Wiadomości

Zamknij

Sercem Gruzinka, talentem świata obywatelka - wywiad z Naną Kobaladze

09:16, 17.01.2013

Kilka minut przed 18.00 zasiadam na widowni sali koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej im. J. Zeidlera w Gostyniu. Czekam na Koncert Noworoczny. Po występach uczniów i absolwentów na scenę wychodzi ciemnowłosa, skromna kobieta w „małej, czarnej” i narzuconym na ramiona zwiewnym, wiśniowym żakiecie. Siada przy fortepianie. Od tej chwili staję się świadkiem magii. Kolejne dźwięki rysują w mojej wyobraźni niesamowite obrazy zdarzeń, których nigdy przecież wcześniej nie widziałam. Fortepian „krzyczy” pod naporem delikatnych palców, a temperament pianistki powoduje, że widownia poza falą różnorodnych uczuć poznaje zupełnie nowe, drapieżne oblicze szkolnego fortepianu. Gdy artystka zaczyna śpiewać znaną pieśń „Suliko” wzruszenie zalewa salę. Po kilku bisach i owacji na stojąco zachwytom nie ma końca.

Sprawcą wachlarza tych niecodziennych emocji była Nana Kobaladze, gruzińska pianistka i kompozytorka, osoba o wielkiej duszy szczególnie wrażliwej na piękno. O jej twórczości, życiowych wzlotach i upadkach oraz wielkiej miłości do Gruzji opowiedziała w wywiadzie dla Gostyń24.

Marta Kulak: Czym jest dla Pani muzyka?

Nana Kobaladze: Muzyka to moje życie. Człowiek z czasem zaczyna rozróżniać głębię prawdziwej sztuki. To zwyczajnie dyktuje serce i muzyka dla mnie jest właśnie taką głębiną, w której odkrywam za każdym razem nowe obszary.

MK: Co próbuje Pani wyrazić, przekazać słuchaczowi poprzez swoje utwory?

NK: Pragnę przekazać moje osobiste przeżycia. Opowiadam muzyką o swoim życiu, o tym dobrym i o tym złym, ale zawsze o moim własnym, indywidualnym. Mówię zarówno o drobnych szczęśliwych chwilach, jak i o ludzkich dramatach. Gram obrazami. Na przykład gdy pada śnieg czy deszcz - tworzy się w mojej głowie obrazek, który później przekazuję swoją muzyką. Staram się, by słuchacz zobaczył obrazy, które ja widzę. W pewnym stopniu narzucam mu, co powinien dostrzec.

MK: Który spośród zagranych przez Panią na koncercie w Gostyniu utworów jest najbliższy Pani sercu i dlaczego?

NK: Najbliższy mojemu sercu jest utwór „Konie”. Łączy się z nim długa i smutna dla mnie historia. Miałam przyjaciela jeden raz w życiu, był nim koń, z którym bardzo się zżyłam gdzieś na stepach dalekiej Azji, w Mongolii. Nazywał się Choco. Nasza przyjaźń zakończyła się jednak tragicznie, Choco zginął, a ja straciłam przyjaciela. Obraz tego konia został na zawsze w mojej pamięci, sercu i muzyce. Zawsze gdy gram ten utwór robię to dla niego, dla Choco. To jest mój talizman.

MK: Kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęła Pani swoją przygodę z muzyką?

NK: Byłam wtedy małą, sześcioletnią dziewczynką. Gra na fortepianie była marzeniem mojej babci, która zaopiekowała się mną, gdy straciłam rodziców jako roczne niemowlę. Jak każde normalne dziecko nie chciałam regularnie ćwiczyć, bo wolałam robić to, co inni w moim wieku. Czasami moje próby buntu kończyły się nawet laniem, ale cóż… gruziński temperament. Musiało minąć trochę czasu, bym odkryła tę naprawdę silną, prawdziwą miłość do muzyki.

MK: Jak przebiegały kolejne etapy Pani kariery i co było głównym celem Pani działań?

NK: W momencie, gdy byłam na etapie pracy w Filharmonii Narodowej w Tbilisi zrozumiałam, że muszę zająć się czymś innym. Czułam, że muszę jeszcze coś zrobić w moim życiu. Wprowadzanie tych zmian rozpoczęłam od pisania piosenek, jednak nigdy nie chciałam zostać amatorem i wciąż dążyłam do absolutnego profesjonalizmu. Dlatego mając już muzyczne wykształcenie wróciłam do konserwatorium i zaczęłam studiować kompozycję. Chciałam sama tworzyć. Kompozycja dawała mi taką możliwość i przez to stała się moim wielkim życiowym celem. Tę przemianę i moment krytyczny mojej muzycznej drogi przeżywałam dość późno, bo w wieku 32 lat. Byłam wtedy koncertmistrzem i dysponowałam stałym repertuarem. Do zmian pchnęła mnie potrzeba stworzenia czegoś zupełnie nowego, mojego, osobistego. Od tego momentu rozpoczęłam nową erę i nabrałam nowego, świeżego spojrzenia na muzykę.

MK: Który etap muzycznej kariery wspomina Pani z największym wzruszeniem?

NK: Ze łzami w oczach wspominam pracę w Teatrze Opery i Baletu w Ułan Bator w Mongolii. Był to niezwykle ciekawy, wyjątkowy etap mojej twórczości. Kończąc kontrakt otrzymałam za swoją pracę nagrodę ministra kultury za wkład w rozwój narodowej kultury Mongolii. To dla mnie wielkie wyróżnienie, gdyż otrzymało ją tylko dwóch obcokrajowców.

MK: Co uważa Pani za swój największy do tej pory sukces?

NK: Źle się ocenia własną twórczość. Mam niespokojną duszę i trudno mi znaleźć coś wyjątkowego z przeszłości. Mam nadzieję, że to coś czeka na mnie w przyszłości, bo przecież ciągle tworzę i komponuję.

MK: Wiem, że jest Pani również pedagogiem.. Czy uczenie gry na fortepianie jest równie pasjonujące jak komponowanie czy koncertowanie? Co sprawia Pani najwięcej radości i satysfakcji?

NK: To trudne pytanie… Lubię pracować z dziećmi jako pedagog, indywidualnie, tak jak sama chcę. Każde dziecko to talent, nieoszlifowany diament, powiew świeżości. Taka praca przynosi wiele radości. Zdecydowanie jednak większą satysfakcję daje mi twórczość, bo gdy przychodzi muza należy jej szybko otworzyć drzwi, by nie odeszła. Każdy moment zastanowienia może okazać się bardzo drogi.

MK: Gdyby dziś miała Pani uczyć sześcioletnią siebie, zmierzyłaby się Pani z tym zadaniem?

NK: Często pracowałam z uczniami, takimi jak ja w dzieciństwie, którzy zwyczajnie nie chcieli. Nigdy nie zakładałam, że zrobię z nich pianistów. Chciałam tylko uwrażliwić ich na piękno muzyki, by ją zrozumieli. Później sami musieli dokonać wyboru, kim chcą być. Myślę, że gdybym była wychowywana tak, jak dziś chowa się dzieci, moje życie potoczyłoby się w zupełnie innym kierunku. Prawdopodobnie czułabym większą potrzebę pokazywania się i miałabym więcej ku temu możliwości, jednak jestem pewna, że byłabym mimo wszystko silnie związana z muzyką.

MK: Pozostawiając na moment muzykę troszkę z boku, chciałabym się dowiedzieć, jakie jest Pani ulubione miejsce na Ziemi?

NK: Jeżeli mówimy o twórczości to wszystko jedno gdzie się znajduję, po prostu tworzę, pracuję i mogę to robić wszędzie. Jeśli natomiast chodzi o odczucia osobiste to jestem w kłopotliwej sytuacji. Przemieszczam się między Gruzją, a Czechami, gdzie mieszka i pracuje mój mąż. Gdy jestem w Gruzji tęsknię za Czechami, natomiast gdy odwiedzam Pragę - bardzo chcę do Tibilisi.

MK: Co Gruzja – kraj, z którego Pani pochodzi i jak wnioskuję - Pani wielka miłość, ma w sobie wyjątkowego?

NK: Pytanie dlaczego Gruzja - odpowiedź wydaje się prosta. To są moje korzenie, moja religia. Od tego nie potrafię się oderwać. Gruzja to zew krwi. Nie potrafię wytłumaczyć tej miłości, bo to nie kwestia rozumu, lecz czegoś nieopisanego, leżącego głęboko w sercu.

MK: Jak trudności, z którymi borykała się Gruzja wpłynęły na Panią? Jaki to był dla Pani czas?

NK: Wojna domowa w Gruzji była najgorszym, co mogło mnie spotkać. Ludzie stracili wszystko, swoje domy, ziemie, bliskich. Jednak zawsze w człowieku pozostaje odrobina nadziei, bo życie nie stoi w miejscu. Właśnie nadzieja na lepszą przyszłość pomaga nam żyć i przetrwać, bo skoro jest tak źle, to może być przecież już tylko lepiej. Ten okres fatalnie wpłynął na moją twórczość. Jeżeli człowiek nie ma chleba ani elektryczności to nie potrafi myśleć o sztuce. W takich skrajnych sytuacjach geniusz będzie tworzył mimo wszystko, normalny człowiek natomiast będzie walczył, by przetrwać za wszelką cenę. Ja nie jestem geniuszem, dlatego przetrwanie było dla mnie w tym okresie priorytetem. Straciłam rodzinę, przyjaciół, swój dom, straciłam wszystko. Takie przeżycia pozostają gdzieś w człowieku na bardzo długo, jeśli nie na zawsze. Nadal boję się, że to może się powtórzyć. Oczywiście na większość spraw, które się wtedy działy nie miałam wpływu i nie były one ode mnie zależne. Dziś pewnie moje „małe” wybory byłyby inne, ale prawdopodobnie niewiele by to zmieniło.

MK: Dlaczego mimo wszystkiego co się wydarzyło, nie opuściła Pani Gruzji i nie wyjechała?

NK: Miałam możliwość wyjazdu, ale czułam coś, co działało jak magnes. Podświadomość mówiła mi, że w takiej sytuacji muszę zostać z moim narodem, czułam się Gruzinką bardziej niż kiedykolwiek. Otrzymałam dwukrotnie wizę do USA, ale nie byłam w stanie wyjechać.

MK: Postać jakiego Polaka jest najbardziej znana i rozpoznawana przez Gruzinów, jeśli takowy w ogóle istnieje? Dlaczego jest on aż tak ceniony i w czym objawia się ten pozytywny stosunek?

NK: W ostatnich latach najbardziej popularną postacią pochodzącą z Polski był prezydent Lech Kaczyński. My, Gruzini cenimy go za to, że wyciągnął do nas pomocną dłoń w najgorszych chwilach. Kaczyński pojawił się w Gruzji w momencie, gdy cały świat o nas zapomniał. Był to niesamowicie trudny moment, dlatego szanujemy go za ten gest. W centralnej części Tibilisi ustawiono na jego cześć tablicę pamiątkową i nazwano jego imieniem jedną z ulic.

MK: W trzeciej części naszej rozmowy chciałabym porozmawiać o Gostyniu. Jak podoba się Pani nasze miasteczko? Jak odbiera Pani napotkanych tu ludzi?

NK: W Gostyniu jestem po raz drugi. Bardzo mi się tu podoba. Tym razem udało mi się nawiązać kulturalny kontakt z miastem, natomiast poprzednio mogłam przyjrzeć się okolicy. Wyczuwam, że mieszkają tu dobrzy i serdeczni ludzie. Mam też wrażenie, że są bardzo gospodarni i pomysłowi. Gostyń to dla mnie przykład małego, aktywnego miasteczka. Podczas koncertu poczułam ciepło wschodu. Nie wyobrażałam sobie, że mogę przekazać utworami tyle energii. Zaskoczyła mnie również niesamowita reakcja publiczności, która czerpała ode mnie to, co najlepsze. To fantastyczne uczucie, gdy miedzy tobą a widownią tworzy więź, a ludzie stają się cząstką twojego obrazu. Jestem ogromnie wdzięczna wczorajszej publiczności.

Marta Kulak

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (2)

olkaolka

0 0

Wzruszyłam się wypowiedzią nieznanej mi artystki...

09:48, 17.01.2013
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

należą się przeprosinależą się przeprosi

0 0

Zarówno koncert jak i gruzińska artystka absolutnie wyjątkowe.
Nie sprostała tylko Szkoła Muzyczna udostępniając mały,szkolny fortepian zamiast koncertowego "Kawai",który przecież posiada...w dodatku nie przygotowany do występu tej klasy muzyka -nie nastrojony. Przykre i trudne do zrozumienia.

11:33, 17.01.2013
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu gostyn24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%