Zamknij
REKLAMA

Ciężko pracował na swoje sukcesy

07:46, 22.09.2018 | Honorata Jankowiak
REKLAMA

Osiemnaście lat treningów, szesnaście lat w reprezentacji Polski. Złoty medalista igrzysk paraolimpijskich w Atenach, srebrny i brązowy medalista igrzysk paraolimpijskich w Pekinie. Nie miał sobie równych w rzucie dyskiem i oszczepem oraz w pchnięciu kulą. Niedawno do bogatej kolekcji medalowej dorzucił brąz zdobyty na Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy Niepełnosprawnych w Berlinie. A wszystko to pomimo dziecięcego porażenia mózgowego czterokończynowego, z którym zmaga się od dziecka. - Niepełnosprawność nie jest problemem. Gdyby nie ona, nie przeżyłbym w życiu tylu pięknych chwil – mówi pochodzący z Kunowa Paweł Piotrowski.

Paweł Piotrowski to wszechstronny sportowiec i paraolimpijczyk. Przez lata z powodzeniem łączył rzut oszczepem, dyskiem i pchnięcie kulą, zdobywając liczne sportowe trofea. Jego sukcesy robią wrażenie tym większe, że to właśnie Paweł jest dowodem na to, że niepełnosprawność nie zamyka drzwi. Wręcz przeciwnie.

We właściwym miejscu
W dzieciństwie marzył, by zostać ogrodnikiem lub leśniczym. Mama widziała go w roli kucharza, a dziadek w roli szewca. Choroba - dziecięce porażenie mózgowe czterokończynowe - zweryfikowała wszystko. Choć jako dziecko nie mógł grać w piłkę, sportowe marzenie upomniało się o niego. - Zawsze chciałem być sportowcem, a gdy byłem małym chłopcem bardzo chciałem grać w piłkę. Niestety z powodu choroby nie zostałem przyjęty do Kani Gostyń. Tak skończyły się moje marzenia o piłce nożnej – wspomina Paweł Piotrowski, który po ukończeniu szkoły podstawowej zdecydował się na naukę w szkole dla osób niepełnosprawnych we Wrocławiu. Jak się potem okazało, był to początek jego lekkoatletycznej przygody. - Tam poznałem swojego późniejszego trenera lekkoatletyki, z którym pracowałem dwanaście lat. Namawiał chłopaków do uprawiania sportu. Udało mu się zachęcić również mnie. Jednak ten pierwszy rok treningów był trudny. Nie wierzyłem w swoje umiejętności, gdyż nigdy wcześniej z lekkoatletyką nie miałem styczności. Dlatego początkowo nie byłem do tej dyscypliny przekonany. Najpierw próbowałem swoich sił w bieganiu, ale okazało się, że nie jest to dyscyplina dla mnie. Z czasem trener zauważył, że mam szybką rękę do rzutu oszczepem i zacząłem treningi w tym kierunku. Do tego doszły treningi rzutu dyskiem i pchnięcia kulą. Trener zaufał mi i zabrał mnie na mistrzostwa Polski seniorów w Sopocie w 2001 roku. Zdobyłem tam trzy srebrne medale i właśnie to mnie bardzo zmotywowało do dalszej ciężkiej pracy – kontynuuje. Rok później na mistrzostwach Polski Paweł zdobył złoty medal w rzucie oszczepem, mimo że dwa tygodnie wcześniej przeszedł operację wyrostka. Ten wynik pozwolił mu dostać się do reprezentacji Polski i rozwinąć skrzydła. Nie miał już wątpliwości, że jest we właściwym miejscu. - Wtedy już wiedziałem, że to będzie moja droga i że właśnie tym chcę się zająć – dodaje.

Połączył ich sport
W 2004 roku Paweł wystartował na igrzyskach paraolimpijskich w Atenach i jak przyznaje, było to niezwykle emocjonujące przeżycie. Tam właśnie zdobył złoty medal w pchnięciu kulą i srebrny medal w rzucie oszczepem. Kolejne dwa złote medale wywalczył w 2006 roku na mistrzostwach świata w Holandii. W 2008 roku reprezentował Polskę na igrzyskach w Pekinie, gdzie zdobył srebro w rzucie oszczepem i brąz w pchnięciu kulą. Wszystkie trofea, które dotychczas wywalczył, mają dla niego wielką wartość, ale szczególnie cenne są medale olimpijskie. - Dla paraolimpijczyka złoty medal igrzysk paraolimpijskich to największe marzenie. Mam to szczęście, że udało mi się je zrealizować – mówi. - Pamiętam, że bardzo cieszył mnie też srebrny medal w rzucie oszczepem zdobyty w Pekinie, gdyż tam pobiłem rekord świata w swojej kategorii niepełnosprawności – wyjaśnia. Na mistrzostwach świata w Nowej Zelandii w 2011 roku Paweł zdobył trzy złote medale, a jednocześnie ustanowił dwa rekordy świata i rekord Europy. W sierpniu br. wrócił z Lekkoatletycznych Mistrzostw Europy Niepełnosprawnych w Berlinie, gdzie w pchnięciu kulą wywalczył brązowy medal. Na tych samych mistrzostwach złoty medal w skoku w dal zdobyła żona Pawła – Marta Piotrowska, która w Berlinie poprawiła też swój rekord życiowy o 14 cm. Marta i Paweł małżeństwem są od roku, a połączył ich właśnie sport.

Niepełnosprawność to nie problem
W październiku zeszłego roku u Pawła zdiagnozowano odklejanie się siatkówki w lewym oku. Pod znakiem zapytania stanęła wtedy jego dalsza kariera sportowa. - Zdaniem pani doktor istnieje duże prawdopodobieństwo, że miałem to od urodzenia, ale nie wiedziałem o tym. Pewnie gdybym nie pojechał na badania do centrum medycyny sportowej, nawet bym się o tym nie dowiedział. Na szczęście odkąd mi to wykryto nie doszło do pogorszenia zdrowia – mówi Paweł, który zdrowotne kłopoty przyjął ze spokojem, bo wie, że zdążył już zrealizować większość sportowych marzeń. - Gdy usłyszałem, że być może będę musiał pożegnać się ze sportem, pomyślałem sobie, że dużo już osiągnąłem i jeśli będzie taka konieczność to zajmę się pomaganiem innym. Jestem trenerem lekkoatletyki osób niepełnosprawnych i myślę, że na tym polu mogę wiele zdziałać – opowiada. Jeśli wzrok pozwoli, Paweł chce kontynuować sportowe zmagania, łącząc to z pracą trenerską. Marzy mu się znalezienie i wyszkolenie swoich następców. Póki co priorytetem Pawła jest zakwalifikowanie się do igrzysk w Tokio. Tymczasem mija osiemnaście lat jego sportowej kariery i jak przyznaje, niepełnosprawność przez te lata nie była problemem, a gdyby nie ona, nie przeżyłby w życiu tylu pięknych chwil. - Sport pozwolił mi się usamodzielnić. Stałem się sprawniejszy i silniejszy nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Zwiedziłem prawie cały świat. Gdyby nie sport, pewnie nie wybrałbym się do Nowej Zelandii czy Brazylii, gdzie byłem dwukrotnie, do Kuwejtu lub Kataru. Cieszę się, że wybrałem sport, a moja droga potoczyła się właśnie w ten sposób – wyznaje. Paweł potwierdza, że nie byłoby tych sukcesów, gdyby nie ogromne samozaparcie, wiara w siebie i własne możliwości. - Jeśli nie wierzymy w siebie, nie będziemy w stanie nic osiągnąć. W sporcie niepełnosprawnych nie wystarczy tylko do niego trafić. Ważne też, by mieć szczęście i w odpowiednim czasie znaleźć dla siebie właściwą dyscyplinę. Trzeba ciężko pracować, a jednocześnie być cierpliwym, gdyż na sukcesy musimy czasem czekać. Ważne jest też wsparcie, dlatego w tym miejscu bardzo dziękuję burmistrzowi i całej Radzie Miejskiej Gostynia za coroczne stypendia sportowe, dzięki którym mogę realizować swoje marzenia – kończy lekkoatleta.

Foto: archiwum Paweł Piotrowski

 

(Honorata Jankowiak)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

IrenaIrena

4 0

Pawle, pamiętam Ciebie jako małego chłopczyka, śledziłam Twoją wolę bycia takim samym jak inni zdrowi chłopcy, Twoje uchwycenie życia za grzywę...i ogromne zaangażowanie Dziadka.
Chyba to właśnie Dziadkom najwięcej zawdzięczasz...poza sobą, oczywiście. Życzę zdrowia i radości, wykorzystuj to co masz z myślą o jutrze. Serdecznie pozdrawiam:) 11:18, 23.09.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© gostyn24.pl | Prawa zastrzeżone