej sytuacji wewnątrz firmy.
O Dino zrobiło się głośno tym razem za sprawą zwolnienia jednej z pracownic, Katarzyny Kiwerskiej, działaczki związkowej związanej z OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu. Według relacji związkowców miała ona stracić pracę po interwencji poselskiej Adriana Zandberga w jednym ze sklepów. Oficjalnie jako powód wskazano naruszenie procedur, jednak strona społeczna podnosi, że decyzja ta budzi poważne wątpliwości prawne i może mieć związek z jej działalnością oraz zgłaszaniem nieprawidłowości.
Związek zawodowy zarzuca spółce m.in. naruszanie praw pracowniczych, brak odpowiedniej reakcji na zgłaszane problemy oraz działania mogące mieć charakter zastraszający wobec osób zabierających głos. W tle pojawiają się także informacje o wcześniejszych kontrolach Państwowej Inspekcji Pracy, które miały potwierdzać niektóre z zarzutów dotyczących warunków pracy.
Sprawa wpisuje się w szerszy konflikt między pracownikami a pracodawcą. Trwa spór zbiorowy, a planowane mediacje zostały w ostatnim czasie przesunięte. Według OPZZ przyczyną była propozycja nowej umowy ze strony spółki, która jak twierdzą związkowcy zawierała zapisy odbiegające od standardów i budzące zastrzeżenia prawne. Wątpliwości wywołała również wysokość proponowanego wynagrodzenia mediatora.
Wśród postulatów pracowników pojawiają się m.in. kwestie wynagrodzeń oraz warunków pracy. Związkowcy wskazują, że problem nie ma charakteru jednostkowego, a dotyczy szerszej grupy zatrudnionych w różnych częściach kraju.
Na tym tle warto spojrzeć także na lokalny wymiar działalności sieci. W powiecie gostyńskim Dino posiada już kilkanaście sklepów, a w samym Gostyniu w najbliższym czasie ma zostać otwarty kolejny, szósty obiekt tej marki. To pokazuje skalę obecności firmy w regionie i jej znaczenie jako pracodawcy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że założyciel sieci Tomasz Biernacki pochodzi z Czeluścina w powiecie gostyńskim, a pierwszy sklep pod marką Dino został otwarty właśnie w Gostyniu w 1999 roku
Na razie trudno przesądzać, jak zakończy się spór i czy strony wrócą do rozmów. Jedno jest pewne, sprawa Dino przestała być wyłącznie tematem branżowym i coraz wyraźniej staje się publiczną dyskusją o standardach pracy w jednej z największych sieci handlowych w Polsce.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::news{"type":"see-also","item":"89369"}
::news{"type":"see-also","item":"89360"}
::news{"type":"see-also","item":"89300"}
1 0
poco ludzie sie godzą na robote w tym kołchozie na wrocławskiej juz pewnie zaraz otwarcie niech sie nikt nie godzi tam pracować i nie otworą ale daje głowe ze juz znalezli kobiety
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz