Zamknij
REKLAMA

Z pozdrowieniami dla czytelników Gostyn24

08:41, 18.01.2019 | Klaudia Łączkowicz
REKLAMA

Pod koniec grudnia już znany muzyk, lider zespołu „Ich Troje” Michał Wiśniewski po raz kolejny złożył przedświąteczną wizytą w Domu Dziecka w Bodzewie. Jak zawsze Michał obdarował dzieciaki prezentami i rozmawiał dużo z podopiecznymi. Udzielił też wywiadu portalowi Gostyn24.pl, w którym opowiadał o sobie i o wychowaniu w rodzinie, a także relacjach rodziców z dziećmi. Nie zabrakło też serdecznych pozdrowień dla całego Gostynia i dla czytelników naszego portalu.

Michał, co czujesz i jakie towarzyszą Ci emocje, kiedy odwiedzasz Domy Dziecka?
Wydaje mi się, że podchodzę do tego mało emocjonalnie. Dla mnie to nie jest nic nowego, ani dziwnego, ponieważ ja stamtąd jestem. Oczywiście zmieniły się czasy, odwróciły się role, ale czuję się tam jak u siebie.

Jak Twoim zdaniem wygląda sytuacja w Domach Dziecka? Dzieciaki mają dobre warunki, czy zdarza się, że te warunki są nieco gorsze?
To wszystko zależało, zależy i będzie zależeć od gospodarza. Grzechem byłoby powiedzieć, że dzieci nie mają dobrych warunków. Tu należy zadać sobie pytanie, czy w więzieniach powinno być Playstation? Ostatnio Anders Breivik, morderca i terrorysta odsiadujący wyrok, przez którego zginęło 77 osób skarżył się na nieludzkie warunki w jakich musi żyć. Oczywiście w Domach Dziecka nie wszyscy mają własne pokoje, zdarzają się dwójki i trójki. Nie każdy ma u siebie Playstation, czy telewizor, czasem na cały ośrodek przypada tylko jedna świetlica, ale za to kuchnie są świetnie wyposażone w 90%. Niektóre dzieciaki same przygotowują posiłki, dla innych jest przystosowana stołówka. Poza tym w ośrodkach jest świetna kadra wychowawcza. Jej przedstawiciele nazywani potocznie ciociami i wujkami pełnią dla tych dzieci funkcję rodziców i opiekunów, chociaż oczywiście nikt nie jest w stanie zastąpić ojca i matki. Szczerze mogę przyznać, że te warunki na przestrzeni czasu bardzo się poprawiły.

Uważasz, że jest jakiś sposób, aby tyle dzieci nie trafiało do Domów Dziecka?
To jest bardzo dobre pytanie.. Nie, ponieważ my jesteśmy zwierzętami, a one porzucają swoje młode z wielu powodów. Pierwszy, bo tak każe natura, drugi to choroba, a co do trzeciego to czasem, że tak to nazwijmy „w stadzie” nie starcza pożywienia dla wszystkich, wówczas ktoś musi zostać porzucony i troszczyć się o samego siebie. Oczywiście nie można z góry zakładać, że wszyscy rodzice są źli, bo tak nie jest. Patologia też jest chorobą, a osoby, która ma wyraźny i widoczny problem z alkoholem nie można skazać.

Czy odwiedzając Domy Dziecka napotkałeś już jakichś wyjątkowych fanów?
Powiem tak, nie da się ukryć, że pokolenie się zmieniło. Ja jeżdżę do Domów Dziecka już od 23 lat. Dla tych dzieciaków nie jestem idolem, ponieważ pojawiły się inni, których oni uważają za swój autorytet. Ja jestem tylko osobą, której się udało, która potrafi dać im ogromne pokłady energii takiej samej, jak dawano kiedyś mi.

Wybierasz sobie placówki, do których jeździsz, czy może odwiedzasz te najbardziej potrzebujące ośrodki?
Nie ma mniej i bardziej potrzebujących ośrodków. Jak już mówiłem dzieciaki mają wszystko zagwarantowane. Jeśli komuś wydaje się, że podopieczni Domów Dziecka bawiliby się misiem z jednym uszkiem, to mogą się bardzo mylić. Oczywiście znalazłyby się takie dzieci, które we własnym domu bawiłyby się takim „niepełnym” pluszakiem, ale nie dzieciaki z Domów Dziecka, ponieważ oni potrzebują normalności i tak samo chcą być traktowani, dlatego najpierw niech każdy się zastanowi czy w swoim domu ma tak idealnie. Pewnie nie. Pamiętajmy, żeby nie traktować wychowanków Domów Dziecka jak ofiar akcji „Powodzianie”, dla których dobrze jest mieć cokolwiek, niż nie mieć nic. Domy Dziecka rzadko się do tego przyznają, ale bardzo często wyrzucają, to co dostaną od innych ludzi. Wstydzą się po prostu w takiej sytuacji tych rzeczy nie przyjąć. Jeżeli naprawdę chcemy pomóc, to powinniśmy się zastanowić przede wszystkim, co tym dzieciakom sprawi radość. Są to np. kolonie, wycieczki, czyli takie rzeczy, na które z socjalu przeznaczonego od państwa nie starcza.

Właśnie, a propos tej pomocy. Jak Twoim zdaniem można by zachęcić ludzi, żeby częściej brali udział w zbiórkach i akcjach organizowanych dla Domów Dziecka?
W naszym kraju istnieje naprawdę wiele organizacji zajmujących się pomocą takich jak WOŚP, czy Szlachetna Paczka. Mamy zbiórki dla schronisk, dla potrzebujących dzieci, gdzie w Niemczech uzbieranie 3 czy 5 mln na operację dla chorego dziecka byłoby niemożliwe. Czy da się zrobić coś specjalnego dla podopiecznych Domów Dziecka? Nie. Niech każdy się zastanowi najpierw co jest w stanie w ogóle zrobić. Jeżeli mamy np. fermę jajek, to udajmy się do dyrektora ośrodka i zaoferujmy swoją pomoc. On na pewno zapisze sobie nasz kontakt i kiedy będzie potrzebował naszej pomocy, to na 100% się odezwie.

Jakimi Twoim zdaniem zasadami powinien kierować się rodzic wychowując swoje dziecko?
Może zabrzmi to banalnie, ale przede wszystkim powinien kierować się instynktem. W tej właśnie sprawie miałem ostatnio spięcie z panem profesorem. Chodziło o 30 – letniego syna Zenka Martyniuka, którego wszyscy teraz krytykują za to, że źle wychował syna i go nie pilnuje. Przepraszam bardzo, ale to jest 30 – letni mężczyzna. To ja już mojego niebawem 17 – letniego syna traktuję jak dorosłego człowieka. Wiadomo, że za dekadę, czy dwie to wychowanie będzie wyglądało jeszcze inaczej, niż teraz. My jako rodzice powinniśmy przede wszystkim poznać swoje dziecko. Jeśli widzimy, że nie musimy pilnować naszego dziecka, to go nie pilnujmy. Jeśli widzimy, że dziecko potrzebuje więcej wspólnego czasu do przebywania z nami, to poświęćmy mu go. Ja sam widzę po sobie, że spędzam ze swoimi dziećmi więcej czasu, niż rodzic, który pracuje od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00 – 17:00. Mimo tego, że często wyjeżdżam i przebywam poza domem, to nasze relacje na tym nie cierpią. Co się tyczy wychowania, to ja nie będę i nie chcę się wtrącać w zasady innych rodziców. Uważam, że dopóki dziecko jest uczciwe, pracowite i potrafi poradzić sobie w życiu, to możemy być dumni, że wychowaliśmy go na takiego człowieka.

Kiedy dziecko zawiedzie swoich rodziców, obierze złą drogę, to czy można mówić tylko, że zostało źle wychowane przez rodziców, czy wpłynęły na to też inne czynniki?
To była właśnie rzecz, w której zgodziłem się z panem profesorem, że na nasze dzieci wpływ ma m.in. środowisko. Nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli i nic nie możemy na to poradzić. Musimy po prostu odważyć się i pozwolić dzieciom pójść wolno, wypuścić je spod swoich skrzydeł, ale cały czas je wspierać. Jeśli mój syn jest zakochany w dziewczynie, która właśnie złamała mu serce i ja powiem mu, że w swoim życiu będzie miał 5 jeszcze innych dziewczynie to dla niego to będzie nieważne, ponieważ on był przekonany, że to ta jedyna. Jeśli moja córka zdecyduje się na piercing, ale cały czas przynosi mi świadectwo z czerwonym paskiem, to czemu nie? Ona oczywiście usłyszała moje zdanie na ten temat, usłyszała, że może tego żałować, ale jeśli ja jej zabronię, to ona nie będzie myśleć o niczym innym, jak tylko o tym czego jej nie wolno.

Jak traktujesz wyrażenie „udał mi się syn, udała mi się córka”? Nie wydaje Ci się ono trochę przedmiotowe i czy Twoim zdaniem istnieją złe dzieci, czy takie, które po prostu trochę się pogubiły?
Póki dziecko jest zdrowe i nie stwierdzono u niego żadnych chorób, a zachowuje się nieodpowiednio, to można mówić wtedy o wadach nabytych i wówczas możemy zadać sobie pytanie, czy gdzieś popełniliśmy błąd. Wracając właśnie do sprawy syna Zenka, który wziął narkotyki. Ja też brałem i już nie biorę, a moje dzieci wiedzą i są świadome tego, że to jest złe. Mimo wszystko będą ludzie, którzy trafią do złego środowiska i tacy, co trafią do dobrego. Jest to najbardziej normalne i ludzkie.

Czy rodzice powinni ingerować w przyszłość swoich pociech? Powinni wybrać im zawód, żonę lub męża, których tylko oni akceptują?
My jako rodzice chcemy naszym dzieciom dać dzieciństwo, ale nie zauważamy, jak one szybko dorastają. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i sami nie przestrzegamy 10 przykazań, więc czego oczekujemy od dzieci? Oszukujemy, cudzołożymy, jesteśmy w stanie zabić, dlatego najpierw zastanówmy się sami nad sobą. Musimy przede wszystkim rozmawiać z dziećmi, zdobyć i zasłużyć sobie na ich zaufanie. Moja rodzina należy do rodzin patchworkowych, a jest scalona, silna i zżyta.

Planujesz w najbliższym czasie odwiedzić Gostyń?
Oczywiście, jeśli w przyszłym roku dostaniemy zaproszenie, to na pewno się pojawimy. W pierwszej kolejności odwiedzamy jednak Domy Dziecka, w których jeszcze nie byliśmy.

A lubisz przyjeżdżać do Gostynia?
Bardzo (śmiech). Dlatego mam nadzieję, że niebawem znów tam wpadnę. Póki co serdecznie pozdrawiam cały Gostyń i oczywiście czytelników Gostyn24.pl.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Foto: Ewa Kahl/źródło: Powiat Gostyń

(Klaudia Łączkowicz)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

TypekTypek

1 0

Może i dobry gest ale szkoda że nie potrafi być i żyć normalnie z własnymi dziećmi. Pod tym względem jest żałosny nie wyciągnął odpowiednich wniosków z własnego dzieciństwa. 20:59, 10.02.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© gostyn24.pl | Prawa zastrzeżone