REKLAMA

Wszystko zaczęło się od ścianki wspinaczkowej w rodzinnej Krobi

08:15, 10.02.2018 | Honorata Jankowiak
REKLAMA
Skomentuj

Grotołaz przesiąknięty pasją wspinania się. Członek Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego i międzynarodowy ratownik wysokościowy. W zeszłym roku był częścią 26 wyprawy eksploracyjnej Picos de Europa, która zaowocowała połączeniem dwóch jaskiń w Hiszpanii, a w grudniu zwisał na wysokości kilkuset metrów zawieszony na najwyższym budynku świata w Dubaju. - Moje serducho działa powierzchniowo. Jestem tylko zwykłym chłopakiem z małego miasta, który robi coś innego. To jest coś niesamowitego, gdy jesteś do góry, a twoje ciało prawie nic nie waży i jesteś bezwładny (...) - mówi pochodzący z Krobi 22-letni Filip Jankowiak.

Wszystko zaczęło się od ścianki wspinaczkowej w rodzinnej Krobi. To tam Filip odkrył swoją pasję wysokościową. - Po trzech miesiącach pojechałem na swoje pierwsze zawody do Poznania, gdzie nieźle dostałem w kość i zająłem trzecie miejsce od końca. Ale nie zraziłem się tym. Brałem udział w kolejnych zawodach, z mniejszymi i większymi sukcesami. Zająłem między innymi trzecie miejsce w Międzynarodowych Zawodach Wspinaczkowych w Kijowie – wspomina Filip Jankowiak. Ponieważ zależało mu na dalszym rozwoju, zdecydował o przeprowadzce do Poznania. Tam podjął pracę w sklepie górskim „Taternik”. - Zostałem wyszkolony przez Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego, gdzie zauważono we mnie małą perełkę, którą trzeba oszlifować i zaproponowano mi pracę – kontynuuje. Potem pojawiła się opcja wyjazdu do Hiszpanii w ramach 26 wyprawy eksploracyjnej Picos de Europa 2017, której częścią stał się również Filip. - Połączenie jaskiń ze względu na duże ilości śniegu i lodu przez wiele lat było niemożliwe. W zeszłym roku śnieg na tyle stopniał, że umożliwił przeciśnięcie się między granicą lodu a ścianą skalną i udało się połączyć jaskinie. Wyprawa zaowocowała znalezieniem połączenia pomiędzy odkrytą w 2007 roku jaskinią Pozu de la Toree Santa Maria, a znanym wcześniej systemem Cemba Vieya. Łącznie osiągnęliśmy 957 m deniwelacji, a więc różnicy pomiędzy najwyższym a najniższym miejscem w połączonych jaskiniach, dzięki czemu jest to obecnie największy system jaskiniowy w tym rejonie – wyjaśnia Filip. Picos de Europa to najwyższe pasmo Gór Kantabryjskich, od północy zamykających Półwysep Iberyjski. Zajmuje łącznie powierzchnię około 700 km². O atrakcyjności tych gór świadczy fakt, że już w 1918 roku został utworzony w masywie zachodnim Park Narodowy. Czym dokładnie zajmował się Filip w czasie tej wyprawy? - Moim zadaniem było dzidowanie, którego celem było pogłębienie jaskini do 1 km. Wczołgiwałem się w szczelinę pełną luźnych skał, by ją drążyć. Niebezpieczeństwem były spadające na mnie kamienie, przed którymi musiałem uciekać – mówi. Wśród ponad 20 członków wyprawy znalazła się między innymi tegoroczna samotna zdobywczyni bieguna południowego - Małgorzata Wojtaczka, a dla Filipa udział w wyprawie był niesamowitym doświadczeniem, które pozwoliło mu poczuć się pełnoprawnym grotołazem.

Zawieszony na najwyższym budynku świata
Pasja wspinaczkowa popycha Filipa do zdobywania kolejnych umiejętności i podnoszenia kwalifikacji. Od grudnia zeszłego roku jest międzynarodowym ratownikiem wysokościowymi i właśnie pod koniec ubiegłego roku miał okazję podjąć się ciekawego wyzwania. Był częścią międzynarodowego zespołu ludzi, którzy zawieszeni na wysokości kilkuset metrów, zakładali iluminacje świetlne (panele ledowe) na najwyższym budynku świata Burdż Chalifa w Dubaju. Burdż Chalifa to jeden z najbardziej spektakularnych elementów dubajskiej scenografii, słynny na cały świat wysokościowiec, który jeszcze przed ukończeniem budowy został okrzyknięty najwyższą lądową konstrukcją budowlaną, jaką kiedykolwiek wzniesiono. W jaki sposób Filip stał się częścią tego projektu? To była zaskakująca propozycja. - Zadzwonił do mnie nagle znajomy i nie zdradzając szczegółów poprosił, bym w trybie natychmiastowym wysłał swoje CV wraz z innymi dokumentami pod wskazany adres e-mailowy. Nie wiedziałem wtedy o jakie zlecenie chodzi. Znajdowałem się akurat w Katowicach. Znajomy powiedział, że muszę się szybko spakować, bo następnego dnia w południe mam lot do Dubaju. Dopiero w samolocie dowiedziałem się co dokładnie będziemy robić w Dubaju i na jakiej wysokości będę pracować – opowiada Filip i przyznaje, że praca w Dubaju była zleceniem w specyficznych warunkach, gdyż standardy europejskie tam nie obowiązują. - Zaczynaliśmy od około 200 metrów wysokości, a najwyżej byliśmy na wysokości 700 metrów – to była najwyższa wysokość, na jakiej dotychczas zdarzyło mi się pracować – kontynuuje Filip i podkreśla, że w pracy na wysokości najważniejszą kwestią jest przestrzeganie zasad bezpieczeństwa. - Jeden błąd oznacza śmierć, dlatego przy większych podmuchach wiatru nie mogliśmy pracować – mówi. Pobyt w Dubaju, oprócz pracy na wysokości, był też dla Filipa okazją do tego, by dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy na temat budynku Burdż Chalifa, a także miejscowej kultury. - Oprócz technik linowych, które niezbędne były do wykonywania tej pracy, musieliśmy też poznać miejscową kulturę, by dowiedzieć się co nam wolno, a czego nie. I tak dowiedzieliśmy się, że na kobietę w burce nie wolno nam patrzeć dłużej niż 2 sekundy, nie wolno też dyskutować z rdzennym mieszkańcem, bo on ma zawsze rację. Pies jest zwierzęciem nieczystym, gdyż w kulturze Islamu głęboko zakorzeniona jest legenda, jak to właśnie pies pogryzł proroka Mahometa. Koty natomiast są święte i nie można ich dotknąć. Europejczykowi trudno jest to wszystko zrozumieć, ale musieliśmy – wyjaśnia. Co było najtrudniejsze w czasie samej pracy na najwyższym budynku świata? - Zdecydowanie warunki pogodowe – mówi Filip. - W ciągu dnia pracowaliśmy przy temperaturze około 60 stopni. W szybach znajdują się elementy srebra, co przy kontakcie ze słońcem powodowało szalenie odczuwalne dla nas uderzenie gorąca. Gdy zdarzyło mi się założyć kask na nieosłoniętą głowę, słońce wypaliło mi fragment skóry – opowiada. Dlatego tak ważne było w pracy na wysokości dokładne osłonięcie każdej części ciała przed słońcem. Sam budynek, jak podkreśla Filip, jest niezwykle ciekawą konstrukcją. – Waży 500 tys. ton, a jednorazowo wejść może do niego 32 tys. osób, a dziennie zużywa prądu tyle co Gostyń – opowiada. Burdż Chalifa ma 240 kondygnacji. Konstruktorzy budynku mogą pochwalić się ponad tysiącem apartamentów, 37 piętrami biur i 160 pokojami hotelowymi zaprojektowanymi przez Armaniego. Niższe piętra zajmuje hotel Armani, na kondygnacjach od 19 do 108 usytuowanych jest 900 prywatnych mieszkań, a na najwyższych piętrach mieszczą się biura i luksusowe apartamenty. Na 124 piętrze wieżowca (442 metry nad ziemią!), umieszczono taras widokowy At The Top. Turystów zawozi tam dwupiętrowa, najszybsza winda na świecie (18 m/s).

Inny niż wszyscy
Filip przyznaje, że wysokości potrzebuje jak tlenu. - Zawsze byłem specyficzny i inny niż wszyscy. Moje serducho działa powierzchniowo – mówi Filip Jankowiak. I dodaje: - Jestem tylko zwykłym chłopakiem z małego miasta, który robi coś innego. Dlaczego kręci mnie właśnie wysokość? - To jest coś niesamowitego, gdy jesteś do góry, a twoje ciało prawie nic nie waży i jesteś bezwładny, widzisz wszystko z góry...Jesteś zdany tylko na siebie i swoich towarzyszy. Piękna sprawa. Tylko to potrafię robić. Żyję ze sznurów. Ta praca daje mi szansę znalezienia się w miejscach, gdzie przeciętny człowiek nigdy się nie znajdzie, na przykład we wnętrzach elektrowni czy bazach wojskowych – mówi Filip, który nie wyobraża sobie robić w życiu czegoś innego. - To siedzi w środku i dopóki będę mógł, będę to robił – wyznaje. Czy zdarzyły mu się ekstremalne sytuacje, w których poczuł zagrożenie swojego życia? Filip przyznaje, że była jedna taka sytuacja. - W czasie pracy przy elektrowni, gdy wisiałem na wysokości 70 metrów na dość luźnym elemencie, który ważył 40 ton i miał 30 metrów wysokości. Zblocze dźwigu, które ważyło 7 ton, oparło się o element i po opuszczeniu go na dół, spadło, uderzając wahadłem. I tak wisząc, kołysałem się przez kilka minut z tym elementem.. Serce mi waliło i wszystko widziałem w zwolnionym tempie... - opowiada. Filip wciąż się rozwija, a wkrótce zdobędzie uprawnienia do sprawdzania stanu technicznego wiatraków wodnych. Jakie kolejne plany zawodowe na bieżący rok? - Powstał luźny pomysł wyjazdu na kilka miesięcy do Stanów Zjednoczonych. Miałem też propozycję montowania radarów w Omanie, a aktualnie realizuję projekt dla NATO - opowiada Filip. Nie potrafi żyć bez wspinania się i robi to nawet w czasie wolnym, preferując sportowy bouldering - wspinaczkę po zazwyczaj wolnostojących, kilkumetrowych blokach skalnych bez użycia asekuracji liną. Czy ma wymarzone miejsce, gdzie chciałby się kiedyś powspinać? - Zdecydowanie Guilin w Chinach. Ogromne szczyty skalne porośnięte lasami to mój cel na przyszłość – mówi Filip, który wiosną planuje zdobyć uprawnienia na samodzielnego skoczka spadochronowego. Dlaczego? - Bo chcę wchodzić na szczyty, a potem z nich skakać – kończy Filip.

 

 

(Honorata Jankowiak)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

ertaerta

2 0

Gratuluje Filip twojej odwagi i zdolności. 20:47, 10.02.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© gostyn24.pl | Prawa zastrzeżone | 2018