Zamknij
REKLAMA

Na co dzień mieszkają i pracują w różnych miejscach świata. Tam też spędzają czasem święta...

09:37, 25.12.2017 | Honorata Jankowiak
Skomentuj
REKLAMA

Na co dzień mieszkają i pracują w różnych miejscach na świecie i właśnie tam zdarza im się spędzać święta Bożego Narodzenia. Jednak jeśli tylko mogą, na ten wyjątkowy czas w roku wracają do Polski, bo jak mówią, Boże Narodzenie w gronie rodziny i z polskimi tradycjami jest nie do zastąpienia. Dlaczego święta w Polsce są niepowtarzalne i za czym tęsknią, gdy spędzają je za granicą? 

Ewa Kulak-Carvajal. Gostynianka, dziennikarka, podróżniczka, pisarka. Od kilkunastu lat mieszka w Kolumbii. Autorka dwujęzycznej książki „Dziennik kawowy. Notatki z podróży po Kolumbii” oraz współautorka pierwszego przewodnika po Kolumbii w języku polskim.

Mimo że obchodziłam już święta Bożego Narodzenia w przeróżnych sceneriach i miejscach na świecie, dla mnie najpiękniejsze pozostaną nasze, polskie obchody. Szczególnie bliska jest mi Wigilia, z jej niesamowitą atmosferą, długimi przygotowaniami, pierwszą gwiazdką na niebie, spotkaniem całej rodziny przy stole, choinką, żłóbkiem, kręcącą się drewnianą karuzelką ze świecami, dzwonkiem w ręku taty, opłatkiem, dodatkowym talerzem dla tych wszystkich, których już z nami nie ma, sianem pod obrusem, barszczem z uszkami, karpiem, łazankami z makiem, sernikiem, piernikami, kolędami wygrywanymi na pianinie i łuskami karpia, które wkładamy do portfeli. Coś szczególnego jest w atmosferze tego wieczoru, bo mój mąż Mario - rodowity Kolumbijczyk, również podziela moją opinię, że polskie święta są wyjątkowe i bardzo lubi spędzać je w Gostyniu. Jeśli chodzi o Kolumbię to mam wrażenie, że w tym kraju sylwester jest uroczystością bardziej rodzinną niż sama Wigilia. 31 grudnia kolumbijskie rodziny gromadzą się w domach, aby wspólnie podsumować cały rok i razem oczekiwać nadejścia nowego, pełnego szczęścia i pozytywnych wydarzeń. Aby jednak taki on rzeczywiście był, konieczne jest odpowiednie przygotowanie, a temu służą wróżby. Tego dnia, a właściwie nocy, domy wypełniają się gośćmi i wszelkimi gatunkami muzyki: merengue, salsą, vallenato, cumbią. O 23:55 zaczyna brzmieć klasyczna piosenka pt. „Za pięć minut dwunasta”. W ciągu tej jedynej w swoim rodzaju nocy Kolumbijczycy muszą poradzić sobie z realizacją trudnego zadania – wykonaniem wszystkich, typowych dla tego dnia wróżb. Jedna z nich związana jest z żółtymi majtkami

- niektóre kultury, w tym kolumbijska, uważają, że właśnie żółty kolor przyciąga dobrą energię, inne zaś twierdzą, że to kolor Słońca i że zapewnia on żywotność i wieczność. Właśnie dlatego na noc z 31 grudnia na 1 stycznia koniecznie należy przygotować żółte majtki, które co ciekawe, powinny być założone na lewą stronę. Inna wróżba dotyczy dwunastu winogron, które przygotować należy przed wybiciem północy i podczas, gdy zegar wybija 24:00, wkłada się do ust po jednym winogronie, myśląc życzenie. Kolejna kolumbijska wróżba sylwestrowa to zwyczaj biegania o północy wokół domu z zapakowaną walizką w ręce. Ma to biegającemu zapewnić podróże w nowym roku. Z kolei, by nasz portfel był odpowiednio gruby w przyszłym roku, w sylwestrową noc należy najeść się gotowanej soczewicy, a kilka surowych ziarenek tego zboża wsypać do portfela. Jest to kopia naszego karpia i łusek, które chowamy między monetami. Na tym jednak nie koniec. Ponieważ w Kolumbii szampan to symbol szczęścia i bogactwa, aby nowy rok pełen był szczęścia, trzeba tego dnia wykąpać się właśnie w szampanie. Ostatnim elementem jest ozdobienie sylwestrowego stołu, do którego dekoracji użyć należy kolumbijskich elementów, które zapewniają szczęście, powodzenie i dobrobyt, czyli zielonych winogron, kłosów zboża i pomarańczy. Wszystkie te produkty powinny zostać spożyte l stycznia wcześnie rano. Istnieje też kolumbijski zwyczaj “starych lat”, który podobny jest do polskich Marzann – lalek wykonanych z resztek materiału, symbolizujących odchodzącą zimę, które przygotowujemy 21 marca, aby następnie utopić je w rzekach pierwszego Dnia Wiosny. W Kolumbii “stare lata” to szmaciane kukły wypełnione fajerwerkami. Kilka dni przed Bożym Narodzeniem całe rodziny budują te postaci i ubierają je w stare rzeczy, podczas gdy dzieci zbierają pieniądze, aby móc za nie kupić fajerwerki i wypełnić nimi brzuch “starego roku”. Następnie lalki umieszcza się przed domami, gdzie siedzą sobie na krzesłach z butelką alkoholu w ręce i tam oczekują na swoją ostatnią godzinę – 24:00 w sylwestra. Materiały wybuchowe nadają całemu rytuałowi specjalnego smaku. Kukła pali się na ulicy, ukazując wszem i wobec swoje wnętrzności, papierowy mózg i gąbkowy uśmiech. Spalone szczątki stają się symbolem tego wszystkiego co złe i co odchodzi w zapomnienie.

 

Szymon Przebinda. Pochodzący z Kunowa pasjonat podróży. Od kilku lat współorganizuje największe w Europie wystawy pająków i skorpionów, które dotarły już do kilkunastu krajów Europy. Przez dużą część roku w podróży.

Zdarzyło mi się w 2014 roku spędzić Wigilię w Madrycie razem z siostrą, która przyjechała w odwiedziny i moim współlokatorem pochodzącym z Chile - Humberto. Zjedliśmy razem wigilijną wieczerzę według polskich tradycji, na ile było to możliwe. Pamiętam, że dom, w którym mieszkałem, to był stary budynek, bez ogrzewania i trzeba było dogrzewać farelką. Wbrew pozorom w Madrycie zimą jest bardzo zimno. W naszym mieszkaniu panował jednak nastrój polskich świąt, któremu towarzyszył latynoski wystrój domu. Stała niewielka choinka i było trochę ozdób świątecznych. Byliśmy z siostrą na pasterce w kościele, w którym gromadziła się madrycka Polonia. Msza była 24 grudnia o godzinie 20:00, co było bardzo dziwne, bo przyzwyczajeni jesteśmy do pasterki o godzinie 24:00. Gdy wracałem do Getafe - miasta zaraz za granicami Madrytu, w którym mieszkałem, bary, knajpy i restauracje były pełne ludzi. Cóż to był za kontrast do mojej wsi, gdzie w godzinach popołudniowo-wieczornych panuje wręcz grobowa cisza. I to niestety najmniej mi się podobało. Wszędobylski harmider dużego miasta wydawał się nie do zniesienia. W same święta w Madrycie nie wydarzyło się nic szczególnego. Jednak następujący po nich sylwester był jednym z najbardziej niezapomnianych. Odwiedzili mnie wtedy moi znajomi z Gostynia, a wśród nich znany biegacz i dobry przyjaciel Adam Nowicki oraz absolwent Akademii Marynarki Wojennej, kolega Wojtek Kordus. Razem biegaliśmy w UKS Jedynka Gostyń. Z kolei w 2015 roku, w drugi dzień świąt, ze względu na obowiązki zawodowe, musiałem być w Lubece. Szczególnie niemiłe są moje wspomnienia związane z podróżą. Wyjechałem z domu w Boże Narodzenie około godziny 19:00 do Poznania, a stamtąd pociągiem do Hanoweru, gdzie w nocy z pierwszego na drugi dzień świąt musiałem trzy godziny czekać na dworcu na dalsze połączenie przez Hamburg do Lubeki. Lubię jeździć po świecie, niestety tym razem było to bardzo trudne doświadczenie. Moje najlepsze Boże Narodzenie to to w domu w Kunowie, z mamą, wujkiem i siostrą! W świętach cenię najbardziej narodziny Jezusa i pasterkę o 24:00 w moim parafialnym kościele w Kunowie.

 

Grzegorz Konieczny. Pochodzący z Gostynia mieszkaniec włoskiego Bassano. Pracuje dla renomowanej, dżinsowej marki Diesel we Włoszech. To on odpowiada za wdrożenie instrukcji oraz wygląd witryn w sklepach własnościowych Diesla na całym świecie.

Dlaczego święta Bożego Narodzenia w Polsce, a nie we Włoszech? Prawda jest taka, że bardzo bym chciał zostać na święta we Włoszech, gdybym mógł tylko w jakiś sposób przetransportować tutaj całą moją rodzinę, która jest bardzo liczna i która jest dla mnie wszystkim. Bez niej nie wyobrażam sobie świąt. Włochy mają podobne tradycje do naszych. Poza tym to bardzo piękny kraj, a Bassano – miasteczko, w którym żyję, w czasie świąt wygląda jak z bajki, co pozwala idealnie wczuć się w atmosferę świąt. Nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez mojej rodziny. Święta same w sobie są piękną tradycją, ale dopiero widok tych wszystkich twarzy, z którymi spędziłem tyle lat powoduje, że czuje się prawdziwie świąteczną atmosferę. I oczywiście jedzenie - polskie jest najlepsze! Ile można jeść pastę i pizzę? Moja rodzina obchodzi Boże Narodzenie bardzo tradycyjnie, co niezwykle mi się podoba! Każdego roku jest ogromna ilość jedzenia i co najpiękniejsze, niezależnie w jakich częściach świata aktualnie się znajdujemy, wszyscy na te święta przyjeżdżamy do Polski, aby się spotkać. W domu rodzinnym zawsze jest nas dużo, co dla mnie jest pewnym wyznacznikiem świąt. Panuje gwar, każdy gdzieś biegnie, rozmawia, dzieci się bawią … Wszystko to sprawia, że czuję tę wspaniałą atmosferę. Uwielbiam też Wigilię, gdy składamy sobie życzenia. Jest to też moment zadumy nad minionym rokiem. Dla mnie Boże Narodzenie to jeden z najlepszych momentów w roku.

 

Ewa Soczewka. Tłumacz języka niemieckiego, włoskiego i rosyjskiego, licencjonowany egzaminator Instytutu Goethego. Gostynianka ucząca języka niemieckiego na Sycylii.

Na Sycylii mieszkam od ponad dziesięciu lat. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy zostałam tutaj na święta Bożego Narodzenia, byłam strasznie zawiedziona. Już sama atmosfera przedświąteczna jest inna. Brakuje tutaj świątecznej magii, dekoracji, oświetlenia. Niestety, od kilku lat miasto Trapani nie inwestuje wcale w tego typu przedsięwzięcia. Do tego dochodzi wieczne słońce, dość wysokie temperatury, palmy zamiast choinek. Trudno jest sobie w takich okolicznościach wyobrazić, że nadchodzą święta. Po wcześniejszym wieloletnim pobycie w Niemczech, gdzie podobnie jak w Polsce, przykłada się bardzo dużą wagę do ozdób świątecznych, organizuje się jarmarki bożonarodzeniowe i przybiera cały dom, taka drastyczna zmiana była ogromnym szokiem. Kiedy zostajemy tutaj na święta, kupujemy ogromną żywą choinkę i ubieramy całe mieszkanie. Choinka pojawia się u nas co prawda po włosku już w listopadzie, ale znika po polsku po karnawale. Muszę jednak przyznać, że od jakiegoś czasu ludzie zaczęli tu zmieniać przyzwyczajenia. Przywiązują więcej wagi do dekoracji domu, pojawiły się wieńce i kalendarze adwentowe, wszyscy ubierają choinkę. W tradycji sycylijskiej ogromne znaczenie ma Szopka Bożonarodzeniowa. Do jej konstrukcji używa się pojedynczych figurek, które przedstawiają codzienne życie w wioskach otaczających miejsce narodzenia Jezusa. Zbiera się je z pokolenia na pokolenie, co roku dokupuje nowe. Sycylijska szopka zajmuje całe blaty szafek. Z kolorowego papieru przygotowuje się scenerię, buduje góry, jaskinię, przybiera się je mchem, kamieniami, gliną… Wszystko ma bardzo realny wygląd. W realizacji szopki biorą udział dziadkowie, rodzice i dzieci. Czasem zajmuje im to kilka dni. Podobnie jak choinka, wszystko musi być gotowe na 8 grudnia. W tym dniu obchodzi się w całych Włoszech święto Niepokalanego Poczęcia – Immacolata. W tym dniu rozpoczyna się okres bożonarodzeniowego świętowania. Wszyscy zbierają się na świąteczny obiad, który składa się z niekończącej się ilości dań, a po kilku godzinach z pełnymi żołądkami zabierają się za grę w karty. Od tego dnia aż do 6 stycznia w każdym domu gra się w karty. Grze towarzyszy oczywiście jedzenie: grillowane kasztany, typowa baba świąteczna – panettone, mandarynki, orzeszki ziemne, pistacje… A wieczorem znów nakrywa się stół i zjada wszystko, co zostało z obiadu. W sumie, to nikt nie jest głodny, bo jeść się nie przestaje nawet na chwilę, ale kolacji nie można pominąć. Jeśli chodzi o Wigilię, różni się ona bardzo od polskiej Wigilii. Tutaj na Sycylii dużo ważniejszy jest obiad 25 grudnia. Kolacja wigilijna rozpoczyna się około 20:00-21:00. Nie zna się tutaj tradycji z pierwszą gwiazdką, opłatkiem czy sianem pod obrusem. Nawet dania są co roku przypadkowe. Każdy robi to, co chce: mięso, ryby, rosół z tortellini (coś w rodzaju naszych polskich uszek). Nie ma też tradycji prezentów tuż po kolacji. Otwiera się je tutaj o północy. Niektórzy idą na pasterkę, ale nie jest to tak powszechne, jak w Polsce. Tych wszystkich magicznych dla nas Polaków tradycji brakuje mi tu najbardziej. Niestety trudno by mi było tutaj przygotować tradycyjne polskie dania wigilijne, gdyż po prostu brakuje tu składników. Nie może jednak zabraknąć makowca, sernika i obowiązkowo tortu, który moi rodzice robią od kiedy byłam dzieckiem, tylko raz w roku, właśnie na Gwiazdkę. Wprowadziłam też tradycję dzielenia się opłatkiem. Z mężem wolimy spędzać święta w Gostyniu, u moich rodziców. Bardzo się cieszę, że Giancarlo podobają się polskie tradycje i polskie potrawy. Od lat należy do niego zadanie czytania Biblii. Również w tym roku lecimy do Polski. Już się nie mogę doczekać!

 

Natalia Hoska. Gostynianka. Ukończyła specjalizację geologia naftowa na Uniwersytecie Lizbońskim. Wybrana spośród tysięcy odbywa dwuletni staż w firmie zajmującej się poszukiwaniem ropy i gazu w Lizbonie.

Święta Bożego Narodzenia spędzone w gronie rodzinnym i z polskimi tradycjami "smakują" najlepiej.  Niestety życie płata nam figle i nie zawsze jest tak, jak sobie wszystko zaplanowaliśmy. Przez całe moje życie  święta Bożego Narodzenia spędzałam w Gostyniu, w gronie rodzinnym. W 2015 roku stało się inaczej. Przyleciałam z Lizbony do Oslo 20 grudnia, żeby móc się spotkać z przyjaciółmi, którzy tam pracują i mieszkają. Mój planowany lot do Poznania został odwołany i zostałam "uziemiona"w Oslo. Zadzwoniłam do mamy i oznajmiłam jej, że niestety, ale tegoroczne święta będziemy musiały spędzić osobno... Jakie towarzyszyło mi uczucie? Myślałam, ze serce mi pęknie z tęsknoty i smutku. Zadzwoniłam do mojego kolegi Kuby, który mieszkał w Oslo i opowiedziałam o sytuacji, w której się znalazłam. Bez wahania zaprosił mnie na Wigilię, na którą przylecieli z Rzeszowa jego bliscy. Była ryba po grecku, kapusta z grzybami, barszcz z uszkami i inne pyszności. Moja mama spędziła wigilijny wieczór z wujkiem i ciocią. Myślę, że bardzo ważne jest to, żebyśmy pamiętali o naszych bliskich i, jeśli to możliwe, spędzali święta razem z nimi. Kilka dni po Wigilii wsiadłam do samolotu i przyleciałam do Polski. Tylko to nie było już to samo, co dzielić z mamą chwile podczas Wigilii i świąt Bożego Narodzenia. Myślę, że większość z nas widziało spot reklamowy mówiący o samotności starszych ludzi podczas świąt. Młodzi, zabiegani bliscy nie pojawiają się na Wigilii. Dopiero po fałszywym zawiadomieniu o śmierci staruszka, zjawiają się wszyscy. I co widzą? Radosną twarz poczciwego staruszka, który w odpowiedzi na ich zdziwione miny mówi: musiałem znaleźć sposób na to, żebyście się tu zjawili wszyscy razem. Jeśli chodzi o nasze polskie tradycje, to myślę, że takim symbolicznym momentem jest moment, w którym dzielimy się opłatkiem. Bardzo symboliczny gest, a jednak dla mnie znaczy dużo. Poza tym, wspólne śpiewanie kolęd i pastorałek. Te i inne tradycje jednoczą nas bardziej niż kiedykolwiek. Starajmy się, żeby ten czas świąt Bożego Narodzenia był przeżyty w radości i serdeczności. Z dala od telefonów, telewizji i komputerów. Wesołych świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich!

(Honorata Jankowiak)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (3)

FootjoobFootjoob

2 4

Podziwiam Panią N.H. Pamietam jak nauczyciele opowiadali o niej, ze każda ocena była wypłakana, ciekawe czy dalej tak jest... Wesołych 10:28, 25.12.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

AnkaAnka

2 2

Ktoś kto zna Natalię H. wie że zaszła tak daleko własną ciężką praca. To bardzo ambitna dziewczyna. Pani Danko gratuluję córki. 15:45, 25.12.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

marcinmarcin

0 0

i co z tego?
19:36, 26.12.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA