Zamknij
REKLAMA

Niesamowity facet!

15:42, 17.06.2018 | Honorata Jankowiak
REKLAMA

- Podczas wspinaczki liczy się celgóra oraz tlen niesiony w plecaku, którego ilość nieubłaganie wyznacza granicę życia i śmierci, a gdy po drodze widzisz martwe ciała, jesteś w stanie wyobrazić sobie, że życie jest bardzo kruche. Dlatego będąc tam, starasz się jeszcze bardziej docenić to, co masz tutaj – mówi pochodzący z Brzezia Sylwester Twardowski. Kilka tygodni temu, pomimo wielu niebezpiecznych sytuacji, zdobył Mount Everest.

Sylwester Twardowski urodził się w Gostyniu i do czasu studiów mieszkał w Brzeziu. Ukończył studia na Politechnice Poznańskiej, a aktualnie mieszka i pracuje w Warszawie. Swoją przygodę z górami rozpoczął od Karkonoszy, po których przyszedł czas na Tatry, Alpy, Kaukaz i Andy. - Bakcyla złapałem, gdy pierwszy raz miałem możliwość pojechać w Alpy powyżej 3000 m. Teraz po każdej wyprawie widzę, że po odpoczynku i regeneracji w mojej głowie rodzą się pomysły na zdobywanie kolejnych szczytów. To jest jak narkotyk. Bardzo uzależnia – przyznaje Sylwester Twardowski i nie ukrywa, że z każdą kolejną udaną wyprawą, czuje apetyt na więcej. - Kieruję się mottem: „Życie jest przygodą dla odważnych - albo niczym” Helen Keller. Zawodowo czuję się spełniony, więc realizuję się prywatnie w zakresie moich pasji – dodaje. Właśnie ta pasja kilka tygodni temu zaprowadziła go na sam szczyt Mount Everest.

Everest pasji
Pomysł zdobycia Mount Everest zrodził się z połączenia dwóch pasji – wspinaczki i nurkowania. To drugie w życiu Sylwestra pojawiło się kilka lat temu, a przygodę z nim rozpoczął w najgłębszym jeziorze w Polsce – Hańcza, gdzie najpierw nauczył się nurkować, a potem pływać. - Połączenie fascynacji nurkowaniem i wspinaniem to nie tylko siła mięśni i wytrzymałość, ale przede wszystkim zdolność do adaptacji do warunków panujących na wysokości czy głębokości. To siła charakteru, wytrwałość, zdolność do oceny ryzyka i wyobraźnia – wyjaśnia gostynianin, który przygotowania do wejścia na Everest rozpoczął już 7-8 miesięcy przed wyprawą, a wcześniej doświadczenie zdobywał, wspinając się w górach wysokich, czego efektem było to, że w 2015 roku stanął na szczycie Kazbek na wysokości 5042 m. - Wyprawa była ciekawym doświadczeniem. Atak szczytowy odbywał się z wysokości 3600 m, a więc należało przejść 1400 m w pionie. Atak rozpoczęliśmy o godzinie 22.00, a na szczycie znaleźliśmy się o godz.10.00, a więc po dwunastu godzinach – wspomina. Po zdobyciu Kazbeku pojawił się pomysł wejścia na Mount Everest, jednak gostynianin miał świadomość, że wcześniej zmierzyć się musi z siedmiotysięcznikiem. Wybór padł na Aconcagua, największą górę obu Ameryk, którą Sylwester zdobył w 2017 roku. - Tam doświadczyłem wysokości i aklimatyzacji. Cała wspinaczka trwała dwa tygodnie. Aconcagua jest górą wymagającą i słynie z tego, że jest jedną z najbardziej śmiercionośnych. Mieliśmy w czasie tej wyprawy sytuacje dramatyczne, między innymi gdy na 100 metrów przed szczytem jeden ze wspinaczy stracił zupełnie siły i brakowało mu tlenu - trzeba było pomóc w zejściu tej osoby do obozu. Choć część osób nie dawała mi większych szans na wejście na szczyt, wszedłem na niego jako pierwszy z naszej kilkunastoosobowej ekipy – mówi. Zdobycie Aconcagua było ważnym doświadczeniem i częścią przygotowań do wyprawy na Mount Everest, która trwała od 6 kwietnia do 25 maja i była częścią projektu Polskie Himalaje 2018, a jej celem było uczczenie 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Jednocześnie odbyła się w 40. rocznicę pierwszego polskiego wejścia na Mount Everest przez Wandę Rutkiewicz. Wyprawa rozpoczęła się w Nepalu, gdzie Sylwester spędził tydzień, by następnie udać się do Tybetu, gdyż wspinaczka na szczyt odbyła się północną ścianą Everestu, od strony Chin – Tybet. - 18 kwietnia dotarłem do bazy pod Everestem, która była moim domem przez następny miesiąc. Baza pod Everestem, tzw. Base Camp (BC) znajduje się na wysokości 5200 m, kolejna - Intermediate na wysokości 5700 m, Advanced Base Camp (ABC) na wysokości 6400 m, tzw. North Col jest na wysokości 7000 m, kolejny obóz – tzw. obóz drugi to 7600 m, a obóz trzeci znajduje się już w tzw. strefie śmierci na wysokości 8300 m. Celem odpowiedniej aklimatyzacji jest oczywiście wychodzenie coraz wyżej, zgodnie z zasadą, wspinaj się wysoko, śpij nisko – relacjonuje. - Trasa pomiędzy Base Camp a Advanced Base Camp prowadzi przez piękny lodowiec Rongbuk, jednak na tej wysokości oddychanie jest utrudnione przez mniejszą ilość tlenu, stąd sporo wysiłku potrzeba do pokonania tej prawie 20 km drogi – tę trasę pokonałem trzykrotnie podczas całej ekspedycji – dodaje. Ponieważ okno pogodowe na Evereście do ataku szczytowego zazwyczaj pojawia się w drugiej połowie maja, 15 maja Sylwester Twardowski wyruszył z BC w kierunku ABC, gdzie dotarł 17 maja. Z wysokości obozu ABC - 6400 m rozpoczyna się już atak szczytowy. - 18 maja w związku z tym, że pogoda zaczynała się załamywać, ruszyłem z bazy ABC na North Col, gdzie przenocowałem. O godzinie 2:00 wyruszyłem do kolejnego obozu, który ze względu na pogarszające się prognozy pominąłem, udając się w kierunku obozu trzeciego. 19 maja o godzinie 14:00 dotarłem do obozu trzeciego na wysokości 8300 m do tzw. strefy śmierci. Tu pobyt powinien być możliwie krótki. Każdy z obozów na Evereście wygląda zupełnie inaczej, natomiast obóz trzeci wygląda nieziemsko. Czułem się trochę tak jakbym znalazł się na Księżycu. O północy rozpocząłem atak szczytowy i to było niezwykłe doświadczenie. Po siedmiu godzinach wspinaczki ( tak – wspinaczki – wbrew powszechnie panującej opinii o tej górze, zdobycie jej od strony Tybetu jest techniczne, nie trekkingowe), o godzinie 7:09 20 maja 2018 roku stanąłem na najwyższym punkcie na Ziemi. Pogoda była mało sprzyjająca, ok. -300 i bardzo mocny wiatr, który niósł ze sobą kryształki śniegu i lodu – opowiada.

Zaprogramować głowę
Podczas samej wyprawy wydarzyło się wiele niebezpiecznych sytuacji: od problemów gastrycznych, poprzez zapalenie gardła i krtani. Na wysokości 8000 m, podczas samotnego zejścia, Sylwestrowi skończył się tlen, a na wysokości 7000 m kilkukrotnie spadał mu rak z butów. Zdarzyła się też sytuacja, której nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć. - Gdy szedłem w górę w ciemności, podczas tej wspinaczki słyszałem różne głosy. Nie wiem, czy był to efekt braku tlenu, wysokości, ciśnienia czy martwych ciał, które mijałem po drodze, natomiast słyszałem głosy wołające pomocy. Pytałem kolegów, którzy wchodzili wcześniej i potwierdzili, że również je słyszeli. Pewnie to efekt przebywania w strefie śmierci... - stwierdza. Atak szczytowy gostynianina trwał 7 godzin. Co czuł po dotarciu na szczyt? - Trudno to opisać... Byłem zadowolony i szczęśliwy, ale też miałem świadomość, że 80% wypadków zdarza się podczas zejścia i myślałem o tym, by zejść bezpiecznie. Było to o tyle utrudnione, że podczas wejścia na szczyt zamarzło mi jedno oko, co wynikało z silnego wiatru, który niósł ze sobą kryształki lodu i śniegu. Dodatkową komplikacją były zamarznięte gogle, które bardzo utrudniały widoczność. Na tej wysokości należy uważać na każdy krok, dlatego było to bardzo niebezpieczne.. Zdjęcie gogli z kolei skutkowałoby tym, że mógłbym dostać ślepoty śnieżnej. Nic nie mogłem zrobić...- wspomina. Pomimo trudności zejście Sylwestra było szybkie i w ciągu dwudziestu jeden godzin dotarł on do obozu na wysokości 6400 m. Czemu zawdzięcza sukces wyprawy? Sylwester nie ma wątpliwości, że sukces wspinaczkowy w dużej mierze uzależniony jest od przygotowania mentalnego. - Przy każdej wyprawie człowiek znajduje sobie inne punkty motywacji. W przypadku Mount Everest miałem wiele motywatorów, na przykład co powiedzą znajomi, rodzina, współpracownicy, jeśli mi się nie uda. Mój lekarz internista, gdy zgłosiłem się do niego po zaświadczenie o stanie zdrowia, które jest konieczne przed zdobywaniem Mount Everest, w pewnym momencie powiedział: „Ale Pan i tak nie wejdzie”. Powtarzałem sobie potem jego słowa i czułem, że tym bardziej muszę wejść – mówi. Motywacją była też chęć sprawdzenia siebie i swoich możliwości fizycznych i mentalnych. - Przy Evereście nastawienie głowy to co najmniej połowa sukcesu. I wszystko zależy od tego, jak się ją zaprogramuje. Ja wyrzucam z głowy wszelkie destrukcyjne myśli i skupiam się na celu. Bo idąc w ataku szczytowym w całkowitej ciemności, człowiek zadaje sobie pytanie, co ja tutaj robię – dodaje. Dlatego przygotowując się do ataku szczytowego, Sylwester szukał wyciszenia, które znalazł podczas tygodniowego samotnego pobytu w bazie, regenerując się i ładując akumulatory. - Miałem wtedy dużo czasu, dlatego starałem się jak najwięcej czytać, by zbyt dużo nie myśleć o ataku szczytowym i to mi się udawało – przyznaje. Czy mimo skrupulatnie zaplanowanej wyprawy, było coś, co go zaskoczyło? - Zaplanować nie da się pogody. Mój atak szczytowy miał mieć miejsce później, ale musiałem go przyspieszyć właśnie ze względu na zmieniające się warunki pogodowe – opowiada. 

Przekroczyć wszystkie granice
Sylwester nie ma wątpliwości, że wiele zawdzięcza miejscowej agencji wywodzącej się z lokalnych Szerpów z doliny Rolwaling. Lider wyprawy Chhiring Dorje Sherpa ma na swoim koncie między innymi szesnastokrotne zdobycie Mount Everest, ale też wejście na szczyt K2. - To człowiek silnie obdarzony cechami liderskimi, pomimo  że nie ma żadnego wykształcenia. To lider, któremu ufaliśmy bezgranicznie, a to jest w górach niezwykle ważne. Oprócz bardzo dużego doświadczenia i sporych umiejętności potrafił znajdować odpowiednie rozwiązania. Było kilka takich sytuacji, w których mogłem na niego liczyć, na przykład, gdy w drodze na szczyt kilkakrotnie spadał mi rak – opowiada Sylwester i nie ukrywa, że jest typem zdobywcy. - Czuję potrzebę udowodnienia sobie, że potrafię i dam radę. Chodzi też o chęć sprawdzenia siebie i swoich możliwości. Byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak moje ciało było w stanie pracować podczas wejścia i zejścia z Everestu. Przekroczyłem wszelkie granice, a zawdzięczam to głównie głowie. Moja motywacja i skupienie były na bardzo dużym poziomie – przyznaje. Podkreśla też, że nie bez znaczenia jest towarzysząca jego wspinaczkowej pasji możliwość zwiedzania świata i poznawania innych kultur. - Tybet to kraina piękna i malownicza, a najbardziej niesamowite wrażenie zrobiło na mnie miasto Lhasa, gdyż do tej pory nie widziałem takiego ani w Europie, ani na świecie – z tak dobrą infrastrukturą kolejową, drogową i bardzo wysokim standardem życia. Byliśmy też na audiencji u Lamy, który jest pierwszy w hierarchii po Dalajlamie, a ciekawostką było to, że był to 4,5-letni chłopiec, od którego biła niezwykła tajemniczość i magia. To spotkanie natchnęło nas charyzmą – wspomina. A czego nauczył go Everest? - Nauczył mnie pokory wobec natury. Zrozumiałem też, że nie doceniamy tego, co mamy w naszym życiu. Widziałem, jak krucha jest granica między życiem i śmiercią, dlatego po Evereście jeszcze intensywniej skupiam się na tym, by każdy dzień przeżywać maksymalnie, jakby miał być ostatnim – kończy, a w jego głowie rodzą się pomysły kolejnych wypraw. - Pozostało jeszcze trzynaście ośmiotysięczników do zdobycia. Wejście na Mount Everest to pierwszy etap projektu 9000+. Drugi zakłada zanurkowanie na głębokości minimum 152 m p.p.m i teraz skupiać się będę na jego realizacji – zapowiada.

Fot. archiwum Sylwester Twardowski

(Honorata Jankowiak)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

czytelnikczytelnik

1 0

Podziwiam :) brawo! 19:38, 17.06.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Alpinista Alpinista

1 0

Super wyczyn i świetna reklama Gostynia. 22:40, 18.06.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA

Szanowny Użytkowniku

25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych").

Kto będzie administratorem Twoich danych?

Po dniu 25 maja 2018 roku administratorami danych będzie firma PHUP "LEDER" Jarosław Jędrkowiak, oraz nasi Zaufani Partnerzy, z którymi stale współpracujemy. Najczęściej ta współpraca ma na celu dostosowywanie reklam, które widzisz na naszej stronie internetowej do Twoich potrzeb i zainteresowań oraz wykonywanie różnych badań mających na celu polepszanie usług internetowych i dostosowywanie ich do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje dotyczące administratorów znajdują się w polityce prywatności.

Jaki jest cel przetwarzania danych?

Dane osobowe są zbierane w ramach korzystania przez naszych Użytkowników z naszej strony internetowej wraz z funkcjonalnościami na niej udostępnianych ,w tym zapisywanych w plikach cookies, które są instalowane na naszej stronie przez nas oraz naszych Zaufanych Partnerów. Przetwarzamy te dane w celach opisanych w polityce prywatności, między innymi aby: dopasować treści stron i ich tematykę, w tym tematykę ukazujących się tam materiałów do Twoich zainteresowań,zapewnić Ci większe bezpieczeństwo usług, w tym, aby wykryć ewentualne boty, oszustwa czy nadużycia,dokonywać pomiarów, które pozwalają nam udoskonalać nasze usługi i sprawić, że będą maksymalnie odpowiadać Twoim potrzebom,pokazywać Ci reklamy dopasowane do Twoich potrzeb i zainteresowań.

Komu możemy przekazać dane?

Zgodnie z obowiązującym prawem dane mogą zostać przekazywać podmiotom przetwarzającym je na nasze zlecenie, np. dostawcą usług IT, agencjom marketingowym, podwykonawcom naszych usług, Zaufanym Partnerom oraz podmiotom uprawnionym do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa np. sądom lub organom ścigania, gdy wystąpią z żądaniem w oparciu o stosowną podstawę prawną. Informujemy, że na naszej stronie internetowej dane o ruchu użytkowników zbierane są przez naszych Zaufanych Partnerów.

Jak możesz zarządzać swoimi danymi?

Masz między innymi prawo do żądania dostępu do danych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia ich przetwarzania. Możesz także wycofać zgodę na przetwarzanie danych osobowych, zgłosić sprzeciw oraz skorzystać z innych praw wymienionych szczegółowo w polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje jak to zrobić.

Zaznacz przycisk „Zgadzam się” jeśli wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych podanych w formularzu przez PHUP "LEDER" Jarosław Jędrkowiak i naszych Zaufanych Partnerów jako administratora danych osobowych, w celach marketingowych, które obejmują także niezbędne działania analityczne i zestawianie w profile marketingowe na podstawie aktywności na stronie internetowej zgodnie z bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa. Wyrażenie zgody jest dobrowolne , masz prawo do dostępu do swoich danych, ich poprawiania, a także wycofania udzielonej zgody w dowolnym momencie, a także o pozostałych kwestiach wynikających z art. 13 RODO, dostępnych w Polityce prywatności..

Zgadzam sięNie teraz
© gostyn24.pl | Prawa zastrzeżone