Nie wybiera drogi na skróty, nie wykupuje wycieczek w biurach podróży i nie sypia w wygodnych hotelach – Piotr Markowski, sercem gostynianin, a dzięki pasji obywatel świata. Dokładnie pięć dni temu wyruszył w ponad dwutygodniową podróż rowerem po szlakach Annapurny w Nepalu. Podróżnik starannie przygotowywał się do eskapady, której celem jest poznanie własnych możliwości.
Piotr Markowski ma 38 lat i na co dzień mieszka w Warszawie. Jednak jak sam o sobie mówi, czuje się gostynianinem, gdzie urodził się i wychowywał. Obecnie pracuje jako dziennikarz sportowy w kanale sportowym TVP Sport i dosłownie łączy pasję z pracą, których wspólnym elementem jest rower. Pan Piotr jest autorem licznych materiałów o kolarstwie – twórcą między innymi kronik Tour de Pologne, filmu "Historia kolarstwa polskiego" oraz autorem programu "Tytani szos". Obecnie pisze książkę o kolarstwie. Pasją do dwóch kółek zaraził go ojciec. - Od dzieciństwa jeździliśmy na rowerach. Ta pasja została do dziś. Podróże czasami w nieznane i zdobywanie kolejnych szos czy górskich szlaków stały się nieodzowną częścią mojego życia - mówi Piotr Markowski. - Przejechałem już tysiące kilometrów - dodaje.
Jednak to był dopiero trening przed prawdziwie trudną podróżą. W czwartek 27 marca pan Piotr wyleciał z warszawskiego Okęcia do New Dehli w Indiach. Następnie autobusem do nepalskiej granicy i dalej już rowerem do miejscowości Pokhara, a stamtąd w wysokie góry prosto na szlak Annapurna Circuit. - To znany szlak trekkingowy dookoła Annapurny. Przyjdzie mi się zmierzyć z wjazdem na przełęcz Thorung La 5416 m n.p.m. i być może jeszcze wyżej. Wszystko zależy od czasu i warunków pogodowych. W dolinach będzie około plus 30 stopni Celsjusza, a wysoko w górach nawet do minus 20 stopni - mówi Piotr Markowski. - Generalnie ludzie nie jeżdżą rowerami tak wysoko. To jest znany z poradników szlak turystyki, ale pieszej - zaznacza. - Pomyślałem sobie, dlaczego by tego nie zrobić na rowerze. Zawsze dużo chodziłem po górach, jeździłem rowerem - wspomina. - Odkąd pamiętam preferowałem turystykę z plecakiem, a teraz z oszczędności czasu robię to na rowerze. Kierunek podróży też nie jest przypadkowy. Od dłuższego czasu myślałem o podróży w Himalaje. Nikt nie musiał mnie do niej namawiać - stwierdza.
To pierwsza tak daleka wyprawa rowerowa pana Piotra do kraju azjatyckiego. Czy będzie to podróż samotna? To dopiero się okaże. - Bywałem wysoko w górach, ale nigdy tak wysoko. Nie wiadomo, jak zachowa się mój organizm. Wiadomo, że w wysokich partiach jest niższe ciśnienie, mniej tlenu. Człowiek strasznie się męczy, a kilometry i przewyższenia trzeba pokonać - mówi Piotr Markowski. – Jadą łącznie 22 osoby, więc samotnie nie wyruszam. Nie wiadomo tylko, jak to będzie z tempem poszczególnych osób na trasie, być może porozdzielamy się i pojedziemy małymi grupkami, a może samotnie? Nie wiem. Wszystko wyjdzie w praniu, trudno na razie cokolwiek przewidywać. Każdy może czuć się inaczej. Jednak w górach zawsze lepiej mieć kogoś obok siebie - stwierdza cyklista.
Planowana trasa przejazdu to 1500 kilometrów, co najmniej 100 - 130 km dziennie. W otoczeniu wspaniałości dziewiczej przyrody pan Piotr spędzi ponad dwa tygodnie. Powrót planowany jest na 14 kwietnia. Łatwo nie będzie, zapowiada, lecz pomimo ogromnego wyzwania Piotr Markowski twierdzi, że nie odczuwa strachu. - Czekają mnie dwa bardzo potężne podjazdy, będą to trasy po kilkadziesiąt kilometrów. Bywałem na czterotysięcznikach. Trudno było czasem znaleźć w sobie siły na podejście, na zawiązanie sznurówek w bucie. Tutaj czeka mnie prawdziwa walka, ale jestem dobrej myśli - mówi podróżnik.
Jak przygotować się do takiej wyprawy? Lista spraw była długa, ale jak podkreśla cyklista, najważniejsza jest kondycja. - Cały rok jeżdżę rowerem. Nie ma tygodnia, którego nie spędziłbym na dwóch kółkach. Natomiast do wyprawy na szlak Annapurny intensywnie trenowałem od września. W ramach przygotowań wykonałem między innymi pętlę dookoła Tatr. Wyjechałem z Bukowiny Tatrzańskiej, dalej prze Łysą Polanę, na Słowację i z powrotem do Bukowiny. Była to trasa około 240 kilometrów. Przemierzałem Turbacz zimą, kąpałem się w przeręblach, aby zahartować organizm. Ponadto spędzałem czas na rowerze treningowym w domu - mówi Piotr Markowski, dodając, że łącznie było to kilka tysięcy kilometrów. - Pod względem fizycznym jestem przygotowany, mentalnie też jest dobrze - podkreśla.
Waga całości ekwipunku wraz z rowerem jest ograniczona do minimum. W sakwach znajdą się jedynie najpotrzebniejsze rzeczy. - Rower waży około 9,5 kg, sakwy najwyżej 15 kg. Każdy kolejny kilogram mógłby się okazać ogromnym ciężarem. Jedzenia ze sobą nie zabieram, to nierealne. Przeglądałem dokładnie mapy. Po drodze będę mijał wioski nepalskie i jedzenie raczej uda się kupić. Poza tym zawsze, gdy jestem za granicą, lubię jeść to, co mieszkańcy danego kraju. To sama przyjemność. Także nie zabieram ze sobą żadnych gorących kubków - śmieje się pan Piotr. - A czy nie będę potem dwa dni siedział głodny, to się okaże - dodaje.
Pan Piotr stawia sobie kilka celów. - Ta podróż jest na pewno sprawdzeniem charakteru i własnych możliwości. Poza tym zawsze chciałem zobaczyć te majestatyczne szczyty. Zapewne będzie to coś niesamowitego. Jest tam wszechobecna cisza, spokój, trudno napotkać innych ludzi. Nie ma elektroniki, nikt nie dzwoni... Można odpocząć i pobyć trochę ze swoimi myślami. Liczę, że wrócę odmieniony - mówi Piotr Markowski. - Ponad dwa tygodnie bez kontaktu z cywilizacją każdemu dobrze zrobi - dodaje.
Na pytanie, czy wyprawa bezdrożami Nepalu jest podróżą życia, pan Piotr odpowiada stanowczo, że nie. - Nie jest to podróż życia, ale jedna z najniebezpieczniejszych póki co. Na pewno nie zamierzam na niej poprzestawać. Jest jeszcze kilka miejsc, które chciałbym odwiedzić i rzeczy, które chciałbym zrobić. Celem tej wyprawy jest zobaczyć najwyższe góry świata, zmierzyć się z nimi na rowerze - podsumował Piotr Markowski.
Pan Piotr to prawdziwy obieżyświat. Do tej pory zwiedził między innymi wszystkie kraje europejskie, państwa byłego związku radzieckiego, kraje nadbałtyckie, Stany Zjednoczone i Kanadę. W planach ma jeszcze Amerykę Południową i Środkową. I jak sam mówi, na wszystko przyjdzie czas, bo trudno mu usiedzieć w jednym miejscu.
MiS
0 0
czyżby szopen? jeśli mnie pamięć nie myli - do ogólniaka z pępowa dojeżdżał.
0 0
Przecież to rodowity Pepowianin a nie gostynianin.
0 0
Ale numer!super sprawa.pogratulowac tylko.trzymamy kciuki.
0 0
zgadza się, mój brat sercem z Pępowem cały czas!
0 0
Szopen - Ty nigdy nie byłeś normalny :-) -w dobrym tego słowa znaczeniu
Trzymamy kciuki i po przyjeździe meldujesz się w Gostyniu - dla nas zawsze byłeś i będziesz Gostyniakiem - pozdrawiamy RP i TK
0 0
szopenos.dajesz
0 0
zawsze miał adhd :-D
0 0
Szalony Szopen.Znam go od dzieciństwa, wychowywaliśmy sie na tym samym podworku,a wlaściwie blokowisku:-)Zawsze zwariowany!!! Pozdrawiam -Rybka.
0 0
Witaj, z postu wnioskuje ze chodzi o trase do okola Annapurny. Wyzej kolego nie wjedziesz tym rowerem jak tylko na przelecz throng la pass. Wyzej zaczyna sie tylko granica wiecznego lodu , a po lodzie raczej nie bedziesz wjezdzal na szczyt ? :) Jesli chodzi o wysokosc z jaka bedziesz sie musial zmiezyc potrzebne Ci bedzie kilka dni aklimatyzcji na okolo 3000 tys metrow, np w Manang ( w okolicy sa dwa miejsca na aklimatyzacje, lodowiec gangapurny na wysokosci ok 4100 m npm oraz ice lake na wysokosci 4600 metrow. Bedziesz mial do pokonania kilka trudnych wjazdow i najwiekszym wyzwaniem bedzie wjazd na przelecz throng la - z ostatniej bazy ( high camp ) trasa idzie prwie 90 stopni w pionie i bedziesz musial pokonac 1000 metrow wysokosci w jeden dzien plus zjazd - musisz to dokonac bo po opuszczeniu ostatniej bazy nie ma juz bzy noclegowej , musisz dojechac do najblizszej wioski Muktinath. Aklimatyzacja to koniecznosc - chorobwa wyokosciowa moze zbic. Aha nie wiem dokladnie co masz na mysli piszac ze trasa ma 1500 km, liczac od Beni gdzie zaczyna sie szlak a konczac trase do okola annapurny to nieco ponad 200 km tylko ale moge sie myslic, wiec chyba zamierzasz zrobic niezly off the beaten truck tym rowerem. Mimo wszystko pozdrawiam i zycze udnej wprawy - Nepal to magiczne miejsce na ziemi, moj drugi dom
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz