Zamknij
REKLAMA

Tomasz Burzyński, wcale nie taki prowincjonalny

08:23, 21.07.2018 | Honorata Jankowiak
REKLAMA

W życiu próbował wielu rzeczy – budował traktory i drukował ulotki. Dziś nie ma wątpliwości, że właśnie muzyka dostarcza mu emocji, bez których nie potrafi żyć. – Tuba jest ciężka i niewygodna, ale lubię mieć ją blisko. Biorę ją też na urlop nawet, gdy nie mam koncertów w planach – mówi Tomasz Burzyński, żołnierz zawodowy pełniący służbę w Orkiestrze Wojskowej w Bydgoszczy i członek zjawiskowej Orkiestry Prowincjonalnej.

W życiu Tomka muzyka rozbrzmiewała od wczesnego dzieciństwa. Początkowo za sprawą fletu i organek. – W szkole podstawowej próbowałem też grać na trąbce. Pamiętam nasze próby na strychu w szkole. To było coś niesamowitego... – mówi z uśmiechem muzyk. Potem przyszła fascynacja muzyką orkiestrową za sprawą orkiestry klasztornej, którą Tomek widywał, chodząc z rodzicami do kościoła. – Patrzyłem i słuchałem z zachwytem i wtedy właśnie poczułem, że też chciałbym spróbować grać w takiej orkiestrze. Już jako kilkulatek zastanawiałem się, co będę w życiu robił. Tym bardziej, że miałem starszego brata i widziałem, że ma swoje zainteresowania – wspomina rodowity gostynianin. Muzyczne poszukiwania z czasem zaprowadziły go do puzonu, na którym grał kilkanaście lat, w tym w Orkiestrze Cukrowni Gostyń. W międzyczasie ukończył edukację w Poznańskiej Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej 2 stopnia, a wreszcie studia w Akademii Muzycznej w Poznaniu. I choć było to ryzykowne, na pewnym etapie edukacji podjął szaloną decyzję, by puzon zamienić na tubę, której wierny jest do dzisiaj. – Odkąd pamiętam w moim domu pokazywano mi zdjęcia rodzinne. Było wśród nich jedno dla mnie wyjątkowe i magiczne – zdjęcie mojego taty, który w latach młodości, kiedy był pracownikiem Odlewni Żeliwa w Śremie, grał w orkiestrze zakładowej właśnie na tubie. To, co widziałem jako dziecko na tej fotografii i sposób w jaki to postrzegałem było dla mnie wtedy odległe, obce i niezrozumiałe, jednak myślę, że właśnie to zdjęcie było tym, co zainspirowało mnie do gry na tym instrumencie – opowiada.

Boorza, nie chciałbyś spróbować?
Po ukończeniu Akademii Muzycznej w Poznaniu Tomasz zastanawiał się nad swoją dalszą drogą zawodową. Tak rozpoczęła się historia jego trzynastoletniej gry w Orkiestrze Wojskowej w Bydgoszczy. – Pamiętam jak zadzwonił kolega, z którym w dzieciństwie mieszkaliśmy na jednej ulicy. On studiował w Bydgoszczy, ja w Poznaniu. Zapytał: Boorza, są przesłuchania do orkiestry wojskowej, nie chciałbyś spróbować? W tym czasie rozważałem propozycję pracy w Teatrze Wielkim w Poznaniu, ale przecież wywodziłem się z orkiestry dętej i do niej zawsze było mi najbliżej. Uświadomiłem sobie wtedy, że chcę chodzić z tubą i grać właśnie muzykę marszową. Bo to orkiestra dęta mnie stworzyła. Dlatego pojechałem na egzaminy wstępne do orkiestry wojskowej i tak już gram w niej trzynaście lat – mówi. Orkiestra Wojskowa w Bydgoszczy zabezpiecza oprawę muzyczną uroczystości wynikających z ceremoniału wojskowego, świąt państwowych, religijnych i patriotycznych dla jednostek i instytucji wojskowych oraz dla miasta Bydgoszczy i regionu. Tomek uwielbia tę pracę, w dużej mierze za sprawą ludzi, którzy budują orkiestrę. – Kocham to! W poniedziałek cieszę się, że idę do pracy. Ludzie, którzy tworzą orkiestrę są wspaniali. Jesteśmy razem w dobrych i złych chwilach; możemy sobie powiedzieć wszystko. To ludzie i muzyka są siłą orkiestry – opowiada. Nie bez znaczenia w tej pracy jest dla niego również to, że nie ma w niej rutyny. – Podczas każdego koncertu gramy coś innego: od muzyki marszowej, przez symfoniczną i filmową. Każdy dzień jest inny, a i każdy występ inny od poprzedniego, bo dźwięków nie da się powtórzyć dokładnie tak samo – wyjaśnia muzyk.

Dodatek do artystycznego życia
Tomek nie wyobraża sobie siebie poza sceną. – Wielu rzeczy próbowałem. Budowałem traktory, pakowałem mleko, drukowałem materiały poligraficzne, składałem meble, jednak powtarzalność i rutyna mnie męczą. Muzyka dostarcza mi emocji, bez których nie potrafię żyć. Tuba jest ciężka i niewygodna, ale lubię mieć ją blisko. Biorę ją na urlop nawet, gdy nie mam w planach koncertów – dodaje. – Lubię położyć długi dźwięk i cieszyć się nim. Może dlatego tak bardzo upodobałem sobie tubę – kontynuuje. Nic więc dziwnego, że w czasie wolnym od pracy w orkiestrze wojskowej Tomek realizuje się artystycznie w innym projekcie – Orkiestrze Prowincjonalnej. To nietypowy i zjawiskowy kwartet, który zaskakuje zapadającymi w ucho i pełnymi uroku melodiami oraz pomysłowością wykonań. Żywa i pełna energii muzyka porywa do tańca. Pomysł Orkiestry Prowincjonalnej zrodził się w 2014 roku. – Najpierw w głowie i artystycznej duszy Marka Gordzieja, autora tekstów i kompozytora, a także lutnika, z którym poznaliśmy się jeszcze w czasie studiów w Akademii Muzycznej w Poznaniu. Potem jednak nasze drogi rozeszły się. W styczniu 2014 roku zadzwoniłem do niego z pytaniem czy wyregulowałby mi gitarę basową. Zaprosił mnie wtedy do siebie, ale postawił warunek, że muszę zabrać ze sobą również tubę. Nie rozumiałem po co... Tym bardziej, że Marek mieszka w lesie. Gdy przyjechałem, gitara basowa zeszła na plan dalszy, bo zaczął mi śpiewać swoje piosenki. Słuchałem i byłem pod wielkim wrażeniem. Gdy dołączyła do tego moja tuba, całość brzmienia zaczęła nam się krystalizować. Podobało nam się. Potrzebowaliśmy tylko perkusisty i klawiszowca. Z czasem dołączył do nas Michał Garstecki grający głównie na instrumentach klawiszowych, ale nie tylko oraz Łukasz Wicenciak na perkusji. W tym roku udało się nam złożyć i nagrać płytę – opowiada Tomasz Burzyński. Wszyscy muzycy tworzący Orkiestrę Prowincjonalną zawodowo zaangażowani są w różne projekty, dlatego Prowincjonalną traktują jak kolejny ciekawy dodatek do artystycznego życia. Choć płyta jest utrwaleniem ich dotychczasowego dorobku muzycznego, to najważniejsze, według Tomka, dzieje się podczas koncertów. – Siłą naszej muzyki są koncerty. Spotykają się one z bardzo dobrym odbiorem i otrzymujemy wiele pozytywnych sygnałów, że to, co robimy jest ciekawe i inne. Na scenie jesteśmy rodziną. Charyzma i energia muzyki oraz frontmena powodują, że publika cały czas jest z nami – opowiada. Na scenie muzykom towarzyszą cztery stałe instrumenty: gitara wymiennie z ukulele, klawisze, perkusja, tuba, a dodatkowo kontrabas i cymbałki. Muzycy wykorzystują też mniej oczywiste narzędzia, a jednym z nich jest wiertarka, na której w utworze „Pijany walc” gra Łukasz Wicenciak. – Już sam tytuł utworu powoduje, że zaczyna boleć głowa, stąd wykorzystanie brzmienia wiertarki, która nie jest jednak nachalna – kontynuuje Tomek i przekonuje, że gra w Orkiestrze Prowincjonalnej to dla muzyków przede wszystkim dobra zabawa. – Mamy dużą grupę zwolenników i robimy to dla nich. Nie mamy rozdmuchanych ambicji, ale jeśli to się uda, będziemy szczęśliwi. Życzymy sobie dużo koncertów i publiczności, dobrych słów pod adresem naszej muzyki, a reszta niech toczy się własnym torem – dodaje. Co zdaniem Tomka jest mocną stroną Prowincjonalnej? – Moim zdaniem jest to polot i finezja Łukasza grającego na perkusji, pomysły Michała na klawiszach i wokal Marka. Marek z kolei twierdzi, że siłą Orkiestry Prowincjonalnej jest tuba, ale ja uważam, że jest ona tylko ciekawym jej elementem. Myślę, że siła też tkwi w samych utworach, które opowiadają o tym wszystkim, co nas spotyka w codziennym życiu. Słuchając tych piosenek przeżyjesz katharsis. Każdą z nich da się zwizualizować, przeżyć i poczuć. W nich są emocje – ból, troski, ale też radość z chwilowych uniesień, nadzieja, a wszystko podszyte waitsowskim niepokojem; o byt, o siebie. Możesz przeżyć wzloty i upadki, podróże, wspomnienia z dzieciństwa, jak również wieczorną imprezę i porannego kaca – w nich jest życie – kończy muzyk.

Foto: archiwum Tomasz Burzyński

(Honorata Jankowiak)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© gostyn24.pl | Prawa zastrzeżone