Wiadomości

Zamknij

Objechali Polskę dookoła - zdjęcia/film

13:38, 06.06.2014

Prawie tysiąc kilometrów w osiem dni. Tyle przemierzyli na rowerach czterej gostynianie: Krzysztof Piotrowiak, Miłosz Wlaźlak, Rafał Polaszek i Cezary Kawa. Jednak to nie ilość pokonanych kilometrów była istotna, a możliwość poznania w sposób niebanalny przygranicznych terenów Polski zachodniej. Był to czwarty i jednocześnie ostatni etap ich rowerowego przedsięwzięcia pn. „Dookoła Polski”.

Nie dla nich przeloty ekskluzywnym airbusem, noclegi w luksusowych, pięciogwiazdkowych hotelach i wylegiwanie się na plażach w popularnych kurortach, popijając drinki z palemką. Nad turystykę masową przekładają alternatywne formy spędzania wolnego czasu. Takie jak zwiedzanie kraju na rowerze. Na pomysł rowerowej wyprawy dookoła Polski wpadli członkowie sekcji turystycznej Gostyńskiego Klubu Rowerowego „Cyklista”. Miesiąc temu wrócili z ostatniej podróży – wzdłuż zachodniej granicy kraju.

Zaprawieni w bojach
Wyprawa rowerowa „Dookoła Polski” nie była pierwszą, w którą wyruszyli cykliści GKR. Większe turystyczne eskapady na rowerach zainicjowali podróżą szlakiem latarni morskich w 2010 roku. To był ich chrzest bojowy. - Byliśmy totalnie nieprzygotowani, ale dzięki temu wiedzieliśmy, jakich błędów nie popełnić w przyszłości – wspomina Krzysztof Piotrowiak, członek GKR „Cyklista”. Spodobało się. W czerwcu 2011 r. zorganizowali wyjazd na Bornholm. W dziesięcioosobowej ekipie objechali duńską wyspę na rowerach w cztery dni, zwiedzając zarówno jej bardziej, jak i mniej znane zakamarki. Wrócili zachwyceni. - Tam jest całkiem inne życie. Wszędzie ścieżki rowerowe, ludzie spokojniejsi, życie spokojniejsze – entuzjazmuje się Krzysztof Piotrowiak. Zaledwie dwa miesiące później wyruszyli w kolejną trasę mającą liczyć w sumie blisko cztery tysiące kilometrów. Tyle mniej więcej trzeba pokonać, aby objechać Polskę dookoła. Z racji niewystarczającej ilości wolnego czasu, a szczególnie niemożliwości zharmonizowania terminów urlopów musieli podzielić ją na cztery etapy. - Żeby objechać Polskę wzdłuż granic za jednym razem, musielibyśmy mieć jakieś dwa miesiące urlopu – zauważa Krzysztof Piotrowiak. - No chyba, żeby nie zwiedzać. Ale nie o to chodzi. Głównym celem naszej wyprawy było zwiedzanie – stanowczo podkreśla.

Kawałek po kawałku
Na pierwszy ogień poszła północna granica Polski. Trasę od Świnoujścia do Augustowa, liczącą 929 km przemierzyli w dziesięć sierpniowych dni w 2011 roku. W 2012 r. w jedenaście dni pokonali wschodnią granicę kraju, od Augustowa do Ustrzyk Górnych - około 1350 km. Z wszystkich czterech rejonów uwzględnionych w przedsięwzięciu, ten najbardziej przypadł im do gustu. - Wschód nas zadziwił, bo to coś innego. Nigdy człowiek tam nie był, nie znał tych rejonów – oznajmia Miłosz Wlaźlak. - Choć faktycznie ta wschodnia ściana to taki trochę koniec świata, ale życie jest spokojniejsze. Ludzie są całkiem inni, bardziej otwarci, mili – dodaje. W 2013 r. przejechali odcinek na południu kraju – od Ustrzyk Górnych do Złotego Stoku (ok. 760 km). Na rok 2014 przypadła ostatnia, zachodnia ściana naszego kraju. W każdej wyprawie uczestniczyło po kilka osób. Niezmiennie trzon podróżującej grupy stanowili jednak Krzysztof Piotrowiak, Miłosz Wlaźlak i Rafał Polaszek. W tegoroczną trasę wyruszyli w siódemkę, ale Witold Biernacki, Jan Łagoda i Leszek Lisiecki musieli odłączyć już w pierwszych dniach od reszty z racji wzywających ich obowiązków zawodowych czy choroby. Od początku do końca towarzyszył im natomiast tym razem Cezary Kawa.

26 kwietnia dotarli samochodami do Złotego Stoku, gdzie miała swój początek ich tegoroczna, rowerowa podróż. Zaczęli więc wysoko w górach, potem trasa schodziła w ku terenom nizinnym. Choć jak zaznaczają cykliści, każdego dnia zobaczyli coś ciekawego, to właśnie południowy fragment przemierzanego szlaku dostarczył im największych wrażeń. Skalne Miasto w okolicach czeskich Teplic, Błędne Skały, Szklarska Poręba, Karpacz, gdzie w kościółku Wang natrafili na uroczystość pogrzebową Tadeusza Różewicza, Wambierzyce, kompleks Arado w Kamiennej Górze. Duże wrażenie zrobił na nich Geopark Łuk Mużakowa. - Biegnie przez niego granica polsko-niemiecka. Bardzo piękne miejsce. Warto się tam wybrać np. z rowerem na weekend – zachęcają rowerzyści. Ilość pokonanych przez nich dziennie kilometrów była różna. Od 55 do nawet 223 km. 3 maja dotarli do Świnoujścia - miasta,w którym w 2011 roku rozpoczęli cykl rowerowych wypraw „Dookoła Polski”.

Nie zawsze miłe niespodzianki
Komu wydaje się po powyższym opisie, że podróż minęła gostyńskim cyklistom sielankowo, jest w błędzie. Zwyczajowo sprawcą niekoniecznie miłych niespodzianek była pogoda. - Zawsze jak jedziemy, trafiamy na deszcz – śmieją się cykliści. W tym roku pogodę też mieli kapryśną. Jednego dnia zmagali się z deszczem, gradem i temp. 4 °C. Niestety nie wszyscy byli dobrze przygotowani na taką ewentualność. Nowicjusz wyprawy Cezary Kawa nie wziął ochraniaczy i musiał posiłkować się foliowymi reklamówkami, którymi owinął stopy. - Gdy weszliśmy do restauracji, jeden mężczyzna długo mi się przyglądał. Potem się odezwał, że na początku na mój widok pomyślał: ale wiocha, po chwili jednak stwierdził, że to praktyczna rzecz – wspomina Cezary Kawa. - Jakby nie patrzeć, to najskuteczniejsza metoda przeciw przemoknięciu – zgodnie przyznają cykliści. Zdarzyły im się również trzy sytuacje awaryjne. Dwa razy złapali panę. - Ale przebita opona to nie tragedia – stwierdzają jednogłośnie. Poważniejsza awaria spotkała ich pierwszego dnia – pęknięty hak przerzutki. Z tym również udało im się uporać, znajdując w pobliżu serwis rowerowy. W przypadku noclegów również nie obyło się bez zaskoczeń. Największym rozczarowaniem okazało się schronisko PTTK  na Przełęczy Okraj. - Tragedia – solidarnie przyznają. - Zatrzymali się tam na latach 70. i od tamtej pory nic się nie zmienia, a cenią się za wszystko jak w hotelach – dodaje Krzysztof Piotrowiak, chwaląc dla odmiany schroniska młodzieżowe. - Najtańsze, bardzo czyste, najlepiej wyposażone – argumentuje.

Bez humoru ani rusz

W ogólnym rozrachunku podróż minęła gostynianom bez większych perturbacji. W dużej mierze dzięki właściwemu przygotowaniu, m.in. kondycyjnemu. Jak twierdzą, każdy może odbyć taką przygodę, ale jedynie po wcześniejszej zaprawie. - Godziny, setki, tysiące godzin wyjeżdżonych na rowerze - mówi o treningu przed eskapadą Miłosz Wlaźlak. Cykliści regularnie spotykali się w każdą niedzielę, pokonując 80 - 100 km. Zimą szlifowali formę na zajęciach ze spinningu. Ogromną rolę odegrały też doświadczenia zdobyte podczas wcześniejszych wypraw, które nauczyły ich ograniczania bagażu do minimum. Na pierwszą wyprawę zabrali ze sobą turystyczną butlę gazową, namioty, śpiwory, karimaty, mnóstwo narzędzi. Teraz - parę par skarpet, kurtki przeciwdeszczowe, odzież sportową, wszystko do sakw – z nieprzemakalnej, wytrzymałej tkaniny i na rower. Oczywiście sprawny, przetestowany, przygotowany od A do Z. - Ale najważniejsze, co zabrać ze sobą w taką podróż, to dobry humor – zaznacza Miłosz Wlaźlak. Tego z pewnością im nie zabrakło, co widać choćby na krótkich filmach relacjonujących każdy dzień wyprawy, które na bieżąco udostępniali na stronie Gostyńskiego Klubu Rowerowego Cyklista na Facebooku (kliknij ).

Na siodełku to jest życie
Po zakończonej eskapadzie przepełniała ich satysfakcja. Mimo kilkudniowego wysiłku czuli się zrelaksowani, a przede wszystkim umysłowo wypoczęci. - Jak po dobrym SPA – śmieje się Cezary Kawa. Powrót do pracy łatwy jednak nie był. - Oj, było ciężko – potwierdza Krzysztof Piotrowiak. Nie odczuwali jednak zmęczenia po kilku dniach spędzonych na siodełku, a raczej żal, że trzeba było z niego zsiąść. - Chciałbym być codziennie tak zmęczony jak przez te osiem dni podróży. To takie miłe uczucie – wyznaje Miłosz Wlaźlak. - To coś innego niż zmęczenie pracą i dźwiganiem ciężaru różnych spraw na głowie – dodaje. Rowerów w kąt jednak nie odkładają. Jak mówią, przynajmniej co drugi dzień trzeba pojeździć, nogi same się rwą. Dwóch z nich jeszcze w tym roku wybiera się w kolejną podróż. - Wyjedziemy z Gostynia rowerami przez Austrię, Alpy aż do Rzymu. Ponad 2 tys. km w dwa tygodnie – podaje Miłosz Wlaźlak, któremu będzie towarzyszył Rafał Polaszek i dwóch innych cyklistów. Poza tym jako członkowie GKR biorą też udział w rozlicznych maratonach.  Nad kolejną większą eskapadą będą myśleć zimą. - Być może znów Bornholm. Parę osób pytało, czy nie planujemy znów się wybrać, bo chcieliby pojechać z nami – oznajmia Krzysztof Piotrowiak. Po głowach błąka im się również pomysł rowerowego przedsięwzięcia w Norwegii. - Apetyty są duże. Zobaczymy – kwituje Piotrowiak.

AS, fot. GKR

::video{"type":"single","item":"62"}

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

CyklistkaCyklistka

0 0

Cieszę się żę udało Wam się zrealizować mój dawny pomysł na ciekawe spędzenie wolnego czasu,mnie się nie udał ale może kiedyś...Takie wyprawy uszlachetniają ludzi.

07:46, 07.06.2014
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%