Świetny wokalista, rasowy pijak i niedoszły samobójca, określany mianem "polskiego Toma Waitsa" zaśpiewał w gostyńskim "Hutniku". Mowa o Marku Dyjaku. Artysta swoim charakterystycznym głosem, pełnym krzyku i rozpaczy, zahipnotyzował publiczność.
Marek Dyjak urodził się w 1975 roku. Z wykształcenia jest hydraulikiem. Jego życie było zwykłe, proste, ale tylko do pewnego momentu. Dziś sam siebie nazywa barowym grajkiem. Jak można przeczytać oficjalnej stronie artysty - to najbardziej prawdziwy głos na polskim rynku muzycznym - tak ocenia go Elżbieta Zapendowska. - Głos na granicy desperacji, krzyku i rozpaczy, nic sobie nie robi z takiej czy owakiej konwencji. Dyjak to Dyjak - mówią przyjaciele. Dla wielu jest samotnikiem i indywidualistą, który mocnym głosem, śpiewa równie mocne utwory, w których - jak mówią sami fani - jest krew, żółć i łzy.
Blisko dekadę temu muzyk podjął próbę samobójczą. Od kilku lat nie pije i walczy z nałogiem. Nie każdemu odpowiada styl bycia Dyjaka, ale można spotkać wielu koneserów jego muzyki. Tak było w Gostyniu. Na sobotnim koncercie pojawiło się kilkudziesięciu jego fanów. Publiczność usłyszała poetyckie utwory głównie z najnowszego albumu pt. "Pierwszy Śnieg". Oprawę muzyczną stanowiły trąbka, akordeon i piano.
MiS
0 0
hipnotyzuje wasseliną
0 0
ZDJĘCIA TRAGEDIA
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz