Kulisy tej bitwy opatrzone były klauzulą milczenia... do wczoraj, gdy na ekrany polskich kin trafił film opowiadający o tym, co wydarzyło się w irackim mieście Karbala. Jego premiera w gostyńskim kinie też była wyjątkowa. Wzięli w niej udział ci sami żołnierze, którzy 10 lat temu bronili ratusza przed islamskimi ekstremistami z Armii Mahdiego i Al-Kaidy.
Jest kwiecień 2004 roku. W irackim mieście Karbala trwa islamskie święto Aszura. Do metropolii ściągają tysiące pielgrzymów. To wtedy wybucha rebelia. Islamscy ekstremiści z Armii Mahdiego i Al-Kaidy rozpoczynają szturm na główny punkt strategiczny miasta City Hall, czyli Ratusz w Karbali. Do obrony budynku zostają skierowani polscy i bułgarscy żołnierze. Dysponując resztkami amunicji, pozbawieni łączności z bazą, stają oko w oko z wrogiem, który ma dziesięciokrotną przewagę. Krwawa bitwa trwa trzy dni i trzy noce. Jedyna ucieczką od śmierci jest zwycięstwo.
Po latach milczenie na temat Karbali przerwał dowodzący Polakami i Bułgarami podpułkownik Grzegorz Kaliciak. Wydał książkę, w której wspomina obronę ratusza. Został też konsultantem w filmie Krzysztofa Łukaszewicza "Karbala", odtwarzającym kulisy bitwy przez lata owianej tajemnicą.
Film trafił na ekrany kin w piątek, 11 września. Zaproszenie na gostyńską premierę przyjęli też wyjątkowi goście - żołnierze 10 Kawalerii Pancernej w Świętoszowie – mł. chorąży Marcin Mierncki, sierżant Hubert Świątkiewicz, plutonowy Łukasz Owczarek, kapral Rafał Janukiewicz, kapral Zbigniew Szramski, plutonowy Mariusz Korman, kapral Marcin Tyrna, którzy uczestniczyli w walkach o City Hall w Krabali.
W gostyńskim kinie bohaterowie walk sprzed lat po raz pierwszy mieli okazję obejrzeć projekcję i - jak sami podkreślali - nie wszystko jest w nim prawdą. Chętnie odpowiadali na pytania i podzieli się swoimi wrażeniami z misji w Iraku. - Na pewno prawdą jest to, że tam byliśmy i obroniliśmy City Hall... - komentował mł. chorąży Marcin Miernicki. Nieco więcej o początkach bitwy opowiedział sierżant Hubert Świątkiewicz, który jako pierwszy dotarł do City Hall wraz z oddziałem i stanął do regularnej walki z "przeważającymi siłami wroga". - Otrzymaliśmy informację, że mamy zawieźć amunicję do City Hall, bo lekko strzelają... - mówił sierżant Świątkiewicz. - Jak to polscy ułani, z uśmiechem na twarzy i lekką muzyką w pojeździe zajechaliśmy pod bramę wjazdową...Tam zaczęły latać pociski. Ściągnąłem wojsko pod City Hall i zajęliśmy miejsca na dachu budynku i tak broniliśmy się do rana - wspominał wojskowy, dodając, że wcześniej miał okazję zapoznać się z książką, która opowiada o wydarzeniach z 2004 roku. - Wlała się w moje serce lekka duma i może lekka opieszałość, ale nie dlatego, że czuję się jak bohater, ale jak żołnierz Wojska Polskiego, który wykonywał zadania, jakie mu powierzono... Wszyscy, którzy tu dzisiaj stoimy w szyku, tam stanęliśmy na wysokości zadania - mówił sierżant Hubert Świątkiewicz. - Podczas obrony były chwile euforii, smutek i łzy. Tysiąc myśli... Trudno ocenić, czy były chwile zwątpienia. Najważniejsze było to, że się udało... Chcieliśmy przeżyć - mówił mł. chorąży Marcin Miernicki.
Wojskowi podkreślali, że zagraniczne misje nauczyły ich pokory i opanowania strachu. - Po Iraku były kolejne misje. To nie znaczy, że podchodziliśmy do zadań lekką ręką..Nie... ten strach był mniejszy i pozwalał wykonywać zadania jak najlepiej. Czego dowodem jest to, że do tej pory wszyscy nasi podwładni wrócili do kraju - mówił mł. chorąży Marcin Miernicki. Przyznali, że misję w Iraku traktowali jako stabilizacyjną, tymczasem przyszło im prowadzić działania bojowe. - Dopiero na miejscu przekonaliśmy się, ze jest to coś innego... Ale nie czujemy się bohaterami - podkreślali kilkakrotnie żołnierze 10 Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. - Na pewno nie chciałbym, żeby społeczeństwo postrzegało nas jako najemników, ale jako żołnierzy, którzy jadą wykonywać działania bojowe. Musimy się sprawdzać, aby w razie zagrożenia naszej ojczyzny wiedzieć, jak działać... Nie jesteśmy najemnikami, jesteśmy żołnierzami - podkreślał sierżant Hubert Świątkiewicz. Na koniec wojskowi stanęli do wspólnego zdjęcia z uczestnikami spotkania.
Zdaniem wielu recenzentów „Karbala” Łukasiewicza to nie tylko hołd złożony polskim żołnierzom, ale też solidny film wojenny, który może śmiało konkurować ze światowymi produkcjami.
MiS
0 0
misja stabilizacyjna, czyje interesy reprezentowali ?
0 0
Polska wyzwoliła Irak czy go okupuje wraz z "Wielkim Bratem", o to jest pytanie
0 0
nie zołnierze - tylko najemnicy. Zolnierz broni Ojczyzny, oni pojechali się bic za kasę. Takie MMA - tylko z bronia.
0 0
Film darmowy dlatego poszli wszyscy. Inaczej nikogo by nie było. Sciema.
0 0
1. film nie był darmowy, Karbal zorientuj się zanim zaczniesz gadać głupoty,
2. do realisty - żołnierze, chłopacy wykonywali rozkazy a dziięki obecności w Iraku mają teraz wyszkolenie 100 razy lepsze niż po milionie poligonów.
0 0
Szacunek dla Was Panowie, a na durne komentarze nie zwracajcie uwagi
0 0
Wielkie gratulacje Panowie! Komentują ci co w życiu nie widzieli prawdziwego zagrożenia i jedyne co potrafią to żłopać piwsko i walczyć w grach komputerowych. Przeżyć Karbale to jak dostać nowe życie .
0 0
Powalająca logika, trzeba brać udział w okupowaniu kraju, który nam nigdy nie zagrażał. Został zaatakowany bo tam jest ropa. Polska jako wierny sojusznik " największych obrońców demokracji" musiała brać udział w tej hucpie.Ponoć Husajn miał broń masowego rażenia. Znaleziono ją? Były prezydent Kwaśniewski stwierdził , że CIA miała złe informacje. Ilu mieszkańców Iraku zginęło do dziś w wyniku działań wojennych? Ale co tam , ważniejsze jest wyszkolenie naszych żołnierzy.
0 0
Dokładnie. Ilu niewinnych ludzi zginęło. Film to ściema.
0 0
Widzę, że tutaj też wiele lewacko-proimigranckich wesz się zalęgło. Teraz jest ten czas, kiedy obowiązkiem każdego patrioty jest wspieranie swojego kraju i ludzi, którzy stają w jego obronie. Żołnierz jest cały czas pod rozkazem i ten rozkaz musi wykonać a nie nad nim rozmyślać. Owszem, niektóre interwencje i udział w nich WP jest dyskusyjny, niemniej weźcie pod uwagę kłamstwa USA i lizodupczą służalczość naszych polityków, którzy tych żołnierzy wysyłają na misje. Tak czy siak, żołnierze dzięki tym misjom zdobywają bezcenne doświadczenie bojowe. Chyba lepiej, że szkolą się w boju daleko od naszego kraju, niż na jego terenie, nieprawdaż?
0 0
W Iraku nie żadna misja tylko OKUPACJA.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz