Zamknij
REKLAMA

Wojciech Zygner: Tego jeszcze nie było w historii klubu

07:49, 26.05.2018 | Honorata Jankowiak
REKLAMA

W tym roku dokonali rzeczy wielkiej – drużyna Lwa Pogorzela po osiemnastu latach awansowała do klasy okręgowej. Udało się nie tylko podnieść klub, ale też zintegrować lokalną społeczność, zapełnić trybuny, a wreszcie odbudować wizerunek drużyny. Jaka była główna przyczyna niepowodzeń? Jakie decyzje zaowocowały upragnionym awansem i kto jest sprawcą tych sukcesów? Na te i inne pytania odpowiada Wojciech Zygner, od czterech lat prezes klubu LZS Lew Pogorzela, wcześniej reprezentant barw klubu i pasjonat piłki nożnej.

Gostyn24: Drużynie Lwa Pogorzela brakowało sukcesów, czego naturalną konsekwencją musiała być słaba kondycja klubu. Jaką receptę znalazł Pan na wyjście z tej sytuacji?

Wojciech Zygner: Nie mogę powiedzieć, że klub znajdował się w złej kondycji, natomiast poprzedni prezes skupiał się na tym, by grać zawodnikami z Pogorzeli. To był bardzo dobry pomysł, ale ja z nowym zarządem postawiliśmy sobie za cel to, że jeśli już się czegoś podejmujemy, to chcemy to robić dobrze, to znaczy z konkretnymi efektami. Po to przecież otrzymujemy pieniądze z gminy, by rozwijać pogorzelską piłkę nożną. Zawsze zależało nam na tym, by pogorzelską młodzież zachęcać do wstępowania do klubu, ale to nie wystarczało. Potrzebowaliśmy zawodników z zewnątrz, którzy mają większe doświadczenie, bo uczyli się grać od lepszych. Tym bardziej że jako klub walczyliśmy o utrzymanie, ważyło się być lub nie być drużyny.

I w tym roku wydarzyło się coś, na co klub czekał od wielu lat. Lew Pogorzela wywalczył awans do klasy okręgowej.

To prawda. Rok temu po bardzo dobrej rundzie wiosennej zajęliśmy trzecie miejsce w tabeli. Po dziesięciu latach Pogorzela pierwszy raz była na najwyższym miejscu. W tym roku dokonaliśmy rzeczy wielkiej – awansowaliśmy do klasy okręgowej i z tego, co udało mi się ustalić, ostatni taki awans klubu Lew Pogorzela do okręgówki miał miejsce w 2000 roku. Natomiast takiego wyniku, że Pogorzela nie przegrała w sezonie żadnego meczu, jeszcze w ponad siedemdziesięcioletniej historii klubu nie było. Na dotychczasowe dwadzieścia trzy mecze zremisowaliśmy trzy, pozostałe wygraliśmy. Jesteśmy drużyną niepokonaną. Przed nami jeszcze trzy mecze, ale jestem dobrej myśli. Zaplanowaliśmy już uroczyste uczczenie awansu, które odbędzie się 2 czerwca. Chcemy wyjść do ludzi na miasto i pokazać, że jesteśmy dla nich.

Co się złożyło na dotychczasowe sukcesy klubu?

Dla mnie składową tego sukcesu było zatrudnienie trenera Michała Roszaka z Pępowa, który jest marką na naszym rynku i to, że udało się go pozyskać dla Lwa Pogorzela uważam za duży sukces. Moim zdaniem był to strzał w dziesiątkę. Była to bardzo dobra decyzja, zarówno z punktu widzenia zarządu klubu, jak i zawodników. Michał ma super metody pracy, świetne podejście do zawodników i przede wszystkim ambicje.

Wróćmy do kwestii braku doświadczonych zawodników. Czy według Pana to była główna przyczyna braku sukcesów Lwa Pogorzela?

Zdecydowanie brakowało trzonu drużyny, który prowadziłby zawodników do sukcesów. Pojawienie się kilku nowych zawodników spowodowało poprawę sytuacji, więc uważam, że to była główna bolączka. Oczywiście zgadzam się co do tego, że granie swoimi zawodnikami jest czymś pięknym, ale to trudne. Nasza gmina jest za mała na to, by grać tylko swoimi zawodnikami. Potrzebowaliśmy wsparcia z zewnątrz od zawodników bardziej doświadczonych i jak czas pokazał, było warto zdecydować się na ten krok. Wraz z zarządem klubu staramy się zachęcać młodych ludzi do tego, by przychodzili na treningi i próbowali swoich sił. Nie jest to łatwe, ale walczymy o to, by robić progres.

Powiedzmy w takim razie czyje wsparcie pomogło podnieść drużynę Lwa Pogorzela i przyczyniło się do obecnych sukcesów?

Pierwszym takim zawodnikiem jest Mateusz Kubiak, który przyszedł do nas z Astry Krotoszyn. Mateusz swego czasu grał już w Pogorzeli, ale rozwinął się na tyle, by pójść dalej. Na jego powrocie do klubu szczególnie mi zależało. To był złoty strzał. Kolejny zawodnik to Adam Staszewski, który również przyszedł z Astry Krotoszyn – to zawodnik, który w tym momencie w aktualnej rundzie ma strzelonych trzydzieści dziewięć bramek w dwudziestu meczach, co jest niesamowitym wyczynem. Kolejnym zawodnikiem, którego pozyskaliśmy z zewnątrz, jest Przemysław Ptak z Dąbroczanki Pępowo. Na uwagę zasługuje Szymon Rolnik, który przyszedł do nas z Korony Piaski. Jest to bardzo młody zawodnik, u którego zauważyliśmy największy progres dzięki regularnej grze i ciężkiej pracy. I ostatnim, który pozyskany został dla drużyny Lwa Pogorzela, jest Bartłomiej Ziembiński z Koźmina Wielkopolskiego. Na koniec chciałbym powiedzieć, że dobra gra naszego zespołu to nie tylko zasługa nowych zawodników, którzy przyszli do drużyny. Jednym z ważniejszych czynników jest fakt, że w Lwie grają zawodnicy z gminy Pogorzela od pięciu, sześciu czy nawet siedmiu lat i mimo trudnych lat wierzyli w Lwa, ciężko trenowali i teraz są tego efekty. Muszę im za to serdecznie podziękować, bo bez nich klubu nie byłoby już od kilku lat.

Jak zawodnicy przyjęli nowych w drużynie?

Bardzo dobrze. To zawodnicy ambitni, którzy mają 80-90% frekwencję na treningach. Młodsi starają się uczyć i czerpać z umiejętności bardziej doświadczonych kolegów, co procentuje już teraz i na pewno będzie procentować przez najbliższe lata.

Skład drużyny to nie jedyna zmiana. Poprawił się też wizerunek samego stadionu w Pogorzeli.

Zdecydowanie. Płyta stadionu została zrobiona od nowa – przeorana i obsiana trawą, przez co polepszyła się jakość samego boiska. Mankamentem jest jedynie to, że trawa na boisku nie jest zraszana, w tej kwestii wciąż trwają rozmowy z gminą. Ostatnio zamontowane zostało też opłotowanie, które było wymogiem naszego awansu do okręgówki. Kibice zostali tym samym odgrodzeni od płyty boiska. Stadion znajduje się przy obwodnicy, jest wizytówką Pogorzeli, tym bardziej więc zależało nam na tym, by wyglądał reprezentacyjnie, a tym samym zachęcał kibiców do przyjścia.

Sukcesy sportowe drużyny to nie wszystko. Udało się też zintegrować mieszkańców Pogorzeli wokół klubu, zapełnić trybuny w czasie meczów, a tym samym odbudować nadszarpnięty wizerunek drużyny.

Dla mnie, oprócz wyników sportowych drużyny, dużym sukcesem jest to, że na mecze Lwa Pogorzela przychodzi dużo miejscowych ludzi. Jestem zdziwiony frekwencją kibiców na naszych meczach. Nie było tego wcześniej w historii klubu. Myślę, że nasza lokalna społeczność widzi atmosferę panującą w czasie meczów i czuje, że jej wsparcie i doping są nam bardzo potrzebne. Na wszystkie mecze wyjazdowe jeździ za nami po trzydzieści, czterdzieści osób – to jest coś pięknego, bo tego nigdy nie było w Pogorzeli, a teraz to się dzieje. Dlatego chcemy dalej pracować nad tym, by było jeszcze lepiej. Dużym sukcesem jest również to, że wracają sponsorzy i znów chcą inwestować w klub swoje pieniądze.

Jakie najbliższe plany i ambicje przed Panem jako prezesem klubu i przed drużyną? I czy jest apetyt na więcej?

Wszystko jest na dobrej drodze, by wygrać tę ligę. Nasz dotychczasowy cel został osiągnięty – awans do klasy okręgowej. Taki cel postawiliśmy sobie z trenerem. Zresztą właśnie na takich warunkach zdecydował się pracować Michał Roszak – od samego początku naszej współpracy jasne było, że gramy o „coś”. Podobne było nastawienie zawodników z zewnątrz, którzy dołączyli do Lwa Pogorzela z ambicjami, by walczyć o sukcesy. Zostały ostatnie mecze, a przed nami dwumiesięczna przerwa. Nie ukrywam, że będę potrzebował większego wsparcia finansowego od naszej gminy, która jest sprzyjająca dla klubu, więc liczę, że wszystko poukłada się pomyślnie. Priorytetem będzie dla nas na pewno utrzymanie trenera i obecnego składu klubu. Oczywiście, że jest apetyt na więcej. Chcemy spróbować swoich sił w okręgówce, a co nas czeka – jestem dobrej myśli. Jestem człowiekiem bardzo ambitnym i lubię robić coś, co przynosi efekty. Na pewno będziemy walczyć o jak najlepszą pozycję w klasie okręgowej.

Czy czuje się Pan sprawcą tego sukcesu?

Nie czuję się jedynym sprawcą tego sukcesu. To efekt zbiorowej pracy wielu ludzi zaangażowanych w działalność klubu. Mam fajnych współpracowników w zarządzie klubu i każdy z nas daje z siebie wszystko. Ja jestem tylko jednostką, a sukces jest zasługą całego zarządu. Piotr Filarski, Marek Nowak, Mateusz Krzyżaniak, Jan Sierszulski i Mikołaj Mazurek – jestem im bardzo wdzięczny, bo gdyby nie oni, mnie też by tu nie było. Sam nie byłbym w stanie nic osiągnąć. W samej drużynie również panuje fantastyczna atmosfera i cieszę się, że mam takich zawodników i współpracowników.

Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów!

 

(Honorata Jankowiak)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

Daro Daro

4 0

Fajnie że robią coś dobrego 14:56, 26.05.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

jaja

1 1

Pieknie ZYga 12:28, 29.05.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© gostyn24.pl | Prawa zastrzeżone