Ponoć ma w sobie jakiś magnes, który przyciąga do niej niebanalnych ludzi i niezwykłe sytuacje. Wszystko to stara się opisywać w reportażach, które przez lata publikowała w prasie, dziś wydaje je w formie książek. Magdalena Omilianowicz – dziennikarka, publicystka i podróżniczka była gościem spotkania w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy w Gostyniu.
Po raz kolejny dzięki bibliotece publicznej gostynianie mogli spotkać się z ciekawą postacią. Magdalena Omilianowicz z Koszalina, autorka dziewięciu książek, publicystka, dziennikarka i podróżniczka zabrała słuchaczy na wędrówkę po swym zawodzie, któremu oddaje się od ponad 20 lat. Jak podkreśla, dzięki niemu poznała w życiu wiele ciekawych osób i miejsc. Koszalinianka już od dziecka marzyła o tym, aby zwiedzać świat i spotykać interesujących ludzi. - Zawód dziennikarza dał mi taką szansę, aby wejść do miejsc, środowisk, w których zwyczajny śmiertelnik nie ma możliwości się znaleźć – twierdzi Magdalena Omilianowicz. Jednym z nich było więzienie. Jako pierwsza reporterka dotarła do aresztu do Leszka Pękalskiego, który przyznał się do zabicia 70 osób i przeprowadziła z nim wywiad. - Było to silne przeżycie dla młodego dziennikarza. Dzisiaj nie chciałabym już tego powtórzyć – wyznaje dziennikarka.
W kalejdoskopie poznanych przez nią ludzi z racji pisania reportaży znajduje się jednak więcej, jak to określa Omilianowicz, przyjemniejszych postaci. Miała okazję przeprowadzić wywiad z Williamem Whartonem, Jose Saramago czy osobami z pierwszych stron polskich gazet. Bohaterami jej tekstów są też zwykli ludzie. Choć określenie ich zwykłymi wydaje się chybione, a nawet niestosowne. Jednym z nich jest Zofia Brzozowska ze Szczecina, która od ponad dwudziestu lat w dwupokojowym mieszkaniu w bloku prowadzi azyl dla dzikich ptaków i nie tylko. W domowych warunkach uratowała orła bielika. Otrzymała wiele międzynarodowych nagród ekologicznych, a władze miasta wciąż są głuche na jej prośby o stworzenie takiego miejsca z prawdziwego zdarzenia.
Dla dziennikarki szczególnie ważnym momentem w życiu było poznanie francuskiego pisarza i podróżnika. - Z wszystkich ludzi, których spotkałam, a było ich bardzo wielu, najciekawszą postacią jest zdecydowanie Cizia Zyke – oznajmia Omilianowicz. Człowiek ten miał niezwykle barwne życie. Założenie gangu, poprawczak, przemyty, pobyty w więzieniach, prowadzenie nielegalnych kasyn czy nielegalnej kopalni złota – to niektóre z jego przygód. W pewnym momencie zaczął je opisywać, a książki te stały się światowymi bestsellerami. Na polskim rynku ukazała się jedna z nich - „Tuan”, której wydawcą była właśnie Magda Omilianowicz. - Spotkałam Cizię przypadkiem w kasynie w Makau. Powiedziałam, że jestem dziennikarką, nie mam pieniędzy, wydawnictwa ani pojęcia o wydawaniu książek, ale chcę być jego wydawcą w Polsce, a ponieważ jest szalony, może się na to zgodzi. Odpowiedział: czemu nie – wspomina. Nie udało jej się wydać wszystkich jego książek, co planowała, bo dwa lata temu Cizia zmarł na zawał.
Bohaterami reportaży dziennikarka czyni również swoich przyjaciół, szczególnie podróżników. Między innymi dzięki nim ma okazję podróżować po świecie. - Mój przyjaciel Adam Karkosz prowadzi biuro podróży. Gdy tylko zwolni się jakieś miejsce, dzwoni do mnie. Jeśli dysponuję czasem, korzystam z propozycji – opowiada Omilianowicz. Tak znalazła się m.in. na chrzcinach luksusowego statku, którego matką chrzestną była Sophia Loren. Oprócz niej spotkała tam księżną i księcia Kentu. - Mówią, że posiadam jakiś magnes przyciągający ciekawe sytuacje i ciekawych ludzi – śmieje się, przytaczając na dowód kolejne zdarzenie z Londynu, gdzie przypadkiem natknęła się na pochód ze zniczem olimpijskim, który próbowali ugasić antychińscy demonstranci. W planie dziennikarka ma kolejne książki o podróżnikach. Tych mniej znanych, rzadko pokazywanych w telewizji czy o kobietach przekraczających granice. - Dla gazet piszę od czasu do czasu, ale skupiam się teraz na książkach. Może to mało stabilne finansowo, ale daje bardzo duży komfort psychiczny i poczucie wolności – przekonuje Omilianowicz. - Odkąd odeszli Kapuściński, Fallaci, Terzani, to już nie jest ten zawód. Profesja reportażysty zeszła na psy – dodaje na koniec.
AS
0 0
Dobrze,że chociaż coś w Gostyniu się dzieje.Ale jak chodze na takie spotkania to płakać sieydenci????Nie zobaczysz .Wielka szkoda co to sie dzieje !!!!!!chce.Dlaczego? Czy widzicie na takich spotkaniach młode twarze?To jest tak jak wygrać w lotto milion złotych.A gdzie sa Ci działacze,nawet od kultury?Dobrze,że nie nadano nikomu odznaki Miasta Gostynia ,czyli LUARU GOSTYNIA.Przykro jest być na takich spotkaniach i nie widzieć młodych a toprzeciez dla nich jest zorganizowane,gdzie nauczyciele,urządnicy,dec
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz