Wiadomości

Zamknij

Aktorstwo to ciężki kawałek chleba

10:43, 23.05.2016 Aktualizacja: 14:21, 22.10.2025

Kilka lat temu deski parkietu, na którym trenowała siatkówkę, zamieniła na teatralną scenę. Choć na swoim koncie ma także role telewizyjne, to na teatralnych deskach czuje się jak ryba w wodzie. Od 10 lat związana z Teatrem im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy. Rodowita gostynianka – Ewa Galusińska. Właśnie na chwilę zeszła ze sceny, by odegrać najważniejszą rolę życia – rolę mamy. - Dzieci wiele mnie nauczyły i uczą. To dzięki nim zrobiłam role, które były nagradzane. To one otworzyły mi świat i pokazały, że jest jeszcze więcej i jeszcze dalej – wyznaje aktorka.

 

Zanim została aktorką, próbowała wielu innych rzeczy. To wcześniejsze doświadczenia pozwoliły jej dojrzeć do myśli, że to właśnie aktorstwo jest pasją, która intryguje i pociąga. - Po drodze było wiele prób, szkół, ale to wszystko czemuś służyło. Kształtowało mnie. Była chwila w studium piosenkarskim w Poznaniu, później Studium Wokalno – Aktorskie przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. Tam spotkałam pedagogów, którzy otworzyli mi mój umysł na to jak zaczęłam postrzegać świat i na to czego poszukuję w życiu. Wówczas zapadła decyzja o aktorstwie, a może raczej chęć próby kształcenia się w tym kierunku – wyznaje Ewa Galusińska. Wtedy postawiła sprawę jasno. Spróbuje tylko raz. - Jeżeli za pierwszym razem nie dostanę się do szkoły teatralnej, to znaczy, że się do niej nie nadaję…. i koniec. Wybrałam jedną ze szkół na zdawanie egzaminu, była to PWST we Wrocławiu i …. Udało się – opowiada aktorka.
Aktorstwo to ciężki kawałek chleba
Czym jest aktorstwo dla Ewy Galusińskiej? To ciężki kawałek chleba. Postać na scenie to efekt końcowy długich i żmudnych prac nad jej ukształtowaniem. - Ludzie często myślą, że to takie łatwe i przyjemne. Wychodzimy na scenę, nauczyliśmy się tekstu, mówimy go lepiej lub gorzej, wygłupiamy się lub płaczemy. Natomiast nie znają drugiej strony medalu, tych godzin i miesięcy żmudnej czasami pracy nad stworzeniem roli, przedstawienia. W dzisiejszych czasach byle pojawienie się w telewizyjnym show, serialu, reklamie robi z ludzi – tak to jest nazywane -aktorów, a to zwykli celebryci. Aktorstwo to coś głębszego, poważniejszego i wymagającego – wyznaje gostynianka. Dlatego nie każdy może być aktorem. Czy istnieje w takim razie przepis na aktorstwo? Nie zna go Ewa Galusińska, ale wie na pewno, że bez miłości do tego zawodu, który jest wymagający, bezkompromisowy i w którym jest się zawsze samemu, nic się nie uda. - Dlatego często powtarza się, że artyści to motyle w zbroi. Coś jest na rzeczy…- dodaje. Mimo wielu wyrzeczeń, kocha ten zawód za to, że na scenie może być kim chce, każdym i zrobić wszystko i nikomu nie musi się z tego tłumaczyć. Czy pamięta swoją pierwszą rolę? Oczywiście. Ewa zagrała wtedy rolę kelnerki- Helenki w spektaklu ‘’Made In Poland’’ Przemysława Wojcieszka. Miała przyjemność grać z doświadczonymi aktorami Januszem Chabiorem i Erykiem Lubosem. -  Bałam się, że coś pójdzie nie tak z mojej strony, ponieważ scena w dużej mierze była improwizowana. I chłopaki, wyżeracze sceny, radzili sobie świetnie. Żonglowali tekstem, dowcipem i dramatem w tej scenie. I przyszedł czas, gdy Janusz totalnie mnie zaskoczył, nie pamiętam już dokładnie jakim tekstem i nie pamiętam co odpowiedziałam, ale po spektaklu przyszedł i powiedział ..no młoda dałaś radę, będą z ciebie ludzie – wspomina aktorka.
Tutaj jest teatr, który mnie interesuje
Ewa właśnie wróciła z Gdańska, gdzie w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim wraz z zespołem zagrała spektakl ’’Otello’’, który zrobiony został 10 lat temu, gdy Ewa zaczynała swoją współpracę z Teatrem Modrzejewskiej w Legnicy. Teraz zagrała go z całym bagażem swoich 10-letnich doświadczeń, zarówno życiowych, jak i scenicznych. Czy nie kusił jej świat wielkich warszawskich scen? - Kiedy rozpoczęłam pracę w Legnicy, zaczęłam tak intensywnie grać, że nie było nawet czasu na rozglądanie się za innymi teatrami. Poza tym, choć czasem nie było kolorowo, to jest mi tu dobrze i robi się tu teatr taki, jaki mnie interesuje. Nie czułam nigdy potrzeby, żeby to zmieniać. Epizody z innymi teatrami miałam wcześniej, jeszcze na studiach. Współpracowałam z Teatrem Adsepctatores z Wrocławia, Teatrem Capitol oraz Teatrem Polskim we Wrocławiu. A sceny warszawskie? Może po latach skusiłabym się na jedną, czy dwie, gdyby przyszła taka propozycja. Póki co jestem w Legnicy, a w Warszawie udaje mi się grać legnickie przedstawienia . I to też jest fajne – dodaje z uśmiechem. Ulubiona rola teatralna? Jest wiele ról, które gostynianka lubi i takich spektakli, ale są też wyjątkowe role, a do takich należała rola Profesorowej Alkmeny Markiewicz w spektaklu Marcina Libera „III Furie”, bo w niej Ewa miała szansę powiedzieć widzom coś ważnego, a zarazem bolesnego, a jednocześnie pokazać kawałek swojej duszy. Mimo, że rola ta  psychologicznie  jest trudna do grania,  to gostynianka lubi do niej wracać.  
Nie samą sztuką żyje człowiek
Choć Ewa ma w swoim dorobku również role telewizyjne, zdecydowanie lepiej czuje się na deskach teatru. - Muszę czuć widza, jego oddech, śmiech, zakłopotanie, przerażenie, czasem nawet niechęć i to, co zdarza się przy III Furiach, łzy. Wtedy wiem, że było warto. Poza tym, każdy spektakl, choć ten sam, jest inny. W filmie wybierze się najlepsze ujęcie i tyle. Lubię być przed kamerą, ale może za mało było mi to dane, żeby ją pokochać – wyznaje Ewa Galusińska. Jednak nie samą sztuką żyje człowiek, dlatego teraz w życiu aktorki przyszedł czas na inną, ważną rolę. Po Antku, na świat przyszedł drugi syn Franio, który przewartościował wiele w życiu aktorki, która po rocznej przerwie, powoli wraca w wir szalonej pracy na scenie. Czy aktorce trudno było zdecydować się na zejście ze sceny i poświęcenie się macierzyństwu? Choć wiele aktorek ma z tym problem, Ewa jest zdania, że niczego nie straciła, wręcz przeciwnie – dużo zyskała. - Dzieci wiele mnie nauczyły i uczą. To dzięki nim zrobiłam role, które były nagradzane. To one otworzyły mi świat i pokazały, że jest jeszcze więcej i jeszcze dalej. W teatrze jest tak, że wybitne, świetne, ponadczasowe spektakle powstają raz na jakiś czas. To samo dotyczy ról. I może to przypadek, ale jakoś tak mi się udawało, że rodziłam dziecko i po powrocie pojawiały się fajne spektakle, fajni reżyserzy. Dlatego mówię zawsze, że nie ma się co bać, wszystko się pięknie ułoży. A odpoczynek od sceny na rzecz macierzyństwa, polecam. Naprawdę nabiera się dystansu. To wiele uczy i otwiera przestrzeń kosmiczną – mówi aktorka. Jej zdaniem, role się zdarzają i to nie aktor robi rolę, ale rola – aktora. - Tak naprawdę mam do odegrania w życiu największa rolę – rolę mamy. Ocenią ją za jakiś czas moi synowie Antek i Franek. I choć brawa, gratulacje i nagrody są przyjemne i są balsamem na ego aktora, to opinia moich synów będzie dla mnie najważniejsza – kończy gostynianka. 
Tekst: Honorata Jankowiak
Foto: archiwum teatru, Karol Budrewicz, Art & Action Photography Dawid Linkowski GTS

Zanim została aktorką, próbowała wielu innych rzeczy. To wcześniejsze doświadczenia pozwoliły jej dojrzeć do myśli, że to właśnie aktorstwo jest pasją, która intryguje i pociąga. - Po drodze było wiele prób, szkół, ale to wszystko czemuś służyło. Kształtowało mnie. Była chwila w studium piosenkarskim w Poznaniu, później Studium Wokalno – Aktorskie przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. Tam spotkałam pedagogów, którzy otworzyli mi mój umysł na to jak zaczęłam postrzegać świat i na to czego poszukuję w życiu. Wówczas zapadła decyzja o aktorstwie, a może raczej chęć próby kształcenia się w tym kierunku – wyznaje Ewa Galusińska. Wtedy postawiła sprawę jasno. Spróbuje tylko raz. - Jeżeli za pierwszym razem nie dostanę się do szkoły teatralnej, to znaczy, że się do niej nie nadaję…. i koniec. Wybrałam jedną ze szkół na zdawanie egzaminu, była to PWST we Wrocławiu i …. Udało się – opowiada aktorka.

Aktorstwo to ciężki kawałek chleba
Czym jest aktorstwo dla Ewy Galusińskiej? To ciężki kawałek chleba. Postać na scenie to efekt końcowy długich i żmudnych prac nad jej ukształtowaniem. - Ludzie często myślą, że to takie łatwe i przyjemne. Wychodzimy na scenę, nauczyliśmy się tekstu, mówimy go lepiej lub gorzej, wygłupiamy się lub płaczemy. Natomiast nie znają drugiej strony medalu, tych godzin i miesięcy żmudnej czasami pracy nad stworzeniem roli, przedstawienia. W dzisiejszych czasach byle pojawienie się w telewizyjnym show, serialu, reklamie robi z ludzi – tak to jest nazywane -aktorów, a to zwykli celebryci. Aktorstwo to coś głębszego, poważniejszego i wymagającego – wyznaje gostynianka. Dlatego nie każdy może być aktorem. Czy istnieje w takim razie przepis na aktorstwo? Nie zna go Ewa Galusińska, ale wie na pewno, że bez miłości do tego zawodu, który jest wymagający, bezkompromisowy i w którym jest się zawsze samemu, nic się nie uda. - Dlatego często powtarzam się, że artyści to motyle w zbroi. Coś jest na rzeczy…- dodaje. Mimo wielu wyrzeczeń, kocha ten zawód za to, że na scenie może być kim chce, każdym i zrobić wszystko i nikomu nie musi się z tego tłumaczyć. Czy pamięta swoją pierwszą rolę? Oczywiście. Ewa zagrała wtedy rolę kelnerki- Helenki w spektaklu ‘’Made In Poland’’ Przemysława Wojcieszka. Miała przyjemność grać z doświadczonymi aktorami Januszem Chabiorem i Erykiem Lubosem. -  Bałam się, że coś pójdzie nie tak z mojej strony, ponieważ scena w dużej mierze była improwizowana. I chłopaki, wyżeracze sceny, radzili sobie świetnie. Żonglowali tekstem, dowcipem i dramatem w tej scenie. I przyszedł czas, gdy Janusz totalnie mnie zaskoczył, nie pamiętam już dokładnie jakim tekstem i nie pamiętam co odpowiedziałam, ale po spektaklu przyszedł i powiedział ..no młoda dałaś radę, będą z ciebie ludzie – wspomina aktorka.

Tutaj jest teatr, który mnie interesuje
Ewa właśnie wróciła z Gdańska, gdzie w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim wraz z zespołem zagrała spektakl ’’Otello’’, który zrobiony został 10 lat temu, gdy Ewa zaczynała swoją współpracę z Teatrem Modrzejewskiej w Legnicy. Teraz zagrała go z całym bagażem swoich 10-letnich doświadczeń, zarówno życiowych, jak i scenicznych. Czy nie kusił jej świat wielkich warszawskich scen? - Kiedy rozpoczęłam pracę w Legnicy, zaczęłam tak intensywnie grać, że nie było nawet czasu na rozglądanie się za innymi teatrami. Poza tym, choć czasem nie było kolorowo, to jest mi tu dobrze i robi się tu teatr taki, jaki mnie interesuje. Nie czułam nigdy potrzeby, żeby to zmieniać. Epizody z innymi teatrami miałam wcześniej, jeszcze na studiach. Współpracowałam z Teatrem Adsepctatores z Wrocławia, Teatrem Capitol oraz Teatrem Polskim we Wrocławiu. A sceny warszawskie? Może po latach skusiłabym się na jedną, czy dwie, gdyby przyszła taka propozycja. Póki co jestem w Legnicy, a w Warszawie udaje mi się grać legnickie przedstawienia . I to też jest fajne – dodaje z uśmiechem. Ulubiona rola teatralna? Jest wiele ról, które gostynianka lubi i takich spektakli, ale są też wyjątkowe role, a do takich należała rola Profesorowej Alkmeny Markiewicz w spektaklu Marcina Libera „III Furie”, bo w niej Ewa miała szansę powiedzieć widzom coś ważnego, a zarazem bolesnego, a jednocześnie pokazać kawałek swojej duszy. Mimo, że rola ta  psychologicznie  jest trudna do grania,  to gostynianka lubi do niej wracać.  


Nie samą sztuką żyje człowiek
Choć Ewa ma w swoim dorobku również role telewizyjne, zdecydowanie lepiej czuje się na deskach teatru. - Muszę czuć widza, jego oddech, śmiech, zakłopotanie, przerażenie, czasem nawet niechęć i to, co zdarza się przy III Furiach, łzy. Wtedy wiem, że było warto. Poza tym, każdy spektakl, choć ten sam, jest inny. W filmie wybierze się najlepsze ujęcie i tyle. Lubię być przed kamerą, ale może za mało było mi to dane, żeby ją pokochać – wyznaje Ewa Galusińska. Jednak nie samą sztuką żyje człowiek, dlatego teraz w życiu aktorki przyszedł czas na inną, ważną rolę. Po Antku, na świat przyszedł drugi syn Franio, który przewartościował wiele w życiu aktorki, która po rocznej przerwie, powoli wraca w wir szalonej pracy na scenie. Czy aktorce trudno było zdecydować się na zejście ze sceny i poświęcenie się macierzyństwu? Choć wiele aktorek ma z tym problem, Ewa jest zdania, że niczego nie straciła, wręcz przeciwnie – dużo zyskała. - Dzieci wiele mnie nauczyły i uczą. To dzięki nim zrobiłam role, które były nagradzane. To one otworzyły mi świat i pokazały, że jest jeszcze więcej i jeszcze dalej. W teatrze jest tak, że wybitne, świetne, ponadczasowe spektakle powstają raz na jakiś czas. To samo dotyczy ról. I może to przypadek, ale jakoś tak mi się udawało, że rodziłam dziecko i po powrocie pojawiały się fajne spektakle, fajni reżyserzy. Dlatego mówię zawsze, że nie ma się co bać, wszystko się pięknie ułoży. A odpoczynek od sceny na rzecz macierzyństwa, polecam. Naprawdę nabiera się dystansu. To wiele uczy i otwiera przestrzeń kosmiczną – mówi aktorka. Jej zdaniem, role się zdarzają i to nie aktor robi rolę, ale rola – mówi aktora. - Tak naprawdę mam do odegrania w życiu największa rolę – rolę mamy. Ocenią ją za jakiś czas moi synowie Antek i Franek. I choć brawa, gratulacje i nagrody są przyjemne i są balsamem na ego aktora, to opinia moich synów będzie dla mnie najważniejsza – kończy gostynianka. 

Tekst: Honorata Jankowiak
Foto: archiwum teatru, Karol Budrewicz, Art & Action Photography Dawid Linkowski GTS

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%