Zamknij
REKLAMA

Wyjątkowe hobby

09:36, 29.09.2018 | Honorata Jankowiak
REKLAMA

Z wykształcenia filolog germański i dydaktyk języka niemieckiego w jednej z poznańskich szkół językowych, po godzinach pasjonat modelarstwa kolejowego i okrętowego. Niedawno zrealizował marzenie o pierwszej profesjonalnej makiecie. - Ta pasja pozwala mi wczuć się w wiele ról – w rolę architekta krajobrazu, zwrotniczego, maszynisty, w rolę manewrowego, a nawet historyka taboru i znawcy pewnych epok, w których kolej błyskawicznie się rozwijała. Nie wyobrażam sobie innego hobby – mówi pochodzący z Brzezia Arkadiusz Andrzejewski.

Zaczęło się od zbierania taboru kolejowego, którego kolekcję policzyć można w dziesiątkach sztuk i która wciąż rośnie. - Pamiętam, gdy tato z dziadkiem kupili mi bardzo prostą kolejkę elektryczną. To wtedy złapałem kolejkowego bakcyla, a pasja ta trwa do dzisiaj. Jako dziecko nie mogłem sobie pozwolić na wiele rzeczy związanych z tym zamiłowaniem. Potem, w miarę upływu czasu, pasja musiała ustąpić miejsca innym priorytetom, takim jak studia czy nauka. Odkąd pracuję zawodowo, mogę rozwijać swoją fascynację i właśnie to robię – mówi Arkadiusz Andrzejewski. Już jako dziecko marzył o profesjonalnej makiecie, a cztery lata temu pojawił się w jego głowie pomysł konkretnego tła dla kolekcji taboru austriackiego, którym się fascynuje. - Zawsze pasjonowały mnie koleje europejskie. Początkowo zbierałem tabor amerykański, ale był bardzo trudno dostępny na polskim rynku. Zainteresowanie Austrią zrodziło się jeszcze na studiach, gdy w sposób szczególny zachwycałem się literaturą austriacką. Zawsze ciągnęło mnie ku Austrii i Szwajcarii, stąd tabor austriacki – wyjaśnia.

Precyzja i dokładność
Pomysł stworzenia makiety rodził się tygodniami. - Obejrzałem mnóstwo filmów na YouTube, oglądałem fotografie z podróży, inspirowałem się literaturą obcojęzyczną. Przyszedł wreszcie taki dzień w okresie Bożego Narodzenia, gdy postanowiłem stworzyć z tego spójną i logiczną całość. Bardzo czasochłonne okazało się stworzenie infrastruktury zabudowań, na której szczególnie mi zależało. Sklejanie samych budynków zajęło mi dwa lata, co wynikało z faktu, że praca dydaktyczna pochłania większość mojego czasu. Gdy skleiłem budynki, przyszedł czas na decyzję, jakie krainy geograficzne chcę wybrać. Zdecydowałem się na: Karyntię z niem. Kärnten oraz malowniczą trasę kolejową pomiędzy głównymi miastami Bludenz i Innsbruck, tzw.: Arlbergbahn. Ponieważ ważne dla mnie było to, by makieta odzwierciedlała autentyczne krainy geograficzne w danym regionie, budynki zostały dobrane przeze mnie odpowiednio do tematyki krajobrazu, jak na przykład zamek Falkenstein – opowiada. Kolejnym etapem był układ torowiska. - Zdecydowałem, że centrum stanowiła będzie linia dwutorowa z trzema ruchomymi pociągami, a kolejne tory będą manewrowe – kontynuuje. Nie bez znaczenia dla oddania realizmu przedstawionej na makiecie krainy geograficznej okazał się krajobraz górski, na który Arek zużył 60 kg gipsu. - Krajobraz górski wymagał wyrzeźbienia, by mógł uzyskać rys realizmu. Do pomalowania użyłem czterech rodzajów farb czarnych i białych. Wszystko malowałem ręcznie. Żeby makieta mogła zostać wyeksponowana w domu, zamówiłem dla niej specjalny stół – opowiada. Precyzji i dokładności oraz bardzo skrupulatnej pracy wymagał etap związany z dopracowaniem szczegółów, takich jak choćby imitacje pelargonii w oknach, połacie zieleni, fontanna, zabytkowa starówka czy też winnica z przyległym do niej zajazdem. Na makiecie brakuje już tylko trakcji elektrycznej.

Głowa pełna pomysłów
W kolekcji Arka są modele szczególnie dla niego ważne. - Jest pewna bardzo znana firma niemiecka, pionier w modelarstwie kolejowym, która co roku wypuszcza limitowaną serię wagonów świątecznych. Każdego roku staram się pozyskać taki model i rozwijać tę kolekcję, którą mam od 2006 roku – mówi i przyznaje, że w jego głowie wciąż rodzą się nowe pomysły, a jednym z nich jest kolejna makieta. - Tym razem będzie to mniejsza makieta osadzona w scenerii zimowej. Przedstawiać będzie elementy z krain geograficznych, takich jak: Zermatt (kanton: Valais) oraz Sankt Moritz (kanton: Graubünden) w Szwajcarii. Dla mnie krajobraz ten zimą jest szczególnie idylliczny, a nawet romantyczny. Można się w nim poczuć wyjątkowo i zapomnieć o trudach i znojach dnia codziennego. Wybierając krajobraz zimowy, chciałem oddać zamiłowanie mieszkańców krajów niemieckojęzycznych do czasu adwentowego, który bardzo celebrują. Dlatego na makiecie nie może zabraknąć klimatu jarmarkowego – mówi i dodaje: - Nie ma dnia, gdy po powrocie z pracy nie zasiadam przed komputerem i nie sprawdzam nowości czy zapowiedzi modelarskich, które chciałbym nabyć. Jednocześnie Arek przyznaje, że to dość kosztowne hobby, dlatego nie jest szczególnie popularne wśród dzieci. - Śmieję się, że jest to hobby głównie dla Niemców po sześćdziesiątce, choć sam jestem tego zaprzeczeniem. Ceny modeli uzależnione są od stopnia realizmu detali. Osobiście kieruję się zasadą, że lepiej kupić mniej, ale konkretne modele, które będą cieszyć oko – wyjaśnia. Poza modelarstwem kolejowym pasją Arkadiusza jest również modelarstwo okrętowe, a szczególnym obiektem jego zainteresowań są parowce z początku XX wieku. - Na trzydzieste urodziny od mojej siostry dostałem model Titanica z limitowanej edycji z okazji 100-lecia jego zatonięcia. Jest on na etapie sklejania, gdyż póki co koncentruję się na kończeniu makiety – mówi.

Twórca mikroświata
Praca germanisty bardzo go satysfakcjonuje. - Miałem to szczęście, że kończąc filologię germańską na poznańskim uniwersytecie, udało mi się trafić do ciekawej pracy. To duże wyzwanie każdego dnia tym bardziej, że od nas, językowców, wymagane jest ogromne zaangażowanie i cierpliwość w kontekście wzbudzania motywacji, ale trafiłem na fantastycznych ludzi, z którymi mam przyjemność pracować – wyznaje. Nie ma jednak wątpliwości, że modele kolejowe to również nieodłączna część jego. - Zanim moje życie potoczyło się tak, iż zostałem filologiem, chciałem zostać właśnie kolejarzem. Nie doszło do tego, bo miłość do języków zwyciężyła, ale pasja kolejkowa pozostała. Dzięki niej zyskałem dużą dozę cierpliwości i pokory, a także umiejętność docenienia tego, co się ma. Część z tych modeli, które stanowią teraz moją kolekcję, była bardzo długo wyczekiwana, a fakt, że mam w kolekcji takie, które nie są już produkowane, to ogromna wewnętrzna satysfakcja – dodaje. Nic więc dziwnego, że to właśnie modelarstwo kolejowe stało się dla Arka sposobem ładowania akumulatorów. - Dla mnie to niezwykle relaksujące zajęcie po całych tygodniach ciężkiej pracy i kontaktu z ludźmi. Mogę zostawić pośpiech i wyścig, zebrać myśli i się zresetować. Modelarstwo kolejowe to swego rodzaju katharsis. Nabieram dystansu do wielu rzeczy, a tym samym zmienia się moje podejście do kolejnego tygodnia. Ta pasja pozwala mi się wczuć w wiele ról – w rolę architekta krajobrazu, zwrotniczego, maszynisty, w rolę manewrowego, a nawet historyka taboru i znawcy pewnych epok, w których kolej błyskawicznie się rozwijała. Nie wyobrażam sobie innego hobby – dodaje. I przyznaje, że największa satysfakcja dla niego jako modelarza to możliwość obserwowania, jak na jego oczach powstaje coś, co pieczołowicie i cierpliwie budował. - Fakt, że powstawało to cegiełka po cegiełce i rosło na moich oczach, że jestem twórcą tego małego mikroświata i mogę się w nim każdego dnia zanurzyć, to wielka przyjemność. Nie bez znaczenia jest możliwość odzwierciedlenia szczegółów w sposób możliwie najwierniejszy pierwowzorowi, choć pełna satysfakcja jest trudna do osiągnięcia, bo wciąż czuję potrzebę doskonalenia. Na przykład ostatnio zauważyłem, że na mojej makiecie brakuje figurek tematycznych – tyrolskiej kapeli, które udało mi się znaleźć – kończy z uśmiechem.

Fot. archiwum Arkadiusz Andrzejewski

 

(Honorata Jankowiak)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© gostyn24.pl | Prawa zastrzeżone